?A w twoim piekarniczku, kiedy zaczną się piec bułeczki, czyli jak ludzie wtykają nos w nie swoje sprawy" [LIST]

Nie od dziś inni wiedzą lepiej, jak powinien wyglądać prawdziwy związek, kiedy mieć dzieci oraz ile. Bo, że dzieci być powinny nikt nie ma wątpliwości. Najmniejszych. A gdyby tak każdy zajął się swoim życiem?

I żebyś mnie nie opuścił aż do śmierci, zrobię sobie z tobą dziecko (fot. Unsplash.com CC0) Jak to jesteście szczęśliwi bez dzieci? (fot. Unsplash.com CC0)

Drogie Foszanki i Foszanie, piszę do Was, żeby podzielić się pewnym spostrzeżeniem. Będzie o dzieciach, przynajmniej w części. Ale najpierw trochę o mnie, o nas. Jestem sparowana od 7 lat, mamy stałe posady, a teraz także własne mieszkanie, które kończymy remontować, i do którego na dniach się przeprowadzamy. Sielanka: dwoje ludzi, mieszkanie, praca, samochód, pies. Czego brak w tej wyliczance?

I nagle obcy ludzie zaczynają pytać nas o dzieci.

W związku z przeprowadzką, zdarzyło nam się kilka katastrof budowlanych, parę szczęśliwych trafów z kupowaniem mebli (bo choć nie braliśmy kredytu na mieszkanie i remont, to nie dysponujemy nieograniczonymi zasobami finansowymi). Siłą rzeczy kilka osób z mojej pracy, z jego pracy, znajomi, rodzina są wprowadzeni w temat naszych zmagań z fachowcami, dostawami materiałów budowlanych itp. I nagle ni stąd, ni zowąd ci bliżsi, ale też i prawie całkiem obcy ludzie (których znam, bo polecali mi np. swojego elektryka) zaczynają temat urządzania pokoju dziecinnego w naszym nowym mieszkaniu.

Mamy to wyjątkowe szczęście, że nie mamy dzieci z wyboru.

Spokojnie odpowiadam, że w żadnym z trzech pokoi nie jest on przewidziany. Jest przewidziana biblioteka skrzyżowana z pokojem do pracy. Na to ze strony rozmówcy pada najczęściej standardowy uśmiech nr siedem, pt. "Jasna sprawa. Na razie. A potem to jak zmienicie zdanie, to wiesz ". Co zaskakujące z uwagami w tym stylu wyskakują też mężczyźni, jeden nawet pokusił się o komentarz, że "może wreszcie stworzymy (z narzeczonym) właściwe funkcjonującą komórkę społeczną". Luby (jako że pracuje z dziećmi) ciągle słyszy, że powinien więcej czasu spędzać z najmłodszymi, bo czas się przyzwyczaić do obecności małych ludzi wokół siebie. I w sumie jakoś bardzo mi te komentarze nie przeszkadzają, ukochanemu też nie. Mamy to wyjątkowe szczęście, że nie mamy dzieci z wyboru.

"A w twoim piekarniczku, kiedy zaczną się piec bułeczki"?

Nie chcę jednak myśleć, jak wielkie cierpienie sprawiałoby mi/nam słuchanie takich uwag, gdyby któreś z nas było bezpłodne, chore/ w trakcie leczenia, gdybyśmy musieli zmierzyć się z kwestią kosztownego leczenia, adopcji, in vitro itp. Od razu zaznaczam, że nie jest to kolejny głos w dyskusji pt.: "Czy fajnie mieć dzieci, głosy za i przeciw". Powiedzmy, że jest to taki apel, o odrobinę wrażliwości i zastanowienia się, zanim poklepiecie kogoś jowialnie po plecach, i rzucicie błyskotliwym: "A w twoim piekarniczku, kiedy zaczną się piec bułeczki"? Bo naprawdę, czasem znając kogoś długo, możecie nawet nie mieć pojęcia z czym ta osoba się zmaga. Jeśli zaś chodzi o pracę, to wg mnie najlepiej w ogóle powstrzymać się od komentarzy tak dalece ingerujących w intymność, szczególnie gdy jesteście przełożonymi.

MirrorQueen

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to "Książka do przeżycia" Toma Chatfielda. Życzymy miłej lektury.]

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

Więcej o: