"Gdy dziś patrzę na swoich rodziców, odnoszę wrażenie, że wychowywali mnie zupełnie inni ludzie" [LIST]

Co zrobić, gdy rodzice, którzy wcześniej uczyli otwartości na inne poglądy i tolerancji, nagle zaczynają głosić hasła przepełnione pogardą i nienawiścią? Jak patrzeć na tych, którzy z wiekiem stają się coraz bardziej zamknięci na to, co jest inne?

Rodzice, uczyliście mnie szacunku, więc szanujcie i mnie (fot. Pexels.com CC0) Rodzice, uczyliście mnie szacunku, więc szanujcie i mnie (fot. Pexels.com CC0)

Kochani Rodzice, bardzo Wam dziękuję, że mnie wychowaliście! Od małego mówiliście mi, że jestem wartościowym człowiekiem i taka właśnie się czuję. Jestem szczęśliwa i żyję z sobą samą w zgodzie. Choć wiele lat musiałam się tego uczyć. Dziękuję!

Dzięki Wam jestem szczera wobec siebie i innych.

Uczyliście mnie, by nie robić drugiemu co mi nie jest miłe. Całe życie staram się być uczciwą i otwartą wobec innych. Wiem, że nie jest miłe być okłamywanym, nawet "dla świętego spokoju". Nareszcie udało mi się przestać okłamywać siebie! Nie wmawiam sobie już, że lubię to, czego nie lubię albo, że jestem jaka nie jestem i że muszę coś, czego nie muszę. Nie okłamuję też innych. Ponieważ nie chcę kłamać, nie zamierzam też w żadnych sprawach przysięgać na coś, w co nie wierzę. Nie okłamuję się, że jestem ideałem (ale jestem, hehe). Wiem, że bywam za mało troskliwa wobec Was i zbyt roszczeniowa wobec rodzeństwa. Może też za bardzo wierzę w to, że mam we wszystkim rację, ale taką siebie kocham! Nauczyłam się, że nie wszystko muszę wybaczać i dzielnie znosić. Okazało się, że mówienie tego, czego się oczekuje od innych i co się czuje - jest proste, choć czasem boli.  Wobec innych ludzi staram się postępować tak, jakbym chciała, aby postępowali wobec mnie. Ale nie wymagam - ludzie to ludzie - nie czytają mi w myślach i zwykle mają "zły dzień".

Tylko jakimś cudem, wyrobiłam sobie inne poglądy niż Wy!

Uczyliście mnie, że powinnam wyrobić sobie własne zdanie na różne tematy. Zawsze szukać argumentów, aby moje przekonania nie były frazesami. I nie dawać się tłamsić. I nie podążać ślepo za tłumem. I bronić wartości, w które wierzę. Być otwartym na idee i tolerancyjnym. Tak robię i okazuje się że, jakimś cudem, wyrobiłam sobie inne poglądy niż Wy! Mam prawo je głośno wypowiadać i mówić o swoich uczuciach? Zapomnieliście tylko dodać, że za to można "dostać po uszach" od tych, którym się ufa najbardziej. Zmieniłam adresatów mojego zaufania na ludzi, którzy dostrzegli, że nie jestem taka głupia i naiwna, jak Wam się wydawało. Staram się być dociekliwa, jak prosiliście. Staram się uważnie słuchać. Słuchać, nie oznacza zgadzać się z nimi. Nigdy nie powiem o nikim, że to jest w stu procentach ktoś, kto myśli jak ja. Jestem odrębnym człowiekiem, osobą samodzielnie podejmującą decyzje. Owszem, nie zawsze mądre, ale moje własne. Tego mnie nauczyliście Wy!

Mam wolną wolę i nikt nie może mnie zniewolić wedle własnego światopoglądu

Wiem też od Was, że mam zagwarantowaną nietykalność cielesną i wolność jako człowiek, i rozumiem przez to, że o moim ciele nie może stanowić nikt inny tylko ja. Co za tym idzie wszystko, co jest zintegrowane z moim ciałem podlega mi. Jestem odpowiedzialna za moje zdrowie. Jestem świadoma odpowiedzialności za moją wątrobę i z tą świadomością idę na piwo ze znajomymi. Jestem odpowiedzialna za moje płuca i dlatego rzuciłam palenie. Także moja macica jest moim organem. Mam wolną wolę i nikt nie może mnie zniewolić wedle własnego światopoglądu, a jeśli to robi to jest to akt agresji. Jeśli wierzycie, że Bóg osądzi ludzi to czemu chcecie, by inni ludzie odbierali mi wolność wyboru i osądzali mnie za rzeczy, które robię z własnym ciałem, będąc człowiekiem w pełni władz umysłowych?

Kazaliście mi słuchać tego, co mówiono w Kościele. Kazaliście mi myśleć. I odkąd zaczęłam rozumieć sens wszystkich słów, przestałam rozumieć sens wypowiedzi. Dlaczego to, co w tej wielkiej księdze, która ma być podstawą wiary, tak bardzo rozmijało się z tym, co było w kazaniu? Doszłam do wniosku, że ksiądz sam nie rozumie co czyta! Im byłam starsza, tym bardziej mnie denerwowały te rozbieżności, cynizm i zakłamanie. Stałam się świadoma tego, że nigdy nie wierzyłam w to, co tam serwują. Żeby Was nie zawieść, odbębniłam ważniejsze sakramenty. Nie było łatwo robić to wbrew sobie.

Mówiliście, że wszyscy są równi i nie wolno nikogo poniżać, obrażać i bić.

Uczyliście mnie, że każde stworzenie zasługuje na szacunek i miłość, że każdy człowiek jest wartościowy. Szacunek nie zawsze oznacza, że robimy dla drugiej istoty to, co uważamy za dobre, lecz pozwalamy jej na samodzielność. "Nie, bo nie" i "Tak, bo ja tak mówię" przeczą miłości samej w sobie, szacunkowi i dobru. Uczyliście mnie tolerancji dla ludzi innych wyznań, poglądów, narodowości, itd. Mówiliście, że wszyscy są równi i nie wolno nikogo poniżać, obrażać i bić. Dlatego nawet jeśli ktoś ma inne poglądy niż ja, nie poniżam i nie planuję zabijać za to, że jest inny. Tak mnie wychowaliście!

Mówiliście, że wygląd nie stanowi o tym, jakim kto jest człowiekiem.To właśnie to zbudowało moją pewność siebie, nauczyło nie przejmować się docinkami i szukać własnego stylu (choć musiałam stoczyć z Wami niejedną bitwę). Muszę Was rozczarować: nie wszyscy ludzie z kolczykami w twarzy są ćpunami i nie każdy przystojny brunet w garniturze szanuje kobiety. Szacunek to wspaniała rzecz. Szanujcie mnie razem z moimi życiowymi wyborami. Bez szacunku nie ma miłości.

Chciałabym mieć tylko czasem więcej odwagi, by wstawić się za kimś, komu dzieje się krzywda

Uczyliście mnie, by pomagać innym w miarę swoich możliwości. Czasem mnie denerwują akcje "wyślij grosik na protezę oczu dla mojego psa", nie mam ochoty oglądać zdjęć kolejnych chorych dzieci, czy porzuconych zwierząt, bo empatia mnie rozsadza i chciałabym ulżyć wszystkim. Ale pomagam. Bezpośrednio tym, których spotykam, znajomym i nieznajomym. Potrafię zrezygnować z wyjścia na piwo, żeby poczekać z obcą staruszką na wezwaną karetkę i niczego w zamian nie oczekiwać. Umiem się też bezinteresownie cieszyć cudzym szczęściem. Chciałabym mieć tylko czasem więcej odwagi, by wstawić się za kimś, komu dzieje się krzywda. Myślę, że każdy powinien się rozejrzeć wokół siebie i pomóc paru osobom w swoim otoczeniu, bo taka pomoc ma sens i nie jest zastępczym ruchem uwalniającym nasze sumienie od niedokonanych dobrych uczynków.

Teraz, patrząc wstecz, nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że wychowali mnie zupełnie inni ludzie niż ci, którymi teraz jesteście, ale to nie szkodzi, bo przecież i tak mnie kochacie, prawda? I mimo że ojciec opowiada o mordowaniu "cholernych lewaków", nie zrobiłby mi krzywdy, prawda? I akceptujecie to, że uczyłam się pilnie biologii i ekologii, i widzę teraz kto opowiada farmazony, by usprawiedliwić swoje komercyjne pobudki? Choć tak diametralnie różnimy się poglądami, i boli mnie Wasza agresja i niechęć do akceptacji, to bardzo Wam, kochani rodzice, za mój światopogląd dziękuję.

Wasza dorosła córka

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Krocząc w ciemności" Leonie Swann. Życzymy miłej lektury.]

Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016 Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016

Więcej o: