"Czy babcia nie ma prawa zareagować, gdy widzi, że jej wnukom dzieje się krzywda?" [LIST]

Jak kochać wnuki? Czy według wytycznych ich rodziców? Napisała do nas Czytelniczka, której zdaniem od dziadków wymaga się jedynie spełniania poleceń oraz obojętności na wszystko, co nie jest zgodne z ich zasadami.

Nie wtrącaj się. Podstawowa zasada babć, teściowych, ciotek... Nie wtrącaj się w wybory życiowe dorosłych dzieci, relacje młodych małżonków, sposób wychowania dzieci przez świeżo upieczonych rodziców, nie wtrącaj się i nie krytykuj synowych / zięciów. Ale czy mamy prawo patrzeć obojętnie z boku i nie wtrącać się, gdy droga osoba zmierza "ku przepaści"? Czy w imię prawa do niezależności ukochanej córki, syna, wnuka mam siedzieć cicho i starać się przypodobać? Czasami bierność i unikanie konfrontacji to zwykła wygoda i obojętność. Lepiej przymknąć oko na czyjąś krzywdę, przyklaskiwać, byle tylko atmosfera była miła i wszyscy mnie lubili.

Póki nie mieli dzieci, nasz "układ" funkcjonował w miarę poprawnie.

Moja historia jest klasycznym konfliktem synowej z teściową. Nasze relacje określiłabym jako "poprawne". Nigdy nie byłyśmy specjalnie blisko. Mamy zupełnie odmienne charaktery, poglądy, zainteresowania. Szanuję wybór syna, wiem, że kocha swoją żonę, że mógł trafić gorzej, jednak daleko mi do entuzjazmu. Póki nie mieli dzieci, nasz "układ" funkcjonował w miarę poprawnie: nie wtrącałam się, co jakiś czas zapraszałam na obiad, ze zrozumieniem przyjmowałam odmowę lub z wyrozumiałością szykowałam sałatkę dla synowej która jest wegetarianką. Odkąd pojawiły się wnuki, serce mi pęka.

Trzyletni i pięcioletni wnuczek muszą przestrzegać rygorystycznej diety - bez cukru i mięsa. Dzieciństwo bez czekolady, lodów i ciasta. Bez kotlecików, nuggetsów, spaghetti. Ja wiem, że to niezdrowe i że nie wolno przesadzać ze słodyczami. Ale jestem babcią, chcę upiec tort dla wnusia na urodziny, dać cukiereczka na otarcie łez przy stłuczonym kolanie, zaprosić na obiad, a nie umiem i nie chcę umieć przyrządzać tofu na pięć sposobów lub kotlecików sojowych. Chcę, jak wszystkie babcie, nakarmić moich bliskich, w ten sposób pokazując swoje uczucia.

Obojętność drugiej babci jest chwalona, a moja troska i zaangażowanie wywołują irytację.

Moje wnuki są blade i chude, choć wyniki badań mają w normie. W dolnych wartościach, ale w normie. I to jest zawsze koronny argument w rozmowach z synową. Każda rozmowa z resztą kończy się prośbą, abym się nie wtrącała i brała przykład z drugiej babci - matki synowej, która rzeczywiście kompletnie nie ingeruje w życie młodych. Mama synowej opiekuje się na co dzień drugim wnukiem, dzieckiem swojego syna. Nie ma czasu, ani siły angażować się w życie synów własnej córki. Nie uczestniczy w ich codziennych sprawach, nie wie, że ostatnio sporo chorowali, że młodszy nareszcie polubił chodzenie do przedszkola, a starszy zaczął się uczyć gry na pianinie. Ona nawet na dobrą sprawę nie wie, w jakim chłopcy są wieku! Jej obojętność jest chwalona, a moja troska i zaangażowanie wywołują irytację...

Próbowałam rozmawiać z synową, podsuwałam książki o właściwym żywieniu dzieci, próbowałam załatwić sprawę za pośrednictwem syna, w końcu napisałam długiego SMS-a do synowej. Za każdym razem jestem proszona, aby się nie wtrącać.

Synowa nie lubi, gdy opiekuję się wnukami.

Ostatnio moje kontakty z wnukami są coraz rzadsze. Syn po wielu wykrętach przyznał, że jego żona rzeczywiście mnie unika i niechętnie zostawia chłopców ze mną, ponieważ nie stosuję się do przyjętych zasad wychowawczych: zdarza się że daję im czekoladę, włączam bajki, że wyręczam je we wszystkim i w ten sposób "uwsteczniam", zamiast zachęcać do wysiłku i samodzielności, że za ciepło je ubieram na spacer albo nie odmawiam w sklepie zakupu książeczki, zabawki czy innego drobiazgu, o który proszą.

Czy my, babcie mamy prawo, a wręcz obowiązek zareagować, gdy widzimy krzywdę naszych wnuków? Czy mamy prawo do relacji z wnukami na własnych zasadach? Próbuje się nam odebrać głos i prawo do wyrażenia własnej opinii, narzuca jak mamy zajmować się własnymi wnukami lecz jednocześnie wymagania i oczekiwania stawia się nam wysokie. I wszystko wyłącznie "na warunkach" drugiej strony. Dziadkowie mają się dostosować do wychowawczych zasad uważanych przez rodziców za jedynie słuszne.

G.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Niegrzeczne księżniczki" Lindy Rodriguez McRobbie. Życzymy miłej lektury.]

Niegrzeczne księżniczki (Wydawnictwo Znak) Niegrzeczne księżniczki (Wydawnictwo Znak)


Więcej o: