Mundial od kuchni: Niemcy - Ghana

W drugim odcinku "Mundialu od kuchni" zapraszam na pojedynek między diabłem, którego znamy a tajemniczym, egzotycznym nieznajomym. Dwa skrajnie różne typy kuchni, które łączy tylko to, jak bardzo są niefotogeniczne.

Zapytane o niemieckie i ghańskie dania, Google wypluwają niezliczone zdjęcia ziemniaczano-kapuścianych papek zwieńczonych kompozycjami ze smutnych wurstów oraz rozmazane foty batatowych maziai z brunatną fasolą i zwęglonymi kawałkami koziny. Brzmi niezbyt ekstra. I właśnie dlatego zadanie jest super mega ekstra. Znaleźć Niemcom i Ghanie kulinarnych reprezentantów strawnych dla przeciętnego Janusza i przeciętnej Marzeny, prostych w wykonaniu, i do tego w miarę przystojnych? Wyzwanie przyjęte .

Dodatkowy, piłkarski smaczek: dziś na stadionie w Fortalezie zagrają przeciwko sobie dwaj bracia, Jerome i Kevin-Prince Boateng. Obaj wychowani w Berlinie, obaj z ojca Ghańczyka i matki Niemki (choć każdy innej), obaj od dziecka trenowali w młodzieżówce Herthy BSC. Jednak gdy przyszło do wyboru drużyny narodowej, Jerome postawił na przybraną ojczyznę, a Kevin-Prince - na kraj pochodzenia ojca. Nie będzie to ich pierwsze mundialowe spotkanie - zagrali przeciwko sobie już w 2010 roku w RPA. Wtedy górą był Jerome. Jak będzie tym razem? Przekonamy się o 21. Ojciec obu piłkarzy, Prince (którego rodzice uprawiali w zachodniej Ghanie kawę i kakaowca, więc mógłby być ciekawym rozmówcą na tematy około-kulinarne) nie kibicuje żadnej drużynie. "Wygram niezależnie od wyniku meczu. Oby tylko obaj chłopcy wyszli z tego cało" mówi Boateng senior .

Też postanowiłam wygrać niezależnie od wyniku, dlatego odpuściłam sobie gotowanie ulubionych dań piłkarzy, bo w większości przypadków kończyłoby się to meczem lasagne - spaghetti. W mojej reprezentacji Ghany wystąpi więc słodko-ostra potrawka pod nazwą Red-Red , za której podwójną czerwień odpowiadają z jednej strony pomidory, a z drugiej olej palmowy. Jej trudno dostępne składniki, jak wspomniany olej palmowy, plantany i krewetkowy bulion w kostce, można kupić w Afryka Shopie (ja tak zrobiłam) lub plantany zastąpić bananami, olej palmowy jakimkolwiek innym, za to podkolorowanym papryką i pieprzem kajeńskim, a sproszkowane krewetki zupełnie pominąć.

Fot. Natalia SosinFot. Natalia Sosin Fot. Natalia Sosin Fot. Natalia Sosin

Ghana: Red-Red

Dla 4 - 6 osób

Czas przygotowania: pół butelki piwa, pierwsza połowa meczu

3 plantany

4 duże pomidory

4 ząbki czosnku

Czerwona cebula

1 ostra papryczka (z braku Scotch Bonnet czy Habanero można zadowolić się tajską chili)

Starty imbir

Puszka czerwonej fasoli

Krewetkowy bulion w kostce

Olej palmowy

Sól

Pieprz

Pieprz kajeński

Na patelni rozgrzej olej palmowy i dodaj drobno pokrojoną cebulę, a gdy ta trochę zmięknie - chili i czosnek. Po chwili dorzuć sparzone, obrane i pokrojone pomidory. Dopraw solą i pieprzem, zetrzyj imbir, rozkrusz jedną lub dwie kostki krewetkowego bulionu. Zamieszaj i gotuj, aż smaki się połączą. Po kilku(nastu) minutach dodaj czerwoną fasolkę z puszki. W zasadzie powinna to być fasolka Czarne Oczko i wcale nie z puszki, tylko suszona, płukana i przez noc namaczana, ale nie mam cierpliwości do takich zabiegów i zawsze wybieram drogę na skróty. Jak dotąd za każdym razem zaprowadziła mnie do celu, więc z całego serca polecam.

Gdy sos jest już prawie gotowy, rozgrzej na innej patelni dowolny olej roślinny, po czym obierz plantany, przekrój je na pół wzdłuż i w poprzek, wrzuć na gorący olej i smaż do zarumienienia, czyli ok. dwie-trzy minuty na stronę.

Usmażone plantany ułóż na wierzchu pomidorowo-fasolowego sosu i jedz. Smakuje to razem o wiele mniej dziwnie i o wiele smaczniej niż może brzmi.

Po afrykańskim eksperymencie czas uspokoić podniebienie znajomym smakiem, tyle że odrobinę podkręconym. Powitajmy na boisku Kartoffelsalat , czyli ziemniaczaną sałatkę, na którą istnieje tyle jedynie słusznych przepisów, ilu jest mieszkańców poszczególnych landów. Ja najbardziej lubię wersję z południa Niemiec, gdzie zamiast obsmarować ziemniaki majonezem, zalewa się je ciepłym winegretem z musztardą. Na cześć Podolskiego i Klose, polskiej piątej kolumny w szeregach niemieckich, dodałam też swojski akcent w postaci kilku drobnych ogórków małosolnych. Nie ma za co, chłopaki.

Fot. Natalia SosinFot. Natalia Sosin Fot. Natalia Sosin Fot. Natalia Sosin

Niemcy: Kartoffelsalat

Dla 4 - 6 osób

Czas przygotowania: reszta poprzedniej butelki piwa i pół następnej, druga połowa meczu

1 kg ziemniaków

3-4 plasterki bekonu

1 czerwona cebula

3 ogórki małosolne

3/4 kubka dowolnego bulionu

3/4 kubka octu jabłkowego

2 łyżki musztardy

Łyżka masła

Szczypiorek

Sól

Pieprz

Ugotuj młode ziemniaki w mundurkach. Gdy będą gotowe, po ok. 20 minutach, możesz albo obrać je od razu, póki są jeszcze gorące, albo nie robić tego w ogóle. Ja wybrałam drugą opcję, bo jestem leniwa i nie lubię parzyć sobie paluszków. Ziemniaki odstaw na minimum pół godziny, by wystygły i stężały - dzięki temu nie rozpadną się przy krojeniu. Gdy kartofle odpoczywają, usmaż plastry bekonu lub boczku. Odsącz je i podobnie jak ziemniaki odstaw do wystygnięcia, a następnie pokrusz. Na tłuszczu wytopionym z bekonu usmaż drobno posiekaną cebulkę, po czym zalej ją bulionem i octem jabłkowym z dodatkiem masła i musztardy. Ja wykorzystałam bawarską musztardę własnej roboty (łatwizna: zalewa się ziarna gorczycy słodkawym piwem, wstawia na dobę do lodówki, a potem do garnka, na gaz, chlust octu jabłkowego, balsamicznego i jakiego tam jeszcze chcesz, trochę cukru albo miodu, rozbite w moździerzu goździki i ziele angielskie, trzeba zamieszać, chwilę zagotować i ewentualnie zmiksować na gładką masę ), ale tak naprawdę nada się każda ordynarna musztarda sklepowa. Mieszaj, aż smaki się połączą i powstanie bardzo kwaśny i słony winegret. Nie panikuj, złagodnieje w zetknięciu z ziemniakami. Ciepłym winegretem zalej pokrojone ziemniaki, dodaj małosolniaki w plasterkach, pokruszony bekon i sporo szczypiorku. Sałatkę można jeść od razu, na ciepło, ale smakuje jeszcze lepiej, jeśli spędzi noc w lodówce.

W fochowej kuchni doszło do sensacyjnego remisu 3:3. Jedni zachwalali niespotykany smak Red-Red, inni narzekali na nadmierną ostrość (mięczaki) i brak wkładki mięsnej (a krewetki w proszku to co, PIES?!!!). Zdeklarowani ziemniakofile wchłonęli po kilka dokładek sałatki, innym wydała się nudna w porównaniu z daniem z Afryki. Weź tu wszystkim dogódź.

Co zrobić, wygląda na to, że ostateczne rozstrzygnięcie nastąpi dopiero na boisku. Trzymam kciuki, nie powiem za kogo.

Więcej o: