"Jeśli kobiety zaczną traktować okres i związane z nim dolegliwości jako coś normalnego, to i reszta zacznie" [LIST]

Tak, znów będzie o okresie, ale tym razem nasza Czytelniczka zwróciła uwagę na inną gorzką prawidłowość. Większe zrozumienie dla dolegliwości związanych z damską niedyspozycją wykazują mężczyźni niż kobiety. Zgadzacie się z tym?

Zgiń przepadnij! Zgiń przepadnij!

Przeczytałam artykuł "Kobiety mają okres - w 2016 roku moglibyśmy już uznać, że to normalne" ze sporym zdziwieniem. Pierwsze co nasunęło mi się na myśl, to: ten artykuł to tak na serio? Jak długo miesiączkuję, a będzie już tych lat sporo, rzadko spotykałam się z negatywnym podejściem otoczenia do faktu, że mam okres.

Głupie żarty o miesiączce słyszałam dość sporadycznie, a jeśli już to natychmiast je ucinałam.

A tego, że go mam nie ukrywałam. Bo i po co, skoro czasami było to wyraźnie widać na spodniach czy spódnicy. "Ano mam, idę się umyć i przebrać". Jak ktoś zrobił głupią minę czy pokusił się o niesmaczny tekst (co zdarzało się naprawdę bardzo rzadko), od razu słyszał, że ma iść i się dokształcić o co chodzi w tym całym miesiączkowaniu i jak może ono przebiegać. A jak się dowie, to wtedy możemy porozmawiać. Chyba że woli szczegóły z pierwszej ręki. Zwykle zamykało to sprawę.

To całe owijanie w bawełnę typu: "przyjechała ciocia" zawsze mnie śmieszyło. Przyznam, że początkowo nie chwytałam sensu takich powiedzonek. A kiedy już dowiedziałam się o co chodzi, to przynajmniej się uśmiałam. W przerwach pomiędzy zwijaniem się z bólu.

Teraz po latach, dociera do mnie, jak wiele moich koleżanek bało się, wstydziło powiedzieć, że mają okres. Na wf-ie szeptem mówiły: jestem niedysponowana. Albo: nie mogę ćwiczyć bo... wie pani profesor... no... wie pani... - tu machały gorączkowo rękami w okolicy bioder.  W pracy było to samo: "pomożesz mi, bo nie mogę tego podnieść, no bo wiesz... te sprawy..."Jakie sprawy? W ciąży jesteś? "Nie, nie" - wyszeptane z trudem - " no wiesz... okres dostałam".

Skoro same kobiety robią z tego coś obrzydliwego, coś, co należy ukrywać, to nie ma się co dziwić, że jest jak jest.

Kobieto, jak ty się boisz powiedzieć, że masz okres, to jak ty kupujesz podpaski czy tampony?! Przecież wtedy inni widzą, że kupujesz i miesiączkujesz! Możliwe, że niektórym udawało się robić TE zakupy w tajemnicy, w sklepie bez klientów, pod osłoną mroku, byle tylko ludzie się nie dowiedzieli.

To, że część społeczeństwa traktuje okres jako coś negatywnego, wstydliwego, niesmacznego, jest po części wynikiem nieznajomości praw rządzących organizmem kobiety. A skoro same kobiety robią z tego coś obrzydliwego, coś, co należy ukrywać, to nie ma się co dziwić, że jest jak jest. Dopóki same kobiety nie przyznają sobie prawa do tego, żeby mieć okres (a często nie przyznają), nie powiedzą otwarcie: "mam okres, źle się czuję i dajcie mi wszyscy święty spokój, bo chcę odpocząć", wiele się w tej materii nie zmieni.

Miesiączka to naturalna reakcja organizmu, który wydala ze środka to, co niepotrzebne.

Szczęściarami są kobiety, dla których te kilka dni w miesiącu mija prawie niezauważalnie. Niestety, ja do nich nie należę. Jako nastolatka zwijałam się z bólu, rzygałam jak kot po solidnie zakrapianej imprezie. Wtedy mnie pocieszali: przejdzie ci jak urodzisz dziecko. Faktycznie, częściowo mieli rację. Ból przeszedł, ale za to jak dowaliło krwią, to zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem co miesiąc nie jestem świeżo po porodzie. Owszem, lekarz może mi przepisać różne "cudowne" środki, żeby te krwawienie zmniejszyć. Mogę też pozatykać się tamponami (bo jeden pewnie nie wystarczy, tylko nie wiem, gdzie miałabym go tam jeszcze upchnąć), ale po co?

Skoro miesiączka to nic innego jak oczyszczanie macicy ze złuszczonej błony śluzowej. Pisząc bezpośrednio: leci, bo się oczyszcza, a oczyścić się musi. Jak nie oczyści, to pojawią się problemy. Miesiączka to naturalna reakcja organizmu, który wydala ze środka to, co niepotrzebne. Tak samo dzieje się w przypadku chodzenia do ubikacji. Nie pójdziesz zrobić siku czy kupki? Zatkasz sobie tyłek? Jakoś nie robisz problemu z korzystania z WC, bo wiesz, że to naturalna potrzeba fizjologiczna każdego człowieka. Tak samo jest z okresem, tyle, że tutaj ten przywilej przypadł w udziale tylko kobietom.

Kobieta, czy współpracowniczki - to były właśnie te rzadkie przypadki negatywnego odbioru.

Utrata krwi nie jest niczym przyjemnym, osłabia organizm. A w przypadku okresu te osłabienie trwa kilka dni i kobieta ma prawo być zmęczona, drażliwa, ma prawo źle się czuć. Otoczenie z pewnością by to zrozumiało i przyjęło na spokojnie, gdyby część kobiet nie robiła z okresu problemu. Zdarzało mi się wziąć wolne w pracy - z powodu miesiączki. Szef - mężczyzna przyjmował to wyrozumiale. Ba, zdarzyło się, że nawet odwiózł do domu, kiedy czułam się źle!

Natomiast szef - kobieta, czy współpracowniczki - to były właśnie te rzadkie przypadki negatywnego odbioru. Bo one też mają TE dni i chodzą do pracy i męczą się, boli je brzuch, tam z dołu leci, czują się źle, ale chodzą! To dlaczego ja chcę wolne? Tylko niech mi ktoś powie, co mnie obchodzą skłonności masochistyczne innych kobiet? Może one tak lubią, a ja nie będę przecież wnikać w ich upodobania. Same kobiety zamiast wspierać się nawzajem, w tych dla większości z nas, trudnych dniach, stają się wobec siebie najgorszymi wrogami. "Ja się męczyłam, to ty też się męcz". "Ja się do okresu nie przyznaję, to i tobie nie wolno", "Dla mnie to obrzydliwe, to i dla ciebie też musi być".

Moje dzieci wychowuję tak, aby okres był dla nich czymś zupełnie normalnym.

Na więcej zrozumienia można liczyć ze strony mężczyzn. Po podpaski pójdą, przyniosą coś na uśmierzenie bólu, otoczą opieką i kupią coś słodkiego. Tylko trzeba im o tym powiedzieć. Swoje dzieci wychowałam tak, by sprawy miesiączkowania nie były dla nich czymś dziwnym, z innego świata, by pojęły, że to naturalna rzecz. Zarówno syn jak i córka są uświadomieni jakie zmiany zachodzą w organizmie kobiety podczas okresu i przed, jak kobieta może się wtedy czuć, jak może przechodzić okres, jak może irracjonalnie się zachowywać, jak mężczyzna może pomóc (bo może, a nawet powinien. Tym bardziej własny, prywatny mężczyzna).

Pierwszą miesiączkę córki uczciliśmy w trójkę, jako ważny dla niej dzień w życiu, wejście w dorastanie. Z radością przyjmuję fakt, że syn wiedząc, że mam okres sam pyta czy w czymś nie pomóc. Albo dyplomatycznie schodzi z drogi, kiedy zaczyna mi dokuczać PMS. Cieszę się, gdy widzę, że córka ma oparcie w swoim chłopaku, który stara się jak może, by okres znosiła nieco lżej. A niestety ona też należy do grona tych kobiet, które najchętniej zabiłyby tego, kto okres wymyślił i im podarował.

A ty, droga Czytelniczko odważ się powiedzieć otwarcie: "Mam okres". Nie traktuj wszystkich żartów na temat miesiączki jako tych, które godzą w Twoją dumę czy kobiecość. Wyluzuj. Trochę humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A bardzo głupie docinki ze strony innych? No cóż, nie każdy ma jakąkolwiek kulturę osobistą. Pozostaje mu tylko współczuć, że jest prymitywny. Pozbyłabym się takich osób ze swojego otoczenia jak najszybciej. Nie daj zbyć się lekarzom. Od tego są, by dojść co może być przyczyną bolesnych i nazbyt krwawych dni. Mają ci pomóc.

Nie daj sobie wmówić, że musisz wstydzić się okresu, czy trzymać go w tajemnicy.

Jeśli wszystko jest w porządku i po prostu źle znosisz okres, a nie przepadasz za faszerowaniem się tabletkami, poszukaj naturalnych sposób, by złagodzić dolegliwości. Ćwiczenia, relaksacje, odpoczynek, zioła - serio, to działa. Nie daj sobie wmówić, że musisz wstydzić się okresu, czy trzymać go w tajemnicy. Logiczne, że nie będziesz biegać z transparentem informującym o krwawych dniach wszystkich wokoło, ani ogłaszać tego przez megafon, ale kiedy czujesz się źle, nie bój się do tego przyznać, wziąć wolnego. W przypadku zatrucia pokarmowego i męczącej biegunki, wzięłabyś, prawda? Czasami po prostu lepiej trzymać się blisko łazienki. Masz dzieci? To uświadom je w tej kwestii. Żeby nie wyrosły na wcześniej wspomnianych prymitywów. Życzę Wam spokojnych, bezbolesnych i łagodnych okresów.

Thori

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem są to "Seksolatki" Izabeli Jąderek. Życzymy miłej lektury.]

Wydawnictwo PWN Wydawnictwo PWN !

Więcej o: