"Dla niektórych głód to przekleństwo. Mnie daje poczucie zwycięstwa i całkowitej kontroli" [LIST]

Zaburzenia odżywiania dotyczą głównie nastolatek? Nie tylko. Napisała do nas 30-letnia Czytelniczka, która zmaga się z tym problemem już 14 lat. "Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie umiem o nią poprosić".

Kiedy kontrolujesz łaknienie, sądzisz, że kontrolujesz wszystko (fot. Pexels.com CC0) Kiedy kontrolujesz łaknienie, sądzisz, że kontrolujesz wszystko (fot. Pexels.com CC0)

Głód. Dla ogromnej liczby ludzi na świecie najgorsze uczucie na świecie. Symbol ubóstwa, kraju trzeciego świata, wojny. Dla takich jak ja, głód oznacza sukces, zwycięstwo i całkowitą kontrolę. Mam 30 lat i zaburzenia odżywania.

Niewinna dieta wkrótce zamieniła się w głodówkę, a potem w napady obżarstwa i wymioty.

Wszystko zaczęło się jakieś 16 lat temu. Wzrost dziecka i biodra dorosłej kobiety nie szły ze sobą w parze, zwłaszcza kiedy na każdym kroku słyszałam, że się zaokrągliłam (matka koleżanki wprost powiedziała mi, że jej córka wygląda przy mnie jak kościotrup). Niewinna dieta wkrótce zamieniła się w głodówkę, a potem w napady obżarstwa i wymioty, czasem nawet po kilka razy dziennie. Przyłapywałam się na planowaniu jedzenia, tak żeby łatwiej je było zwrócić. Tak było przez całe liceum. Z perspektywy czasu dziwię się, że tak dobrze mi szło w nauce i nawet zdałam maturę z wyróżnieniem. W wieku osiemnastu lat byłam fizycznym i psychicznym wrakiem. Po przeprowadzce na studia znacznie się poprawiło. Udało mi się jakoś opanować napady jedzenia i wymioty. Byłam grubsza, ale jakoś to znosiłam. Dotarło do mnie, że ludzie mogą mnie lubić za to kim jestem, a nie za to ile mam w talii.

Wtedy stało się coś jeszcze. Pierwszy raz powiedziałam komuś o tym, co się ze mną dzieje.

Pierwsze głodówki zaczęły się po studiach, minus osiem kilo i wreszcie mam ciało idealne, tylko że jedzenie nagle przestało smakować. Nagle zaczęłam się go paniczne bać. Wtedy stało się coś jeszcze. Pierwszy raz powiedziałam komuś o tym, co się ze mną dzieje. Nie zrozumiał, ale mnie wspierał. Jakoś udało mi się z tego wyjść. Waga została bez zmian. On jest dzisiaj moim mężem. Rok temu wróciło, kolejne kilogramy mniej. Ogromny strach przed jedzeniem. W najgorszym momencie ważyłam 36 kg. Pomogła mi przyjaciółka i przytyłam do wagi, która przestała zagrażać zdrowiu.

Ta głodna, zakompleksiona nastolatka we mnie, już się nie potrzebuje jedzenia.

Początek tego roku, remont mieszkania i przeprowadzka. Stres, w dodatku on całe dnie w pracy. Znowu dieta, a potem głodówki. Tylko że już nie chodzi o to, żeby być szczupłym, bo widzę, że wiszących ubraniach wcale nie wyglądam lepiej. Teraz tu chodzi o kontrolę. O to, że jutro waga pokaże mniej. O to, że wreszcie mogę coś, co kiedyś mi się nie udało. Ta głodna, zakompleksiona nastolatka we mnie, już się nie potrzebuje jedzenia. Codziennie zadaję sobie pytanie, czemu ja sobie to robię, ale nie mam odpowiedzi. Zdaję sobie sprawę, że nawet jeśli na jakiś czas się poprawi, to w każdej chwili może wrócić. Tylko że ja już kompletnie nie mam siły z tym walczyć. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale nie umiem o nią poprosić. Straszliwie boję się niezrozumienia, że ja, dorosła dojrzała kobieta mam chorobę, na którą cierpią nastolatki.

Inka

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kolorowy detoks głowy". Życzymy miłej lektury.]

Foch.pl Foch.pl