Jestem typem zbieracza, postanowiłam więc wykorzystać to w słusznej sprawie

Zbieram wszystko. Skoro tak świetnie idzie mi gromadzenie różnych rzeczy - czemu nie przekuć tego na coś, co ma większy sens niż własna przyjemność? Zaczęło się od recyklingu. Po prostu zamiast wynosić na bieżąco kumuluję w kuchni góry worów i siat, bo w każdy wtorek przychodzą po nie pracownicy pewnej specjalistycznej firmy. Nie wiem czy to, co robią z nimi potem jest lepsze, niż drugie życie jakie otrzymałyby dzięki MPO, ale mam przynajmniej dobry pretekst, by zająć czymś tę część mózgu, która pragnie gromadzić przedmioty.

Mam w domu tysiące płyt. Ich obecność usprawiedliwiamy z mężem zawodem wykonywanym (recenzenci muzyczni). Kiedy przechodziliśmy ostatnio koło sklepu płytowego, między mną a Lubym zapadła ta niezręczna cisza. Wiecie, niczym na pierwszej randce, kiedy oboje chcą dać swoim nieprzystojnym myślom odpowiednie słowo, ale trochę się wstydzą. "To co? Może zajrzymy na chwilę?" Uff, zgodził się! Wyszliśmy stamtąd z dwoma albumami.

Czy można mieć za dużo płyt? Nie sądzę!

No chyba nas zrozumiecie, po prostu były w dobrej cenie. W domu czekały koperty z kolejnymi krążkami od wydawców małych i dużych. Tymczasem kolekcja rośnie. Zbieram też komiksy, z tych samych powodów - czasem zdarza mi się popełnić kilka słów o nich. Książki gromadzę, by pożerać je nocami. Zbieram też kartki z życzeniami świątecznymi od bliskich, szale, apaszki, torebki. Zbieram bilety z wyjazdów wakacyjnych i tiszerty. Powoli też rośnie moja domowa wystawa oryginalnych plansz z komiksów.

Skoro tak świetnie idzie mi gromadzenie różnych rzeczy - czemu nie przekuć tego na coś, co ma większy sens niż własna przyjemność. Zaczęło się od recyklingu. Po prostu zamiast wynosić na bieżąco - rosną w kuchni góry worów i siat, bo w każdy wtorek przychodzą po nie pracownicy pewnej specjalistycznej firmy. Nie wiem czy to, co robią z nimi potem jest lepsze, niż drugie życie jakie otrzymałyby dzięki MPO, ale mam przynajmniej dobry pretekst, by by zająć czymś tę część mózgu, która pragnie gromadzić przedmioty.

Potem były nakrętki dla Jasia na wózek inwalidzki. No co mi szkodzi z tego recyklingu odejmować? Nic. I już torba kolorowych kapselków wędruje do szkoły syna! Tam można je porzucić przy aprobacie pracowników fundacji.

Najnowszy szał kolekcjonerski w naszym domu wybuchł jednak za sprawą pewnej fenomenalnej kobiety, nazwijmy ją po prostu Panią Grażyną. Jedna z jej córek, urocza Małgosia uczęszcza do szkoły specjalnej, do klasy czwartej. Ta klasa ma szansę wyjechać na wycieczkę. Do Barcelony. Które dziecko by nie chciało choć raz śmignąć pod palmy? Małgosi i jej kasie uda się o ile wygra w konkursie na uzbieranie największej ilości pustych kartonowych opakowań po napojach.

Perły mojej kolekcji kartonikowej

Brzmi jak wyzwanie? E tam! W naszym domu uzbieranie dużej ilości pustych kartonów to pestka. Zużywamy dwa litry mleka dziennie. Codziennie. Więc zbieram, odkładam, przechowuję. Tych kartoników to już cały karton wielki się uskładał A ja nie wiem kiedy przestać. No kiedy jest TEN moment, że czas już posłać kartoniki do Białegostoku? Nie dziś, bo tu już prawie mleko dopite, jutro nie, bo jutro ma być deszczowo, nie będę jak ten kuc po deszczu z kartonikami popylała.

Zatem obawiam się jednego. Tak, jak od pewnego czasu przestałam zanosić kolejne siatki z nakrętkami jednocześnie nie przestając ich zbierać - tak też mogę nie zdążyć na czas z wysłaniem paczki dla dzielnych dziewczyn. Albo, co gorsza, wyślę, akcja dobiegnie końca, a ja i tak zachowam nawyk odkładania elegancko sprasowanych opakowań w różnych strategicznie nieistotnych miejscach w domu. Bo czemu nie?

Potem przywiążę się do nich emocjonalnie i zacznę opowiadać piękne i romantyczne historie o tym, jak każdy z tych wyjątkowo podobnych do siebie pudełkowych zgniotków trafił do naszego przybytku. Chyba, że szybo zajmę czymś głowę. Na przykład myśleniem o tym, co by tu teraz uskładać.

Więcej o: