"Panowie, nauczcie się komplementować kobiety!" [LIST]

Panowie, wiemy, że tutaj zaglądacie. Dlatego publikujemy list Czytelniczki, która - nad wyraz obrazowo - wyjaśnia, dlaczego sztuka komplementowania kobiet, to sztuka arcytrudna.

Sobotnia noc. Średniej wielkości miasto na Śląsku. Chodnik przy jednej z głównych ulic. Dwie budki z kebabami, w pobliżu dwa kluby i kilka barów. W weekendowe noce kręci się tu sporo osób. Pożegnawszy się ze znajomym wracam do domu. Nie lubię tędy przechodzić, ale innej drogi nie ma. Jestem trochę rozdrażniona, bo wieczór nie skończył się zbyt przyjemnie. Przede mną wolnym krokiem idzie dwóch mężczyzn. Jeden wyższy, drugi niższy (nawet ode mnie) z kucykiem. Przeciętni, mało atrakcyjni. Idę szybkim krokiem, bo marzę tylko o tym, żeby położyć się do łóżka i opatulić miękkim kocem. Mijam ich, a do moich uszu dochodzą słowa tego niższego z kucykiem: "Ooo jaka ładna pani idzie. Dooobryyy wieeeczór". To pospolite, oślizgłe i obleśne "Dobry wieczór". (Jeśli jesteś kobietą i chociaż raz zaczepiał cię osobnik płci męskiej wieczorem na ulicy, dobrze znasz ten ton). Nie wiedzieć czemu nie jestem zaskoczona, spodziewałam się tego. Ale nie jest to też dla mnie przyjemne.

Nie mam ochoty odpowiadać, uśmiechać się, czy dziękować. I mam do tego prawo!

Zwyczajnie nie mam ochoty na gadki z pijanymi kolesiami, którzy mnie nie interesują. Nie mam ochoty odpowiadać, uśmiechać się, czy dziękować. I mam do tego prawo! Nie odpowiadam zatem. Nie odwracam nawet głowy. Ignoruję, z nadzieją, że rozumny człowiek przyjmie do wiadomości, że brak reakcji to uprzejmy sposób powiedzenia mu, żeby się odwalił. Niestety nasi bohaterowie do tych rozumnych nie należą. Głośno (tak, żebym słyszała) komentują, że chyba jestem głucha, że oni nie znają języka migowego. Następnie, kpiny z osób głuchoniemych przenoszą się na mój strój. Im jestem dalej, tym mówią coraz głośniej. Przecież chodzi o to, żebym słyszała. Tylko tak mogą sobie zrekompensować fakt, że zostali "olani". Tylko w ten sposób poczują się znowu fajni. Ale tak naprawdę nigdy nie czują się fajni. Są pełni kompleksów i gniewu, że te złe kobiety nie doceniają ich starań. Ich wątpliwej klasy komplementów wypowiadanych po kilku piwkach i nie tyle bezpośrednio do tych kobiet, ile w próżnię.

A maksyma "Towar macany należy do macanta" dawno już przestała obowiązywać.

Wybaczcie Panowie, ale nie chcę Waszych komplementów! Takich bezosobowych komplementów, po których następuje fala obelg pod moim adresem. Nie chcę obleśnych spojrzeń, gwizdania, trąbienia samochodowym klaksonem, zachodzenia mi drogi, gdy mijam Was na ulicy, głupkowatego tańczenia wokół mnie, obejmowania, czy dotykania! Nie jestem towarem w sklepie, który możecie swobodnie macać, jeśli Wam się podoba. A maksyma "Towar macany należy do macanta" dawno już przestała obowiązywać. Każdy człowiek ma swoją prywatną przestrzeń, której obcy nie powinni przekraczać. To chyba normalne. Dlatego, gdy łapiesz mnie za tyłek, licz się z tym, że dostaniesz w twarz. I zachowaj się wtedy, jak mężczyzna (którym i tak nie jesteś, bo prawdziwy mężczyzna nie łapie obcej kobiety za jej części ciała) i przyjmij porażkę na klatę. Przełknij ją i zastanów się nad swoim zachowaniem. Nie wyskakuj z obelgami. Nie wyzywaj mnie od suk. Nie kpij ze mnie. Nie groź mi. Po prostu zamknij ryj i nie bądź świnią. Aczkolwiek, nawet nazwanie ciebie świnią to i tak dla ciebie za dużo. Świnia bowiem ma wyższy iloraz inteligencji niż Ty.

Nie zrzucajcie na nas swojej frustracji, że po raz kolejny dostaliście kosza.

Szanowni Panowie, pamiętajcie, że brak reakcji kobiety na Wasze prostackie zaczepki to najlepsze, co może Was spotkać. Wiadomo, że to niezbyt przyjemne uczucie, gdy ktoś nas lekceważy. Jeśli więc nie chcecie czuć się później źle i nieswojo, to po prostu nas nie zaczepiajcie! A jeśli już musicie, to nie bądźcie później troglodytami. Nie zrzucajcie na nas swojej frustracji, że po raz kolejny dostaliście kosza. Wyśmiewaniem i obrażaniem nie łatajcie swojego nadszarpniętego ego. To nie my jesteśmy zarozumiałe i wyniosłe. Tylko wy macie roszczeniową postawę wobec nas. Uważacie, że nasza atencja się wam należy tylko z tego powodu, że powiedzie nam komplement. Myślicie, że jak usłyszymy od was, że jesteśmy ładne to padniemy wam w ramiona, a najlepiej przed wami na kolana? My to wiemy i nie potrzebujemy słyszeć tego codziennie po kilka razy na ulicy od napalonych gości. Wystarczy nam jak powie nam to mama, przyjaciółka, chłopak, z którym idziemy na randkę. Pomyślcie, że prawdopodobnie nie jesteście pierwszymi, którzy zaczepiali nas tego dnia. A w ciągu tygodnia możecie być dziesiątymi. Może wcześniej czytałyśmy książkę na plaży i dosiadł się do nas miły, ale natarczywy i śmierdzący alkoholem jegomość, który zapraszał nas do siebie na kawę? Uprzejmie i z uśmiechem na ustach odmawiamy, bo siłą rzeczy musimy być dobrymi dyplomatkami. Ale nasza cierpliwość ma swoje limity.

Wyobraźcie sobie, że kilka razy dziennie dzwoni do Was telemarketer, który chce z Wami rozmawiać, chce Waszej uwagi, ogólnie czegoś od Was chce. I tak przez cały tydzień. Na początku jesteście mili, słuchacie, nie przerywacie, uprzejmie dziękujecie i kończycie rozmowę, ale gdy odbieracie kilkunasty z kolei taki telefon już na wstępie rzucacie słuchawką. Dla nas jesteście takimi telemarketerami, męczycie nas, dlatego nie bądźcie zdziwieni, że wam nie odpowiadamy.

Tamtej sobotniej nocy moja cierpliwość była na poziomie minus pięćset. Zbuntowałam się. Poszłam za "rewolucyjną" myślą: "Niby czemu mam nie reagować, kiedy ktoś na głos się ze mnie wyśmiewa?". Zatrzymałam się, odwróciłam i poczekałam, aż tych dwóch panów do mnie dojdzie. Zapytałam się, czemu są tacy nieuprzejmi. Czemu się ze mnie nabijają? Usłyszałam, że wcale tego nie robią, że to ja jestem agresywna, że oni mi tu komplementy prawią, a ja mam to gdzieś. Owszem miałam to gdzieś. Powiedzieli jeszcze, że to taki "tani podryw" i że oni "tak robią". Proszę, nie róbcie tak, Panowie.

[Od Redakcji: list nagradzamy 30-dniowym kodem do Kinoplex.pl]

Foch poleca! Foch poleca!

Więcej o: