"Jeśli ktoś ceni swoją wiarę, musi stronić od oszczerców" - Świadkowie Jehowy tłumaczą swoje zachowanie

"Proszę nie pisać, że wszyscy Świadkowie Jehowy są zmanipulowani. Bo ma Pani prawo pisać o sobie. Tylko" - kolejny Czytelnik staje w obronie wyznawców swojego zboru.

List "Byłam Świadkiem Jehowy" jest pełen oskarżeń i inwektyw pod adresem byłych współwyznawców. Przecież Pani doskonale zdawała sobie sprawę, na jakich zasadach opiera się działalność ŚJ. W tym liście o wszystko co nie podoba się tej Pani, zresztą nie tylko jej, obwinia się organizację. Oskarżając ją o pranie mózgu i manipulacje. Autorka listu sama stosuje tę metodę.

Dlaczego przyjaciele ze zboru teraz mogą unikać odstępców? Czy taki list pełen oskarżeń nie potwierdza słuszności ich stanowiska?

Już na samym początku pisze, że: "8 mln ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest manipulowane przez korporację Towarzystwo Strażnica". Ja rozumiem, że ta Pani ma jakieś powody osobiste czując się zmanipulowaną, ale kiedy stawia się na pozycji kogoś mającego wgląd w serca i umysły milionów ludzi, to jak to nazwać? Powinna raczej skromnie odnieść się do własnych odczuć, do których ma pełne prawo. Dalej ubolewa, że dla byłych przyjaciół stała się niewidzialna. A czyż nie mają oni do tego podstaw biblijnych? Czy jej list, pełen obraźliwych oskarżeń poniekąd nie potwierdza słuszności ich stanowiska? Czy takie osoby, jak ta Pani mogą być nadal przez lojalnych ŚJ traktowane jak przyjaciele? Jeżeli ceni się swoją wiarę opartą na Biblii to logicznym jest, że trzeba stronić od oszczerców i odstępców.

Odchodzący ze zboru pozwalają sobie na niegodne zachowania.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że pewna grupa osób odchodzących z szeregów ŚJ nie jest w stanie zachować odpowiedniego poziomu przyzwoitości i pozwala sobie na publiczne obrzucanie ŚJ inwektywami. Ranią przy tym nawet tych, którzy nadal ich zachowują w swoim sercu, co zresztą wynika z tego listu. Przecież ci, których opuszczają też cierpią.

Rozumiem też, że publicznie niechętnie wyjawia się własne błędy i słabości. Chętniej innych.

Autorka listu pisze, że ma 32 lata z których 29 żyła w czymś, co kiedyś było dla niej wszystkim. Czyli odnosi się do okresu, gdy miała jakieś 3 lata. Później zorientowała się, że jest okłamywana. Jej świat runął. Jak komuś wali się świat, zrozumiałe jest, że podlega silnym często negatywnym emocjom. Nie znam tej Pani ani jej życia. Rozumiem też, że publicznie niechętnie wyjawia się własne błędy i słabości. Chętniej innych, szczególnie gdy trzeba usprawiedliwić jakoś własne decyzje.

Wiarę 8 mln ŚJ na całym świecie opartą na Biblii nazywa bajką. Cóż, może dla niej jest to bajka, ale dla tych milionów to droga życiowa. Skoro po pewnym czasie przestało Autorce listu być z nimi po drodze, to powinna chociaż z szacunkiem i godnością, którą sobie owszem przypisuje, wycofać się i budować własne szczęście. Niestety ta Pani obrała inną drogę.

Widać do nowego szczęścia osobistego potrzebna jest ta porcja jadu jaki wylewa na tych, z którymi dzieliła swoje życie przez 29 lat. Ponadto, kiedy czytałem ten list nieodparcie nasunęło mi się na myśl pewne spostrzeżenie. Autorka swego byłego męża, który nie podzielił jej stanowiska wobec wiary, również opisała jak innych członków zboru, który opuściła. Okazał się być złodziejem i człowiekiem niegodziwym. Jak było na prawdę? Tylko oni wiedzą, lecz czytelnicy dostają takie informacje, które wpisują się w ogólny charakter listu.

ŚJ nigdy nie przynależeli do ONZ z prostego powodu: nie są żadną strukturą państwową.

Autorka pisze, że nie będzie rozpisywać się na temat wiary ŚJ. Z właściwym nowej postawie życiowej nowym słownictwem pisze, że w internecie jest, jak to określiła "pierdyliard" informacji oraz wypowiedzi innych byłych członków tej organizacji, którzy jako jedyni z tych milionów zaślepionych poznali prawdę o tej organizacji. Posługuje się np. informacją, że ŚJ byli członkiem ONZ.

Albo Pani świadomie kłamie, albo nie zna prawdy. Otóż ŚJ nigdy nie przynależeli do ONZ z prostego powodu: nie są żadną strukturą państwową. ONZ to Organizacja Narodów Zjednoczonych, a więc uznanych na arenie międzynarodowej państw. Natomiast przez pewien czas ŚJ korzystali z zasobów ONZ ( zbiory archiwalne, biblioteki, zasoby multimedialne) jako tzw. NGO. NGO to są różne organizacje pozarządowe. Jako organizacja religijna ŚJ również mieściła się w tej klasyfikacji. Kiedy zmieniły się zasady dostępu do tych zasobów i ONZ zaczęła od NGO oczekiwać popierania ich idei ŚJ podjęli decyzję o rezygnacji i się wyrejestrowali. Niestety przeciwnicy tego faktu nie podają. To poniekąd zrozumiałe.

Autorka listu pisze, że ŚJ są organizacją hermetyczną, jakby nie wiedziała, że jest to postawa biblijna chroniąca wysoki poziom duchowy i moralny przed trendami tego świata dalekiego od nauk Chrystusa. Biblia wyraźnie przed tym ostrzega. I ŚJ robią słusznie stroniąc od wszelkiej nieprzyjaznych wpływów. Muszą się różnić od ogółu ludzi wszak są wiernymi uczniami Jezusa. A ponieważ jak mówi Pismo, nie biegną jak ogół ludzi (nie wszyscy) do dołu rozwiązłości mówią o nich obelżywie. Tak szybko to z umysłu i serca tego byłego ŚJ uleciało? Zapomniała, że według Biblii złe towarzystwo psuje pożyteczne obyczaje?

Jak się zarzuca Ciału Kierowniczemu jakieś błędy, to tym bardziej trzeba brać pod uwagę swoje.

Czy ŚJ można głośno mówić o czymś, co się nie podoba w ich publikacjach? Głośno, to znaczy gdzie i jak? Czy ta Pani wyobraża sobie, że np. na zebraniu, czy zgromadzeniu można ot tak sobie wstać i wykrzykiwać swój sprzeciw? Byłoby to bardzo niestosowne. Natomiast, jeżeli ktoś ma jakieś pytania, wątpliwości czy osobiste przemyślenia może o tym porozmawiać z kimś, kogo darzy zaufaniem. Jest to najzupełniej naturalne. Trzeba przy tym brać pod uwagę własne ograniczenia. Ktoś kto ma skromne mniemanie o sobie dobrze się zastanowi, jak to, co powie wpłynie na innych. O tym też mówi Pismo Św. i czego również ta Pani nie bierze pod uwagę. A przecież jak się zarzuca Ciału Kierowniczemu jakieś błędy, to tym bardziej trzeba brać pod uwagę swoje. Ponadto skromni i pokorni ŚJ w większości potrafią czekać, aż ukażą się kolejne lepsze i głębsze wyjaśnienia. Autorka listu widać nie potrafiła. Dodam, że skromność i pokora to nie wady. To biblijne zalety serca i umysłu kształtowanych na wzór Chrystusa.

Widać Autorce listu zasady ŚJ doskwierały jak ciasny gorset i postanowiła go odrzucić. Ma do tego prawo.

Zdaniem Autorki listu wśród ŚJ nie ma miejsca na wolność i niezależność. Nie ma też miejsca na prawdę. Jaką wolność i niezależność ma na myśli ta Pani? Czy nie zdaje sobie sprawy, że jak się chce iść droga Chrystusową, to jest się Jego niewolnikiem, przy czym człowiekiem wolnym? Wolnym, ale od czego? Biblia mówi wyraźnie: od zepsucia tego świata. Widać autorce taki stan rzeczy doskwierał jak ciasny gorset i postanowiła go odrzucić. Ma do tego prawo. Nie pisze wiele, na czym teraz polega jej wolność i niezależność, ale na pewno w jakimś kontraście do tego, co mówi Biblia. Biblia, a nie jak twierdzi ta Pani - Strażnica. Normy moralne zalecane w publikacjach SJ mają uzasadnienie biblijne. Nie są one dzisiaj popularne, ponieważ i ta Księga nie jest darzona powszechnym szacunkiem.

Zastanawiam się, jak dalece trzeba popaść w negatywne uczucia, by pisać, że kobiety wśród ŚJ żyją w poniżeniu. Model rodziny to nie wymysł ŚJ, lecz wyraźnie określone zasady biblijne. Mąż jest głową żony i ma sprawować tę rolę wzorując się na Chrystusie. I trzeba przyznać, że ogromna większość wywiązuje się z tej roli znakomicie. Owszem zdarzają się przypadki niedopisania w tym względzie, ale jak każdy wymagają starannego rozpatrzenia zanim podejmie się jakieś wnioski. Zawsze jednak w grę wchodzi nie przestrzeganie owych zasad. Jako ludzie niedoskonali ŚJ zmagają się z podobnymi problemami jak wszyscy. Niemniej jednak szczerze usposobieni i obiektywni obserwatorzy łatwo zauważają ich staranność o wysoki standard przestrzegania zasad Bożych. Jeżeli ktoś chce w sprawie traktowania kobiet wśród ŚJ mieć rzetelne informacje, niech po prostu sięgnie do źródeł, czyli do nich samych. Ale po co, jeżeli samemu wie się lepiej, szczególnie jak się przeczyta takie listy jak tej Pani?

Szanowna autorka listu dosadnie pisze, że ŚJ wycierają sobie usta Bogiem. A jakim Bogiem wyciera sobie usta sama pisząc ten list? Skoro wyrwała się, jak pisze ze szponów tej sekty, stanęła na właściwej drodze, to czego się obawia? Tego, że ŚJ na podstawie Biblii twierdzą, że cały świat podlega władzy Szatana? Że istnieje ogólnoświatowe imperium religii fałszywej jako jego narzędzie? Czego się obawia? Hejtu? Przecież to tylko jakieś słowa. Chyba że to prawda. Wtedy lepiej zamknąć usta takim, którzy to głoszą. Lepiej słuchać wieści łechcących uszy, nawet jak są złudne. Czyż za czasów Chrystusa nie było podobnie?

Przypisywanie Świadkom Jehowy mieszanie krwi, czyli spółkowanie na chybił trafił w ciemnościach już się dawno ograło.

Skoro jak pisze autorka listu SJ są opętani nienawiścią, to przecież łatwo o dowody tej nienawiści. Ośmiomilionowa społeczność opętana takimi negatywnymi uczuciami musi przecież wydać owoc w postaci złych czynów. Jakie można im przypisać? Mieszanie krwi, czyli spółkowanie na chybił trafił w ciemnościach już się dawno ograło. Owszem przypisuje się im ciemnotę umysłową, naiwność, fanatyzm, ale takich ludzi wokół jest wielu. I wcale nie są ŚJ. Czy ktokolwiek, kto choć trochę zna ŚJ i ma odrobinę uczciwości w sercu przyzna tej Pani rację, że jakby się ukazało w Strażnicy polecenie zrobienia czegoś złego, zrobiliby to wierząc, że robią to dla Boga wymagającego od Swych czcicieli stronienia od wszelkiego zła? Nie wiem jakie ta Pani ma pragnienia, ale jak widzi różnicę w swoim życiu w stosunku do tego co pozostawiła, pewnie coś jej nie daje spokoju i wzorem zapowiedzi biblijnej mówi o ŚJ obelżywie. Czy zatem można się dziwić, że pozostali ŚJ z dawnego zboru nie chcą z nią utrzymywać kontaktu? Przecież takie między innymi są powody owego nakazu biblijnego. Ponadto, jeżeli jest szczęśliwa z nowego życia w oderwaniu od ŚJ to nad czym tu ubolewać? Chyba że ma się ochotę komuś dopiec.

Na koniec autorka listu pisze o o rozmaitych ograniczeniach jakie nakładane są przez organizację w życiu osobistym. Oczywiście są takie ostrzeżenia i nic w tym dziwnego. Życie chrześcijanina w oparciu i Biblię musi się różnić od tzw, przeciętnego człowieka. Każdy kto choć trochę zna Biblię to zauważa. Te ograniczenia są dobrowolnie przyjmowane przez każdego ze ŚJ w imię podążania tą drogą. Nie ma jednak ascezy. ŚJ korzystają z wszelkiej rozrywki, ale w ramach zasad biblijnych. Dużo też podróżują. Nie ma w tym nic złego. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z nauczaniem Jezusa to tylko dodatek. W Jego życiu też była rozrywka, lecz na pierwszym miejscu stawiał sprawy Boże. Na poparcie swoich wywodów Autorka listu pisze, że wyszła za mąż, urodziła dziecko i ma spełnione życie. Zaczęła podróżować i poznała ciekawych ludzi. Pyta: gdzie jest ta klątwa, gdzie jest brak błogosławieństwa?

Można zapytać: czy każdej osobie na ziemi spełniającej swoje marzenia, podróżującej, poznającej innych ludzi, mającej rodziny należy przypisać błogosławieństwo od Boga? Co zatem począć z tymi, co nawet jak nie są ŚJ tego nie zaznają? Im Bóg nie błogosławi? Rozumiem, że po takiej decyzji lepiej jest przypisać swojej odmianie i związanej z nią radości błogosławieństwa od Boga. Jest raźniej. Tylko jak długo to potrwa? Czy ta Pani ma patent na niekończące się aż do śmierci pasmo szczęścia w życiu? Uważa, że po odejściu od ŚJ czeka ją już tylko niekończąca się idylla? Myślę, że jak się coś pogorszy nieśpieszno jej będzie wszem i wobec oznajmić to światu. Bo kogo wtedy o niepowodzenia życiowe oskarżyć?

PS. Szanowna Pani ma jak pisze 32 lata z czego 29 spędziła w organizacji. Nie wiadomo kiedy przyjęła chrzest, który jak wiadomo jest oficjalnym, świadomym przystąpieniem do ŚJ. Wnioskuję, że nie dokonała tego aktu mając 3 lata, więc prawdopodobnie uczestniczyła w życiu zborowym z rodzicami. Może byli ŚJ? Tego nie wyjawiła. Pisze też, że od czterech lat jest już wolnym człowiekiem. Jeżeli rozumieć to jako czas po odejściu od Śj, to z prostej arytmetyki wynika, że powinna mieć więcej lat. Ile? Nie wiem.

A.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to 30-dniowy kod do Kinoplex.pl.]

Foch poleca!Foch poleca!