"Coraz mniej ludzi zasługuje na zaufanie, czy tylko tak mi się wydaje?" [LIST]

Budowlańcy - partacze. Sprzedawcy - w krwi mają oszustwo. Rodzina? Wiadomo, blisko to tylko do zdjęcia. Ale, że kominiarz też reprezentuje ciemną stronę mocy?! Dobra, dość żartów. Nasza Czytelniczka zadaje nam zupełnie poważne pytanie. Czy warto ufać?

Z każdym dniem wydaje mi się, że już nic mnie nie zaskoczy, że już tak mocno stąpam po ziemi, że nikt mnie nie oszuka, nie nabierze. Co ciekawsze, to właśnie tylko mi się wydaje

Przykłady? Kupiliśmy z mężem nowe mieszkanie i przyszedł czas na jego wykończenie. Myśleliśmy, że w dzisiejszych czasach ludzie starają się rzetelnie wykonywać swoją pracę, ponieważ wiadomo, jak ciężko jest zdobyć klienta. Wydawało się nam, że jeśli ktoś prowadzi firmę, to stara się o jej dobre imię, że jeśli komuś dobrze z oczu patrzy to jest zwyczajnie uczciwy. I takim sposobem przez nasze nowe mieszkanie przewinęły się cztery firmy, a w zasadzie dwie firmy i dwóch fachowców samodzielnie reprezentujących swoje nazwisko. Dopiero ten ostatni okazał się nie być kłamcą i krętaczem. Nawet nie chcę wspominać ile nerwów, nieprzespanych nocy i pieniędzy kosztowała nas ta przygoda.

Polecony sprzedawca wcisnął nam gniota.

Przyszedł czas na samochód. Z mężem byliśmy zupełnie zieloni w temacie. Poprosiliśmy przyjaciela o pomoc. On polecił nam dobrego znajomego, który na pewno nikogo nigdy nie oszuka i po znajomości sprzeda nam dobry sprzęt. Faktycznie ten dobry znajomy zapewniał, ręczył, opowiadał bajki, patrząc głęboko w oczy, a my naiwnie we wszystko wierzyliśmy Szybko okazało się, że wcisnął nam grata. Dobry znajomy?

A w pracy? Chyba zaczęłam tam ufać już tylko sobie. Ci, którzy wydawali mi się pomocni i życzliwi, pokazali, że przy najbliższej okazji bez żadnych skrupułów chętnie wbiją mi nóż w plecy. O rodzinie mogłabym powiedzieć to samo, każdy tylko patrzy kto, ile ma na koncie i jak komu się wiedzie, a jak przychodzi co do czego, to szeroki sztuczny uśmiech na twarzy. Im jestem starsza, tym więcej przeżywam tego typu sytuacji.

Kominiarz przynosi szczęście? Nam nie!

Obiecaliśmy sobie z mężem, że już nikomu nie zaufamy, że trzeba ludzi sprawdzać, inaczej kosztuje nas to zbyt wiele, zbyt często przeżywaliśmy zawód. Ledwo wypowiedzieliśmy te słowa - dzwonek do drzwi. Człowiek na czarno ubrany z kamizelką z napisem "Kominiarz". Przedstawił się, wręczył kalendarzyk i opowiedział fajną historyjkę o corocznej zbiórce dla kominiarzy. Oczywiście, poleciałam po portfel i dałam parę złotych. Przecież kominiarz, to szczęście itp. Pan ucieszony, poszedł dalej. Coś mnie tknęło, wpisałam w wyszukiwarce: "kominiarz, zbiórka pieniędzy" i ku swemu zdziwieniu przeczytałam pierwszy lepszy artykuł o oszustach podających się za kominiarzy i wyłudzających pieniądze.

I co? Długo byłam nieufna? To mnie dobiło, czy naprawdę nie ma już uczciwych osób? Czy naprawdę muszę się nauczyć traktować każdego z góry jako oszusta? Ciężko mi do tego przywyknąć.

Ania

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "What if? A co, gdyby?" Randalla Munroe'a. Życzymy miłej lektury.]

b