"Nie warto walczyć, jeśli facet po 15 wspólnych latach wybiera kochankę, którą zna kilka miesięcy" [LIST]

Listy, które przychodzą do redakcji zazwyczaj opisują fragment jakiejś historii. Bardzo rzadko wiemy, co wydarzyło się potem. Ale to nie jest ten przypadek. Przed wami list Czytelniczki, która opisuje finał swojej walki o związek.

fot. Pexels.com CC0 Z tej mąki takiego ciasta nie będzie (fot. Pexels.com CC0)

Kilka miesięcy temu na łamach Focha pytałam o podpowiedź, czy warto walczyć o miłość, która miała być do końca życia. Otrzymałam tak wiele komentarzy, że chciałabym podzielić się finałem tej historii.

Walczyłam, bo chciałam móc powiedzieć, że zrobiłam wszystko.

Tak. Walczyłam. Dwa razy mnie rzucał i dwa razy dałam mu szansę. Starałam się. Ale po jego stronie nie było nawet najmniejszego śladu zaangażowania. Ciągłe pretensje, kłamstwa, niedomówienia. Koszmarny czas. Ale walczyłam, bo byłam to winna sobie samej. Chciałam móc spojrzeć w lustro i powiedzieć, że próbowałam.

Po kilku miesiącach wreszcie zdobył się na szczerość. Przyznał, że chciał walczyć, ale uczucie do dziewczyny, z którą ma romans od kilku miesięcy, jest silniejsze. Że nie był w stanie walczyć o mnie. Że ona jest dla niego wyjątkowa. Że tyle mu dała, a ze mną od dawna był nieszczęśliwy. Co tylko częściowo jest prawdą.

Usłyszałam, że nie zasługuję na prawdę, bo nie umiem jej przyjąć z godnością.

Bez przykrych szczegółów, które nie są sednem tej historii - w końcu wynajęłam mieszkanie. I na dniach się wprowadzam. Kochanka mojego byłego narzeczonego została wyrzucona z domu przez swojego męża i nie minie jeden dzień, a zajmie moje miejsce. Mój były narzeczony obiecał, że zawsze będę mogła na niego liczyć. Że mi to wynagrodzi. Przepraszał kilkadziesiąt razy, ale nie był w stanie pozbyć się jej nawet na czas mojej wyprowadzki. Nie jest przy mnie, kiedy pakuję wspólne wspomnienia. Jedyne, na co mogę liczyć, to współfinansowanie mieszkania i wywożenie pudeł. Prosiłam, żeby przy mnie był, kiedy się pakuję. Ale twierdzi, że jest odpowiedzialny za tę dziewczynę, której rozwalił małżeństwo. Mnie oczywiście też pomoże, ale tylko wtedy, gdy mu to pasuje. Nie chce patrzeć na moje łzy, bo to, jak twierdzi, wpędza go w poczucie winy. I ja tymi emocjami wszystko psuję. Że nie zasługuję na prawdę, bo nie umiem jej przyjąć z godnością.

Straciłam zupełnie zaufanie do człowieka, z którym chciałam spędzić życie.

Dziewczyny - nie warto walczyć. Nie warto być przyzwoitym, kiedy facet 15 lat wspólnego udanego w sumie życia potrafi zrównać z kilkumiesięcznym romansem. Nie warto dać się upokarzać - i starać się ratować miłość, kiedy on jest już gdzie indziej. Zrobicie sobie krzywdę, o której nie da się zapomnieć. I nie wiem, czy kiedykolwiek da się to wybaczyć. Straciłam zupełnie zaufanie do człowieka, z którym chciałam spędzić życie, i z którym tak wiele nas łączyło.

A do tych, które bez skrupułów wchodzą z butami w cudze życie - wam też kiedyś ktoś to zrobi. Karma zawsze wraca. Jeżeli wasz kochanek tak traktuje kobietę, z którą spędził taki szmat czasu, nie jest wiele wart. Podobnie zresztą, jak wy.

M. 30-latka ze złamanym sercem

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to zeszyt ćwiczeń "Jak zapomnieć eksa", który opracowała Rebecca Beltran. Życzymy miłej i skutecznej lektury.]

Foch poleca! Foch poleca!