Łatwo, szybko i mało zmywania: moje ukochane dania, to te jednogarnkowe

Nie mam czasu. Tak, wiem, nic nowego, nikt nie ma. Ale dzieci chcą jeść. I ja też wolę zjeść to, co sama ugotuję, niż to posypane sodą zło w firmowej kantynie za zbyt dużo kasy. Więc ugotować trzeba. Ważne, żeby zrobić to szybko, w miarę zdrowo i za bardzo się przy tym nie zmęczyć.

Potrzebny będzie wok, albo inna duża, głęboka patelnia, w której wygodnie smaży się i miesza rozmaite składniki. Czyli że brzegi musi mieć wysokie, bo inaczej wszystko ze środka, jak się miesza, wylatuje. A szkoda - jedzenia i brudzenia kuchenki. Mi i tak zawsze trochę wylatuje, bo zamaszyście mieszam. Ale do rzeczy

Danie jednogarnkowe polega na tym, że się wszystko wrzuca do jednego gara, miesza, doprawia, gotuje i zjada. Szybko i bezboleśnie. Można wrzucać wszystko na raz, można po kolei. Ja wolę po kolei, bo wtedy mam wrażenie, że bardziej panuje nad METODĄ. Składniki? Wszelakie, najczęściej - co lodówka da. Wcześniej gotuję ryż, albo kaszę, albo makaron sojowy, którego gotować nie trzeba, wystarczy zalać wrzątkiem i po 5 minutach jest gotowy. Jaka kasza? Jakakolwiek. Ja kocham gryczaną, ale może też być najmodniejsza jaglana (tę trzeba mocno przyprawiać, bo w smaku bardzo delikatna), jęczmienna, pęczak, quinoa. Proszę tylko, nie używajcie produktów, które gotuje się w torebkach, bo to jednak obciach. Nauczyć się metody gotowania ryżu czy kaszy to żadna sztuka. Jak?

Ryż - podsmażam na oliwie, chwilkę, solę, zalewam dwiema objętościami wrzątku, szczelnie przykrywam, gotuję na bardzo małym ogniu (albo prądzie). Tak tylko - tylko, żeby lekko bulgało. Ile czasu? Każdy ryż ma inaczej. Jaśminowy czy basmati gotuje się bardzo szybko (15 - 20 minut), brązowy - dużo dłużej (30 - 40 minut). Jak już wciągnie wodę, wyłączam gaz czy prąd i zostawiam pod przykryciem. Niektórzy owijają w koce, ale mi z ryżem w ten sposób nie chce się bawić. Mama uczyła, że tak gotuje się pęczak. Kaszę gryczaną czy jaglaną podsmażam w garnku, żeby się trochę uprażyła, solę, zalewam dwiema objętościami wody. I dalej tak samo. Wciągnie wodę - wyłączam, zostawiam pod przykryciem, żeby doszło.

Proste? Ok, podstawę już mamy. Reszta - wg uznania. U mnie w lodówce zawsze jest czosnek i cebula. Papryka i cukinia. Włoszczyzna. Bakłażan. Pomidor. Tofu. Parówki z tofu. Łosoś wędzony. Zielona pietruszka i koperek. W szafce - zielony konserwowy groszek, taka kukurydza, cieciorka, wszelakie fasole. Z suchych ziaren bardzo lubię czerwoną soczewicę, bo bardzo szybko można ją przygotować. Fasole wszelakie i cieciorkę suchą też mam, ale z nimi dużo jest zabawy, trzeba przez nockę moczyć, długo gotować. Tak, raczej nie jem mięsa, chyba że mnie najdzie, albo szykuję dla syna. Mięso mnie nie kręci, więc raczej go nie używam (tak, wiem, ze ryba to też mięso, ale rybę jem. Bo tak).

Więc tak sobie zaczynam podsmażać, po kolei - czosnek i cebulę. Potem dorzucam paprykę i cukinię. A potem tofu. Curry, uwielbiam curry. Przyprawy - co tam stoi na półce pod ręka, co rośnie na balkonie. Do tych podsmażonych wspaniałości wrzucam kaszę. Na koniec zielona pietruszka. I surowy pomidor w kostkę. Tak sobie, żeby było bardziej mokro.

Albo danie mojej koleżanki ze studiów, kiedy nie miała kasy. Kasza gryczana + podsmażona cebula + biały ser + zielona pietruszka. Albo kasza jaglana + podsmażona cebula + podsmażona marchewka. Albo ukochane danie mojej dwuletniej córki: makaron sojowy + strzępki łososia + czosnek + starta podsmażona cukinia. Plus sos sojowy do wszystkiego.

Można też oczywiście same warzywka jednogarnkowo sobie przygotować. Bez kaszy, ryżu i takich tam dodatków. Koleżanka tak się odchudzała, dobrze jej szło. Szczególnie teraz, kiedy warzyw w bród. Wszelkie odmiany leczo czy ratatuja. Smażona cebula + czosnek + papryka + cukinia + bakłażan. Na koniec - pokrojone w kostkę, obrane ze skóry pomidory. I niech się dusi. Jak ktoś woli, żeby się rozpadało w ustach, dusi dłużej, jak woli chrupiące - krótko. Można dodać jogurt.

Albo ukochane danie mojego syna. Kurczak + podsmażana cebula + czosnek + papryka + dynia. Dodać pastę curry i kokosowe mleko. Mniam.

Albo fasola "po bretońsku" bez mięsa. Namaczamy na noc. Potem gotujemy. Potem przygotowujemy podsmażony czosnek + cebula + marchewka + pomidory + ananas. Dusimy. Zamiast fasoli może być cieciorka. Albo miazga z czerwonej soczewicy - podsmażamy cebulę i czosnek. Wrzucamy wypłukaną soczewicę. Podlewamy wodą. Smażymy. Jak wessie wodę, a jeszcze jest twarda - dodajemy wody i podsmażamy jeszcze. Doprawiamy. Mniam.

Nie powiem wam ile czego, bo to nie ma żadnego sensu. Za każdym razem dodaję inaczej, nie trzymam się żadnych proporcji. Liczą się składniki. To tak jak z wielowarzywną sałatką - składniki niby te same, a w każdym domu smakuje inaczej i tak ma być. Przyprawiam też zawsze inaczej, chociaż mam swoją ukochaną mieszankę, którą zazwyczaj chcę dodać do wszystkiego. Curry, sos sojowy, tymianek, bazylia, suszona papryka i pomidory. Liczy się czas i bezwysiłkowość. I jeszcze - żeby było dobre, dużo i zdrowo, bo tylko zdrowe mi smakuje.

A jakie są wasze szybkie dania i potrawy?

Więcej o: