"Kobiety, dlaczego wolicie zajść w ciążę zamiast się rozwijać zawodowo?" [LIST]

Nie masz pomysłu na życie? Zachodzisz w ciążę. Nie chcesz dopuścić do świadomości, że jesteś coraz starsza? Rodzisz dziecko! Obraz kobiet, jaki wyłania się z listu naszej Czytelniczki jest dość kontrowersyjny. Zgadzacie się z jej obserwacjami?

"W 1934 r w mowie wygłoszonej do Narodowosocjalistycznej Organizacji Kobiet Adolf Hitler przekonywał, że dla niemieckiej kobiety "światem jest jej mąż, jej rodzina, jej dzieci i jej dom". Kobietom, które urodziły przynajmniej czworo dzieci wręczano tzw. "Ordery Macierzyństwa". Teraz, gdy wprowadzany jest projekt 500 zł na dziecko, a przyrost naturalny w kraju staje się tematem debat politycznych, rozwój zawodowy kobiet odchodzi na dalszy plan, a kobiety zdają się przyklaskiwać tym nastrojom. Nie wierzycie?

Ciąża jako pomysł na siebie? (fot. Shutterstock) Ciąża jako pomysł na siebie? (fot. Shutterstock)

"Gdyby tylko mój mąż wystarczająco dużo zarabiał, rzuciłabym tę robotę w cholerę!" westchnęła ciężko moja koleżanka z pracy, walcząc od rana z uzupełnianiem skomplikowanych danych w tabelach Excela. "Ba, marzenie!" dodała smętnie druga, która od rana spierała się z krewkim klientem z Włoch. "Kaśka to ma szczęście. Zaszła w ciążę i tyle ją zobaczymy przez następne 2 lata".

Ciąża staje się też sposobem na odmłodzenie kobiet zbliżających się do czterdziestki.

Rodzenie dzieci to ostatnio sposób na życie dla moich koleżanek. I dla tych młodych, które trochę popracowały i już się zmęczyły i dla tych starszych, które czują, że czas na zmiany, bo w obecnej pracy zawitała stagnacja i wypadałoby powalczyć o awans lub zmienić firmę. A to trudne i stresujące. Więc w zamian za to, robią sobie przerwę na ciążę i urlop macierzyński. Ostatnio jest to również sposób na życie dla kobiet zbliżających się do czterdziestki. Usiłując rozpaczliwie zatrzymać uciekający czas, nie dopuszczając do ewentualnych podsumowań, udają, że wiek dojrzały jeszcze nie nadchodzi i udowadniają to sobie i światu zachodząc w ciążę. Mogą wówczas żyć w ułudzie, że jest się "młodą mamą" a nie "potencjalną babcią", do czego wstępnie predestynuje przekroczona czterdziestka. Bywa, że ciąża i dziecko to sposób na ułożenie relacji z partnerem. Taki "szach - mat". Zmiana, która ma uzdrowić związek. Po co się szarpać, dyskutować, a nie daj Boże latać na terapię małżeńską. Wystarczy przecież ciąża - a potem się zobaczy, jak niespodziewane ojcostwo wspaniale go odmieniło.

O ile wygodniej jest rozmawiać o kupkach niż dopinać budżet w pracy.

Wygląda na to że dla osób, które nie mają na siebie pomysłu, rodzenie dzieci to najłatwiejszy sposób ucieczki przed konfrontacją z życiem. Marzeniem moich koleżanek jest siedzenie w domu z dziećmi, żeby tylko partner zarobił na całą rodzinę. Zawodowy rozwój wymaga wysiłku, uczenia się, zdobywania doświadczenia, co często wiąże się z pokonywaniem samej siebie i wymaga dyscypliny oraz samozaparcia. Dom wydaje się dla kobiety bardziej przyjaznym środowiskiem. O ile wygodniej jest rozmawiać o kupkach, zupkach i pieluszkach, siedząc na ławce w parku, niż walczyć o powodzenie skomplikowanego projektu w pracy, przygotowywać profesjonalną prezentację na spotkanie z klientami czy stawać na głowie żeby dopiąć budżet.

Gdyby tylko ich facet zaczął zarabiać więcej, rzuciłyby pracę natychmiast.

Po co się męczyć i szarpać, próbować załatwić prywatne sprawy w parę godzin po pracy, skoro można wszystko na spokojnie, rozłożyć na cały dzień? Koleżanki odpowiadają, że siedzą w pracy wyłącznie dla pieniędzy. Bo kredyt na dom, na samochód, bo partner sam nie zarobi na życie. Gdyby zarabiał wystarczająco dobrze, nie miałyby żadnych oporów, aby "podpiąć" się pod te pieniądze. Bez skrupułów pobierałyby ze wspólnego konta nie tylko na życie, ale i na swoje ciuchy, kosmetyki a nawet na prezent dla tegoż męża na rocznicę ślubu. A że to wszystko za zarobione przez niego pieniądze?. Cóż, przemilczałoby się ten niewygodny temat lub wysunęło argument że "ja zajmuję się domem, gotuję, piorę itp. a to też praca".

Jak to możliwe, że my, kobiety współczesne, choć wciąż walczymy o swoje prawa , zrównanie zarobków, parytety itp. w głębi ducha cofamy się w rozwoju i ograniczamy do poziomu "kinder kirche küche"? Studiujemy, podróżujemy po świecie, mamy wielkie ambicje i własne plany. Dlaczego w pewnym okresie życia porzucamy to wszystko i uciekamy wyłącznie w rodzenie dzieci i obsługiwanie rodziny, zamiast nadal dbać o swój rozwój? Dlaczego nie przeszkadza nam finansowe uzależnienie od partnera? Dlaczego zgadzamy się na to, aby macierzyństwo zdeterminowało nasze życie, stając się wygodną wymówką dla własnej bierności ?

G.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Życie zawłaszcza śmierć w Wieprzowie Ordynackim" Jacka Podsiadło. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca! Foch poleca!

Więcej o: