"Drogi raku, zostaw dzieci w spokoju!" [LIST]

"Nie zapomnę tego dnia, do szpitalnego pokoju weszło kilku lekarzy, żeby porozmawiać: Pani dziecko...Rak... Ziemia mi się usunęła spod nóg." Nasza stała Czytelniczka pisze o największym z koszmarów każdego rodzica - ciężkiej chorobie dziecka.

Drogi raku,

Mam ochotę zamiast "drogi" użyć innych słów, ale zachowam fason. Pozwalam sobie do Ciebie pisać gdyż ostatnimi czasy jesteśmy już prawie na ty, no i... mam parę spraw do Ciebie.

Każdy się Ciebie boi, już na sam dźwięk Twojego imienia przeszywa nas strach. Ja pierwszy raz Cię poznałam gdy byłam dzieckiem i uśmierciłeś jednego z moich dziadków. Już wtedy zrozumiałam, że kojarzysz się z okropnym cierpieniem i śmiercią, ale myślałam, że jesteś niebezpieczny jedynie dla starszych osób. W miarę upływu mojego życia od czasu do czasu słyszałam, że dopadasz również młodsze osoby, a nawet i dzieci ale to wydawało mi się takie jakieś nierealne, odległe, dotyczące innych i gdzieś tam.

Pierwszy raz padło Twoje imię. Nie zapomnę tego dnia, do szpitalnego pokoju weszło kilku lekarzy, żeby porozmawiać: Pani dziecko... Rak...

Potem dorwałeś i moją mamę - uderzyłeś w czuły punkt, ale wygrała z Tobą i to nie ty byłeś przyczyną jej śmierci, choć przyczyniłeś się z całą pewnością do pogorszenia jej zdrowia psychicznego. Potem po kolei zacząłeś mnie szokować i dotykać młode osoby z mojego otoczenia: młodą i energiczną dziewczynę, mającą przed sobą całe życie oraz młodą mamę, która osierociła swoją malutką córeczkę...

To był dopiero początek... Zostałam i ja mamą i wraz z hormonami oraz całą miłością matczyną zaczęłam być wyczulona na temat nieszczęść, jakie mogą się przydarzyć dzieciom. Na samą myśl, że mogłoby coś się stać mojemu dziecku miałam uczucie jakbym miała się udusić, zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Przy drugim stwierdziłam: spokojnie, córeczka urodziła się zdrowa, wszystko się odbędzie jak z pierwszym, od czasu do czasu jakaś choroba, ale już wiem co robić, jak reagować. Wtem, Ty się pojawiłeś...

Tak, udało Ci się nam dać w kość, powalić nas wręcz na pysk, pomimo to, wyobraź sobie,że wiele rzeczy Ci zawdzięczam.

Gdy miała zaledwie 3 miesiące, martwił nas powiększony i twardy brzuszek, ale nie aż tak, żeby myśleć, że to Ty... Pierwszy raz padło Twoje imię. Nie zapomnę tego dnia, do szpitalnego pokoju weszło z 3-4 lekarzy, żeby porozmawiać: Pani dziecko...Rak... Ziemia mi się usunęła spod nóg. Jednak szybko się okazało, że chciałeś tylko postraszyć, bo według lekarzy bez żadnej chemii ani żadnych lekarstw sam miałeś zamiar odejść i tak też się rzeczywiście stało.

Zaczęliśmy wierzyć , że możemy o Tobie zapomnieć na zawsze i wtem gdy córeczka miała ok 3 i pół roku - wróciłeś... Rak... Mutacja... Chemia... Przeszczep... Silna chemia... Pokój sterylny... Tak, udało Ci się nam dać w kość, powalić nas wręcz na pysk, pomimo to, wyobraź sobie,że wiele rzeczy Ci zawdzięczam. Tak, tak, dziwisz się, co?

Otóż dzięki Tobie poznałam wielu wspaniałych ludzi, innych rodziców, których dzieci walczą z Tobą, wolontariuszy z różnych stowarzyszeń, lekarzy i pielęgniarki z powołania oraz na nowo odkryłam jak wielu dobrych ludzi mnie otacza. Zaczęłam wierzyć w to, że są jeszcze dobrzy ludzie i to więcej niż mi się wydawało. Dzięki Tobie nauczyłam się, że dzieci są najlepszymi nauczycielami życia!

Dzieci to są dzielni wojownicy i dorośli powinni z nich brać przykład. Liczy się tu i teraz, cieszenie się chwilą i każdą najmniejszą rzeczą. Liczy się ŻYCIE.

Tak, dzieci wcale się Ciebie nie boją wiesz, ok wkurzasz je od czasu do czasu, bo muszą brać takie czy inne leki albo być długo w szpitalu, ale nawet wtedy szybko o Tobie zapominają, liczy się dla nich tu i teraz. Liczy się każda chwila radośnie spędzona na zabawie, nawet w pokoju sterylnym, nawet z chemią kapiącą do ich żył. Jeśli nic ich aktualnie nie boli to mają Cię w nosie, wiesz?

Dzięki Tobie patrzę inaczej na świat i na życie. Nadal się Ciebie boję, ale nie tak jak kiedyś, zmieniłeś moje myślenie, już nie myślę z litością, że dzieci z łysymi główkami to biedne dzieciaczki a wiem, że to są dzielni wojownicy i że dorośli powinni z nich brać przykład. Liczy się tu i teraz, cieszenie się chwilą i każdą najmniejszą rzeczą. Liczy się ŻYCIE.

Na koniec mój drogi raku mam małą prośbę. Zostaw tych naszych kochanych wojowników w spokoju, nie męcz ich. Zostaw dzieci w spokoju.

Mama małej wojowniczki

Czytelniczka Focha Anna T

P. S. Córeczka ma się obecnie dobrze, adresat listu najwyraźniej zostawił ją w spokoju. Przed nami jeszcze ostatnie leczenie ale już w domu, żeby ten "szanowny" już nie wracał. Pozdrawiam stałych (starych) komentatorów!

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to zbiór felietonów "Tata w budowie" Tomasza Bułhaka. Życzymy miłej lektury.]

Foch.pl poleca! Foch.pl poleca!