Gramatyczni naziści, dziękuję, że jesteście. Nastał Wasz czas

Obiecałam sobie, że nie będę poruszać tematów drażliwych i dla mnie, i dla Czytelników. Nic o Ukrainie. Nic o sytuacji na Krymie. Nic o wojnie. Słowa staram się dotrzymać. Apeluję więc: pielęgnujmy język polski. Nim jedynym rozwiązaniem będzie kupno samouczka języka rosyjskiego. No, wiem, wiem. Nie powinnam.

W zamierzchłej przeszłości, kiedy to stawiałam pierwsze kroki w zawodzie, korektor był w każdej gazecie, w każdym wydawnictwie. Może nie zawsze cieszył się sympatią, ale za to szacunkiem - owszem. Teraz jest inaczej. I nie jest to tajemnicą ani dla dziennikarzy, ani - co gorsza - dla czytelników. Zwłaszcza portali. Zwłaszcza typowych fabryk treści - jakichkolwiek, skądkolwiek kopiowanych, choć głównie z Wikipedii. Jakie kwiatki czają się w Wikipedii, to dobry temat na osobny materiał - swoją drogą.

Pokłosiem tej sytuacji są, skądinąd fantastyczne, grupy na Facebooku o lekko ironicznych nazwach - Cała Polska czyta dziennikarzom Gramatyczni naziści czy Nagłówki nie do ogarnięcia . Znam, czytam, śmieję się, a pod stołem krzyżuję na wszelki wypadek palce, aby nigdy mój tytuł, lead, czy cokolwiek innego nie stało się celem ich analiz. A może szkoda, bo najbardziej pamiętam o tych błędach, które nie dość, że popełniłam, to jeszcze zostały one przez kogoś zauważone.

Gdybyście to Wy mieli możliwość wytknięcia dziennikarzom błędów, które doprowadzają Was do szału lub mdłości, co by to było? Może brak odmiany zaimka "mi"? Ile razy przeczytaliście zdanie: "Mi się to podoba" lub "Mi to smakowało?". OK, załóżmy, że podczas rozmowy można to złożyć na karb nonszalancji i dobrego samopoczucia, ale w piśmie? Wiem, mało czasu, a termin więcej niż krótki. Korektorzy, gdzie się zapodzialiście? Miłośniku polskiego języka zrób coś. Inaczej: "Ci się będzie musiało to w końcu spodobać" a cytaty w stylu: "Chodź pokażę Tobie pokój" nie będą ewenementem. Przy okazji, pamiętacie skąd to pochodzi?

A co z uporczywym rozdzielaniem przecinkiem "mimo że" lub "zwłaszcza że" albo "chyba że"? Kto tego gdzieś nie widział - ręka w górę. Nie spodziewam się lasu rąk, bo to błąd niezwykle powszechny. Bazujący - jak na złość - na wiedzy wyniesionej z lekcji języka polskiego. Bo rzeczywiście przed partykułą "że" stawia się przecinek. I brawa dla tych, którzy o tym pamiętają. Tylko że nie zawsze. To wyjątek. Jeden z licznych w naszym języku. Jako rzecze PWN:

Nie rozdziela się przecinkiem połączeń partykuł, spójników i przysłówków ze spójnikami, np. chyba że, chyba żeby, ile że, jak gdyby, jako że, mimo że, pomimo to, pomimo że, tylko że, tym bardziej że, właśnie gdy, właśnie jak, właśnie kiedy, podczas gdy, zwłaszcza gdy, zwłaszcza jeżeli, zwłaszcza kiedy, zwłaszcza że. Przecinek należy postawić przed całym wyrażeniem (jest to tzw. cofanie przecinka).

Jedna z czytelniczek napisała, że źle postawione przecinki bolą najmocniej. Aż takim radykałem nie jestem, ale przyznaję, że rozdzielenie przecinkiem złożenia "mimo że" jest dla mnie rodzajem testu na znajomość języka polskiego. Może od tej pory i dla Was będzie. Jest także dowodem na to, że redakcja prowadzi politykę oszczędnościową i zredukowała etat korektora. A szkoda.

Solą w oku bywa też używanie jako synonimów - bynajmniej i przynajmniej. Zgadzam się jednak, że to zdarza się coraz rzadziej. Częściej dochodzi do używania innych słów niezgodnie z ich przeznaczeniem. Choćby tak modne ostatnio - dedykowanie czy dywagowanie - błędnie używane w sensie analizowania. Podobnie jak klasyczna redundancja (masło maślane - tak się mówiło w szkole, pamiętacie?) w postaci okresu czasu, godziny czasu, hipotetycznego zakładania czy palpitacji serca lub pierwszego prototypu. Zapewniam, że wszystkie opisane przeze mnie przypadki żyją i mają się dobrze. Ha, podobnie jak nieśmiertelne - półtorej roku. Tak, słyszałam to na własne uszy w radiu (tak, można odmienić słowo radio i studio).

Najcięższy kaliber to błędy ortograficzne. Niedopuszczalne, ale praktyka udowadnia, że pojawiają się. Najbardziej nawet czuły redaktor osiąga w pewnym momencie taki poziom zmęczenia, że patrzy na tekst i myśli - dość, w sumie wszystko jest OK. Z doświadczenia wiem, że poczucie zadowolenia z dobrze wykonanej pracy to najbardziej niebezpieczny moment. W takiej chwili należy odejść od tekstu. I koniecznie wrócić po kilku godzinach. Z pewnością będzie jeszcze nad czym pracować. Zwłaszcza jeśli dziennikarz, który ten tekst pisał, już kilka razy potrafił redaktora swobodnym podejściem do gramatyki zaskoczyć. Najważniejsza zasada, której nauczył mnie jeden z moich nauczycieli dziennikarstwa - Marek Przybylik - brzmi następująco: nie ufaj także sobie. Przede wszystkim sobie. Nawet jeśli jesteś pewna na 100%, że "Pana Tadeusza" napisał Adam Mickiewicz. Sprawdź to.

Celny strzałCelny strzał Celny strzał Celny strzał

Może dlatego z pewnym niepokojem obserwuję istniejącą od dłuższego czasu tendencję do stosowania zapisu fonetycznego. Na razie poza mediami, głównie w prywatnych wypowiedziach. Jestę blogerę. Cieszę się fszystkim. Jesteś moim pszyjacielem, itd - tak, o to właśnie mi chodzi. Jeśli zaowocuje to następcą "Noża w bżuhu" - dobrze, dlaczego by nie. Jeśli jednak tylko przykrywa pewne braki w znajomości języka polskiego - niekoniecznie.

Futuryści czy ćwoki?Futuryści czy ćwoki? Futuryści czy ćwoki? Futuryści czy ćwoki?

Co z literówkami? Te w zagadkowy sposób poprawiają mi humor. Po pierwsze, wiem dzięki nim, że nie tylko ja żyję i pracuję niekiedy w ogromnym pędzie. Po drugie, często są dość zabawne. Skarbnicą historii mniej zabawnych są naturalnie korektorzy. Jedna z moich ulubionych anegdot dotyczy materiału opublikowanego w pewnym periodyku motoryzacyjnym. Artykuł był o wymianie koła. Kończył się zdaniem: "Bezradny kierowca stał na poboczu drogi". Powinien przynajmniej tak się kończyć. W druku okazało się, że miejsce litery T w słowie - stał - zajęło rubaszne - R. Nie wszystkich bawiło to w równym stopniu. Redaktora i korektora podobno najmniej.

Wiem, że zaraz odezwą się głosy tych, którzy powiedzą, że dobry redaktor nie powinien takich błędów popełniać. Bo nie i już. I ja się z tym zgadzam. Wiem też jednak, że najtrudniej znaleźć błąd w dziele swojego autorstwa. To jak z dziećmi - własne wydają się takie ładne i mądre. Słowo klucz to - wydają się - oczywiście. Nie jestem aż tak naiwna, aby sądzić, że uda się reanimować niektóre redakcje i doprowadzić do powrotu korektorów. Mam jednak nadzieję, że przywołani przeze mnie Gramatyczni Naziści staną się bardziej aktywni. A za swój cel obiorą... rusycyzmy! Z pozdrowieniami Wołodia!

Precz z dniem dzisiejszymPrecz z dniem dzisiejszym Precz z dniem dzisiejszym Precz z dniem dzisiejszym

Więcej o: