"Brokat na podpasce, kakao na stringach - a co z intymnością?" [LIST]

"Nie róbmy normy ze świecenia pupami wszędzie dookoła, bo czym się wtedy będziemy różnić od makaków? Chyba że modne jest, aby się nie różnić od nich niczym" - apeluje i pyta nasza Czytelniczka.

Lato, słońce, droga na Ostrołękę. Radio w aucie puszcza złote przeboje, a ja nastawiam się psychicznie na jakiś zacny obiadek za chwil kilka. Może karkówka z grilla? Może nawet ciasto z kremem?! W te miłe rozmyślania wwierca się nagle zatroskany, ciepły głosik: "Masz problem z nietrzymaniem moczu?" Mogłoby być jeszcze o tamponach, dzięki którym nic nie przecieka. Albo o żylakach odbytu.

Czy my naprawdę musimy oglądać cudze gołe tyłki i wąchać cudze smrodki, bo jest wolność?

Czy to mi odbiera apetyt? Raczej nie, jestem dość odporna na tematy fekalne czy okresowe. Toż to sama natura! Tak mi się tylko kojarzy ze szkoły mgliście, że jest coś takiego, co ludzie budują w ramach społeczności, a nazywa się to cywilizacja i kultura. Kupa śmierdzi, więc w celu jej zrobienia człowiek cywilizowany szuka odosobnienia, żeby nie śmierdziało innym, bo może akurat nie lubią w tym momencie. Siki też wonieją, zwłaszcza męskie, taki lajf. Powiem więcej - krew menstruacyjna z pozostałymi wydzielinami to również nie jest coś, co wspomniany cywilizowany człowiek chciałby oglądać i wąchać w restauracji, w kinie czy w biurze.

Orędownicy epatowania tematem porównują sprawę do krwawienia z palca, tylko dlaczego zapominają o woniach i o tym, że to zwykle nie jest czysta, żywa krew? Podobnie z przepoceniem sobie koszuli po same łokcie, ani to pachnące, ani to estetyczne. I co mnie - postronnego widza - interesuje, że ktoś ma problemy hormonalne? Nieładnie pachnie i tyle. Zrób z tym coś, człowieku w tramwaju.

Czy my naprawdę musimy oglądać cudze gołe tyłki i wąchać cudze smrodki, bo jest wolność i, nu nu nu, już nie bądźmy tacy obrzydliwi, "ą bą", bułkę przez bibułkę, bo to hipokryzja?

To nie ma nic wspólnego z negowaniem zjawisk fizjologicznych, niepotrzebne do tego powiewanie podpaską jak sztandarem.

Nie, nie hipokryzja. Nie mam życzenia oglądać, kiedy ktoś obok miota wiktem; nie mam życzenia słuchać, że ma dobry stolec, taki przyjemny i gładki, a miesiączki bolesne i obfite, ho ho, pięć podpasek dziennie przesiąkniętych to minimum. Taki okres to, nawiasem mówiąc, raczej nie jest zdrowy objaw, zbadaj się pod kątem endometriozy może. A jak się pocisz obficie, to też zainwestuj w kurację, bo dlaczego otoczenie ma to razem z tobą przeżywać? Jeden merytoryczny argument za? Ktokolwiek?

Jedno słowo: intymność.

To nie ma nic wspólnego z negowaniem zjawisk fizjologicznych i robieniem z siebie damulki/hrabiego. Jeśli ma cokolwiek z męskim szowinizmem, to tylko w jakiejś części, z którą spokojnie można walczyć i niepotrzebne do tego powiewanie podpaską jak sztandarem: na zasadzie, że tak, Karolu, mam okres, boli mnie głowa i mam huśtawkę nastrojów, bo to hormony (może nie?), a ty nie rżyj, bo gdyby twoja mama tego nie miała, to by ciebie tu teraz nie było. A Karol w rewanżu powie któregoś dnia, że jego z kolei bolą jądra, bo jeździł 5 godzin na rowerze z twardym siodełkiem, więc też się średnio czuje. I spoko, sprawa wyjaśniona, nie ma o czym mówić.

Nie róbmy normy ze świecenia pupami wszędzie dookoła, bo czym się wtedy będziemy różnić od makaków?

Natomiast tupanie nogami, że okładka "Obcasów" ma rację bytu właśnie z uwagi na walkę z uprzedzeniami płciowymi, to jest, moim zdaniem, nadużycie i nieumiejętność odróżniania tematów intymnych od tych, które są mało inwazyjne, czyt. nie śmierdzą i nie stanowią prywatnej (często stricte zdrowotnej) sprawy danej osoby.

Okładka Okładka

W gronie rodzinnym to już jak kto uważa, jedni się tym dzielą, inni nie, kwestia ustaleń, dopasowania się. Ale, na litość, nie róbmy normy ze świecenia pupami wszędzie dookoła, bo czym się wtedy będziemy różnić od makaków? Chyba że modne jest, aby się nie różnić od nich niczym. A to przepraszam.

M.

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem są to "Seksolatki" Izabeli Jąderek. Życzymy miłej lektury.]

Wydawnictwo PWN Wydawnictwo PWN