Na trudne chwile przy biurku polecam ruchome obrazki

Czasem wszystko się zgadza. Wiecie, jak w dobrze rozstawionym labiryncie z domina. Teksty same się piszą, obiad nie przypala, wena mnie kocha, trolle nie przeszkadzają, dzieci są zdrowe, kraj rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej. Kocham te momenty. Niestety znam też sytuacje, gdy wena właśnie zdradza mnie z kimś innym i, jakby tego było mało, ostentacyjnie macha mi swoimi majtkami, na dokładkę w domu jest wszystko źle, a na dworze jeszcze gorzej. Wtedy robię sobie przerwę i oglądam obrazki. Tylko takie bardziej ruchome.

Bo ile można przeglądać 9gag tłumacząc sobie, że to dla własnego dobra? No wiecie pracownicy fizyczni potrzebują być dobrze odżywieni, by mieć siłę do kopania rowów, przenoszenia skrzyń, czy malowania balkonów na wysokości. Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie rzucających mięsem panów remontujących nasze trzydziestoletnie balkony. ("Kurwa no, dzisiaj ta pogoda chujem trąci, nie?")

Z pracownikami umysłowymi, które to określenie zawsze mnie bawi - zamieniam się wtedy w Jacka Nicholsona z Lśnienia, o taaak, jestem bardzo umysłowym, w sensie "mental", pracownikiem - jest podobnie. Nie tylko lubią rzucać mięchem na potęgę, ale muszą też dobrze odżywiać swój móóóóóóóóóóóóózg. Wino i czekolada nie zawsze się sprawdzają, wręcz mogą szkodzić, na wyjście do galerii sztuki brak czasu, gdy dedlajn jest na dzisiaj, zaraz, za godzinę. Zamiast słów na klawiaturę spływa katar. Aby zapobiegać przemianie w mentalną amebę potrzebuję nowych bodźców.

kadr z teledysku do piosenki "Katachi" wykonanego przez duet Kijek/Adamski

Czasem jest to ciekawy artykuł. Oczywiście musi to być rzecz zupełnie nie na temat, logiczne, prawda? Czasem odpalam bandcamp w poszukiwaniu dziwnej muzyki , niestety czynność ta grozi zniknięciem w świecie muzyki na długie godziny.Na YouTube wolę nie wchodzić, bo wszystko zaczyna się banalnie, ale, co zauważam z przerażeniem, w ostatnich miesiącach zawsze kończy się tak samo - oglądam występy Jamesa Blake`a. Na szczęście mam taki mały cichy zakątek dumania, gdzie jestem bezpieczna, wpadam tam na chwilę, spędzam kilka minut koncentrując się w stu procentach na tym, co oglądam i już. Już mi lepiej. Co ja tam paczam? Animacje oczywiście. Takie małe, niezobowiązujące, ładne. To ja może pokażę na przykładach:

Filmik o rybaku.

Za ten uroczy obraz odpowiada studio Aardman. Klasa sama w sobie, autorzy uwielbianych u nas w domu przygód Wallace`a i Gromita, Baranka Shauna, ci sami ludzie, którzy pomogli Peterowi Gabrielowi stworzyć hit, który stał się najczęściej emitowanym teledyskiem w MTV , czyli niezapomniany klip do "Sledgehammera" . No ja kwiczę ze szczęścia i rozpromieniam się momentalnie. Polecam. Można oglądać z dziećmi.

Animowane murale Blu

Cóż, z całego swego serca polecam wam WSZYSTKIE filmiki Blu. No dobrze, są słabsze momenty, ale to, co wyprawia ten twórca, jest czystą magią. Blu to streetartowiec, który ukrywa od lat swoja prawdziwą tożsamość, ale powiem Wam szczerze, dane personalne i płeć są nieistotne. Blu ma niebywały talent, a kilka lat temu wpadł też na pomysł, by swoje wielkoformatowe prace na murach nieco ożywić. Efekty są, jak dla mnie, powalające i muzyka przepiękna i dobrze dobrana. Mogę tylko reagować jak Pieseł. Wow. Wielkie obrazki. Ruszają się. Wow. Jakie ładne. Wow. Kocham. Ekstra. Przez miasto idzie ten obraz.Wow. DINOSY!

Papierowy księżyc z nieba spadł

Napiszę to chyba pierwszy raz w życiu, przynajmniej publicznie - nie o muzykę tu chodzi. To znaczy piosenka Shugo Tokumaru jest urocza i kilka miesięcy temu została wyróżniona jako utwór miesiąca na jednym z brytyjskich portali poświęconych muzyce z różnych stron świata. Tam właśnie trafiłam na ten klip. Jak łatwo się domyślić, oszalałam na jego punkcie. Jest najzwyczajniej w świecie mistrzowski. Wszystko tu gra. Patrząc, jak całość tętni, zmienia kształty i pulsuje doskonale dobranymi kolorami, czuje się trochę jak synestetyk. Wiecie co jest najlepsze? Za tym teledyskiem stoi dwójka niesamowicie zdolnych i utytułowanych już Polaków - Katarzyna Kijek i Przemek Adamski .  Zrobili już kilka innych teledysków, które wpadły mi w oko - od Oi Va Voi po singiel Pezeta z Jimkiem. Miłość.

Trochę inny Czerwony Kapturek

Wydaje mi się, że już nadużyłam Waszej cierpliwości ekstatycznymi opisami. Będę więc trzymać się w ryzach. Ten filmik ubawił mnie za pierwszym razem. I za drugim. Za trzecim pauzowałam sobie, żeby sprawdzić czy opisy się zgadzają. Po kilku miesiącach wciąż mnie śmieszy, przepraszam. To bardzo przewrotny sposób na opowiedzenie po raz kolejny tej samej historii, za to piona dla autora. Druga - za wykorzystanie utworu grupy Röyksopp.

Taki tam filmik z aniołkiem

W moim małym dziewczęcym serduszku jest specjalna półeczka na filmy autorstwa pana, który nazywa się Hayao Miyazaki. Wiem, że nie tylko ja tak mam - może któregoś dnia będzie o tym więcej na Fochu, chcecie ? Tymczasem zaglądając na specjalną listę, na której zbieram sobie linki do moich ulubionych krótkich animacji, pośród dziesiątek pozycji wynotowywanych w czasie godzin surfowania po cyberprzestrzeni (uwielbiam tę staroświecką nowomowę <3 ) jest właśnie szorciak od Hayao. To króciutka etiuda - o czym? Rany, jak zacznę opowiadać, to zepsuję Wam zabawę, podpowiem tylko, że bardzo w stylu studia Ghibli: ręczna robota, konflikt między światem nadprzyrodzonym i przyrodą a zatrutym światem postapokalipsy (metropolie, maszyny, promieniowanie radioaktywne, takie tam duperele). Wreszcie ludzie, którzy pod wpływem impulsu wyłamują się ze schematu. Jakkolwiek. To taka wisienka na deser, bo nie będę przecież wypisywać tu wszystkich cudów, które możecie sobie wyszperać na Vimeo .

Więcej o: