Dlaczego noszę majtki opinające tyłek? Bo lubię

Nasza Czytelniczka - na fali refleksji po lekturze tekstu Olaszki o majtkach, które bolą - postanowiła przemówić w imieniu swojego tyłka. Tego tyłka, który lubi stringi i nie czuje, że jest to bieliźniany reżim i coś, co z założenia jest opresyjne względem kobiety.

Na wpis Olaszki zareagowałam rozbawieniem i reakcją ''no polać jej, dziewczyna dobrze gada!" w 95 procentach. Zostaje jeszcze te nieszczęsne 5 procent, które wypadałoby jakoś wytłumaczyć. Bo przecież jasne, że każda z nas woli nosić takie ciuchy, które byłyby przede wszystkim wygodne. I teksty ''chcesz być piękna, to cierp" zapewne większość czytelniczek focha wsadziłoby sobie wiadomo gdzie (skoro już w tematach tyłkowych jesteśmy). Zastanawia mnie tylko fakt, co jeśli ktoś lubi nosić stringi - czy inną część bielizny - bo po prostu lubi je nosić?

Choć byśmy się starały nie wiadomo jak, nie powiększymy cycków, za to możemy na chwilkę oszukać siebie.

Jak dotąd nie dorabiałam większej ideologii do tego, jaką bieliznę zakładam. Wybór był prosty już od dzieciaka - dziwne uczucie wzbudzały we mnie gąbki w stanikach, więc wolałam obejść się bez nich i nosić miękkie biustonosze. Wielkie wyszczuplające gacie to już był kompletnie nie mój klimat. Przecież zarówno w przypadku push-upów, jak i obciskających gaci chodzi o ukrycie tego i owego, a podkreślenie tamtego.

Problem (a może raczej lekki wstyd) pojawia się, gdy te przedmioty trzeba z siebie zdjąć. Oczywiście, można szczegółowo wszystko zaplanować i facet nie zauważy, że masz uda o 10 cm większe. To akurat małe miki, bo mam wrażenie, że kończyny dolne nie zwracają tak bardzo uwagi płci brzydkiej, jak nasze elementy górne. Push-upy to niby taki sprytny wynalazek, bo przecież 2 minuty i jesteś niewiastą z większym biustem. Ale tylko do momentu zdjęcia tego wynalazku. Choć byśmy się starały nie wiadomo jak, nie powiększymy cycków, za to możemy na chwilkę oszukać siebie. I innych przy okazji, ale nie chcę w tym tekście wyłącznie maglować znanego poglądu ''kobiety noszą niewygodną, acz seksowną bieliznę tylko dla uciechy mężczyzn".

Owszem, zaczęłam nosić stringi dla faceta. Nie dla swojego, to by było za proste.

Przecież ''można odrzucić bieliźniany reżim, bo to niemądre opierać swoją kobiecość na tym, co się nosi pod ubraniem'' i nosić również stringi z bawełny czy inne majtki, które nie mają wysokiego stanu. Bo inna sprawa to noszenie majtek z beznadziejnych materiałów, a inna noszenie majtek, które mogą być opisane jako ''opresyjne dla ciała kobiety, zawłaszczające wygodę pośladków i skierowane do celów seksualnych".

Z racji wytłumaczenia czemu nie jestem przekonana do noszenia wyłącznie jednego typu majtek przyznam się do czegoś - stringi mnie nie uciskają i nie odczuwam cierpień, gdy chodzę w nich cały dzień. A i owszem, zaczęłam je nosić dla faceta. Nie dla swojego, to by było za proste. Facet, który przekonał mnie do stringów sam o tym nie wie. Gdy dostałam alergii dermatolog przepisał mi specjalną maść, więc zwykłe pantalony sprawiały trochę problemów. Koniec końców pomyślałam - zobaczę czy te stringi to taki diabeł wcielony. I okazało się, że nie takie stringi straszne, jak je niektórzy malują. Alergię wyleczyłam, stringi noszę dalej i nie cierpię. Chociaż mówię to tylko w imieniu swojego tyłka.

Małgorzata

[Od Redakcji: List nagradzamy książką Joanny Glogazy "Slow fashion. Modowa rewolucja" ]

Foch poleca!Foch poleca!