Dzieci-kwiatów już nie ma, teraz tylko niewdzięczne dzieci-śmieci

Z artykułu w Dzienniku dowiedziałam się, że moje miasto ma zaledwie 600 tysięcy mieszkańców. I wierzę w to bez zastrzeżeń. Bo cała reszta to nie mieszkańcy, tylko warstwa moralnego brudu zaścielająca miasto.

eyebombing.com

"Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pobije doświadczeniem". Problem polega na tym, że ten tekst nie jest o idiotach. Jest o wyrafinowanych cwaniakach, złodziejach i roszczeniowych burakach. Ciężko mi używać wyrafinowanych określeń.

Faktycznie, cena wywozu śmieci jest bardzo wysoka i owszem - warto o tej kwestii dyskutować i sprzeciwiać się. Ale na litość boską, to całe śmieciowe łgarstwo jest naprawdę obrzydliwe. Nagle mieszkam wśród singli i pustostanów (och, w sumie ciekawa dwuznaczność). Niech mi ktoś wytłumaczy, bo nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem dla głupich pięćdziesięciu złotych można zmienić się w oszusta, a właściwie w złodzieja. Ludzie czują się oczywiście bezkarni, bo przecież sposobu na zweryfikowanie liczby lokatorów nie ma. Żyć nie umierać. Co więcej - można się jeszcze pośmiać z tych wszystkich frajerów, którzy postanowili być uczciwi. Powala mnie, gdy ludzie w trakcie towarzyskich pogawędek pod sklepem chwalą się, jak to oni sprytnie tę spółdzielnię oszukali. Naprawdę człowiek ma ochotę podejść i w ten bucerski pysk raz a dobrze przylutować. Skąd wy wszyscy nagle wypełzliście? Słowo daję, pod żadnym kamieniem nie widziałam takich obrzydliwości.

Pod artykułem w Dzienniku pojawił się także wyrafinowany intelektualnie komentarz "Co, wolność już się znudziła? Marzy się powrót Wielkiego Brata? Dodaj do tego jeszcze chipowanie ludzi oraz kamerę w każdym mieszkaniu. Ile to dodatkowych miejsc pracy - np. przez stworzenie Departamentu do Spraw Równości Obywateli, który będzie stale monitorował stan obywateli, i jak się któryś wychyli, obojętnie, w którą stronę wysyłał jednostkę wyrównywawczą". Szczerze? Coraz częściej myślę, że niektórym przydałby się większy zamordyzm. Może w końcu niektórzy nauczyliby się choć podstaw kultury współżycia społecznego. Ale Wy przecież macie argument - w mieście żyje się źle i miasto Was okrada, nie macie wyjścia, musicie grać tak samo. Dlatego oszukujecie, kradniecie i wprowadzacie własne, oczywiście lepsze zasady. To takie dojrzałe i mądre. Podziwiam Was spod mojego klosza, choć chipowałabym Was masowo.

O inteligentnym parkowaniu pisała już Miss Olgu , nie będę zatem wgłębiać się w temat korzystania z miejskiej przestrzeni. Mogę tylko dorzucić tych, którzy znaleźli nowy sposób na parkowanie w garażach podziemnych pod blokami. Miejsce parkingowe to droga przyjemność. Wychodzę jednak z założenia, że skoro stać kogoś na dwa samochody, to powinno też być go stać na opłacenie ich parkowania. Ale po co? Przecież skoro sąsiedzi frajerzy płacą za swoje miejsca, to ja stanę sobie przy wejściu do klatki. Wolny kawałek przestrzeni, przecież ja tu nikomu nie przeszkadzam. Życzę ci bucu, żeby twoja żona też lawirowała z wózkiem i siatami z zakupami między ścianą, a wypasionym Volvo, tak, jak robią to twoje sąsiadki. Nie chcę ci naklejać na samochód "karnego kutasa za chujowe parkowanie". Chcę ci go wydrapać gwoździem na masce. Pocwaniakujesz i zamalujesz lakierem do paznokci? Przecież oszczędność to podstawa.

Godzę się powoli z tym, że żyję wśród roszczeniowych świń, trzęsie mnie jednak, gdy słyszę kretyńską argumentację.

Tak jak w przypadku pewnego pana, dla odmiany - mieszkańca Poznania. Arron wypłakał rzekę łez, żaląc się w gazecie na złych ludzi, którzy odholowali mu samochód spod domu. Wprowadzono bowiem czasowy zakaz parkowania z powodu przejścia procesji w Boże Ciało. Ponownie - dyskusyjną rzeczą jest, czy takie decyzje organizacyjne są właściwe. Ale gdy czytam, jak Arron się tłumaczy, to żal mi coś tam ściska.

Okoliczne ulice były od 24 maja zaopatrzone w znaki, informujące o wprowadzonym ograniczeniu. Nie przeczytacie tego w artykule, przeczytacie to natomiast w oświadczeniu ZDM (ja dodatkowo odpytałam osobę, która tymi ulicami porusza się codziennie). Arron ma jednak argument: "Znaki mają może 30 cm na 30 cm i jeśli się tam jeździ codziennie, nie sposób ich zauważyć". Chłopie. Jeżeli jeździsz po mieście na pamięć jak małpa, to ciesz się, że ci odholowali pojazd, a nie zabrali prawa jazdy. Ja bym ci je zabrała choćby za ten kretyński tekst.

Takie znaki bardzo by się przydały w Polsce...Takie znaki bardzo by się przydały w Polsce... Takie znaki bardzo by się przydały w Polsce... Takie znaki bardzo by się przydały w Polsce...

Żyję w tym mieście, wiele rzeczy mi się nie podoba, wiele decyzji uważam za idiotyczne. Jednak nie szukam okazji, żeby oszukać, zakombinować, nabrać frajerów. Płacę za śmieci (choć w sumie nie muszę), nie jeżdżę buspasem (choć w sumie mogę, stać mnie na mandat), nie staję na kopertach (a na obcasach daleko mam często do wejścia, oj daleko). Czy powinnam się dostosować, bo inaczej zginę marnie lub zostanę wyśmiana? Czy jestem niezaradna życiowo, bo nie jestem oszustem i złodziejem? Czy naprawdę jestem w mniejszości?

Więcej o: