A teraz proszę mi nie przeszkadzać, bo czczę Delię

Skromna dziewczyna w golfie i spódniczce, której zdarzało się brać udział w orgiach z Yoko Ono i Johnem Lennonem. Muzyk i matematyk. Pionierka muzyki elektronicznej, której twórczość zainspirowała wielu współczesnych artystów. Poznajcie Delię - kobietę, bez której dzisiejsza muzyka elektroniczna nie byłaby tym, czym jest.

Epoka pionierów muzyki elektronicznej, czyli czasy, kiedy dostęp do zdobyczy techniki takich jak syntezatory modularne, stoły montażowe, generatory szumu i tym podobne wynalazki, był mocno utrudniony, miała swoich bohaterów. Wśród nich znalazło się sporo wyjątkowo utalentowanych kobiet. Być może opowiem wam jeszcze kiedyś o Daphne Oram - bez jej genialnych pomysłów kompozytorskich i wynalazków brytyjski BBC Radiophonic Workshop, czyli miejsce, w którym wykuwano najdziwniejsze dźwięki do audycji radiowych (a później również telewizyjnych) - nigdy nie osiągnęłoby swego legendarnego brzmienia. Może uda mi się napisać więcej o niezrównanej Eliane Radigue , albo o Laurie Spiegel czy wreszcie o Elżbiecie Sikorze . Ale to nie teraz, teraz państwo wybaczą, bo czczę Delię i nie jestem w tym odosobniona. Tysiące ludzi na całym świecie wzdychają do jej kompozycji, a ci, którzy mają choć odrobinę talentu graficznego, robią na przykład TAKIE RZECZY:

Delia splakatowana

Ale kim była Delia?

Właściwie była cichą bohaterką klasy robotniczej. Przyszła na świat w miasteczku Coventry na trzy lata przed tym, gdy zostało zbombardowane przez Luftwaffe. jej ojciec był pracownikiem fabryki. Tuż po wybuchu II Wojny Światowej mała Delia została rozdzielona - podobnie jak większość brytyjskich dzieci w tamtym czasie - ze swoimi rodzicami i wraz z grupą innych dzieci wywieziona w bezpieczny rejon Anglii. Uczyła się z radia. Okazała się być całkiem pojętna, ponoć miała też dryg do nauczania innych. Po wojnie wróciła bezpiecznie do rodzinnego domu i kontynuowała naukę. Na studia zdawała do Oxfordu i Cambridge. Były lata pięćdziesiąte. Dziewczęta stanowiły ledwie 10% w gronie studentów owych szacownych instytucji. Rówieśnicy Delii z tego samego środowiska kończyli raczej podobnie jak ich rodzice - przy taśmach produkcyjnych, w kopalniach, stoczniach, fabrykach, a dziewczyny powoli myślały o urodzeniu pierwszego dziecka. Ona dostała się zarówno na Oxford jak i Cambridge. Zdobyła stypendium i studiowała matematykę na żeńskim Girton College. Jej specjalizacją była matematyczna teoria elektryczności. Mimo przyznanego stypendium i nagród Delia twierdziła, że nie, że nie jest wystarczająco dobra. Do matematyki dodała więc muzykę, bo jak sama mówiła w późniejszych wywiadach - obie dziedziny już od czasów pitagorejskich były ze sobą związane. Akademię Muzyczną ukończyła jako specjalistka od średniowiecznej i współczesnej historii muzyki.

Po studiach szukała pracy jako inżynier dźwięku w jednej z najbardziej znanych brytyjskich wytwórni płytowych, Decca Records. Odmówili jej, bo nie zatrudniali kobiet. To nie była ich najgłośniejsza porażka - wytwórnia przeszła do legendy muzyki popularnej w dniu 1 stycznia 1962 roku, kiedy to w jej skromnych progach pojawiła się grupa sympatycznych chłopców z gitarami znanych jako The Beatles . Muzycy zagrali kilka własnych piosenek i covery. Usłyszeli od wydawców, że Decca Records nie są zainteresowani ich twórczością, muzyka gitarowa powoli wychodzi z obiegu, a The Beatles nie mają przyszłości w tym biznesie. Zabawne, prawda? CAŁE SZCZĘŚCIE. Wiemy już jak skończyła się historia The Beatles. Delia też świetnie sobie poradziła bez Decca Records, choć początkowo wydawało się, że skończy raczej jako pedagog.

Delia przy pracy w BBC

Przez kilka miesięcy pracowała w ONZ w Genewie udzielając lekcji fortepianu dzieciakom brytyjskiego konsula generalnego i ucząc matematyki kanadyjskich i południowoafrykańskich dyplomatów. Kilka zmian posady później, spotykamy ją już w BBC. Najpierw pracowała przy produkcji programów, w których krytycy muzyczni recenzowali utwory. Oni mówili, ona siedziała obok i zajmowała się odtwarzaniem właściwych fragmentów nagrań. Problem polegał na tym, że to, co dziś dzięki zdobyczom techniki wydaje się banalne, wówczas wymagało sporej wprawy.

Czysta magia

Jest listopad 1960 roku. Za dwa lata pojawią się plany pierwszego komputera mniejszego nie tylko od Gabinetu Owalnego, ale nawet od szafy gdańskiej. Będzie to jednak maszyna bardziej przydatna do obliczania parametrów lądowania Apollo 11 na księżycu niż instrument, na którym można by wykonać piosenki o robotach, kalkulatorach, czy autostradach. Delia słucha więc uwag krytyków muzycznych, na przykład "puść ten utwór od momentu, kiedy zaczynają grać na puzonach". Przygląda się uważnie winylowi, następnie kładzie czarny krążek na kręcącym się talerzu i opuszcza igłę dokładnie tam, gdzie sekcja dęta zaczyna grać omawiany przez dziennikarza fragment. To magia! - mawiają pracujący z nią radiowcy. W sierpniu 1962 roku przenosi się do BBC Radiophonic Workshop, studia zajmującego się takimi rzeczami jak komponowanie szeroko pojętej muzyki radiowej, filmowej, muzyki tła, muzyki ilustracyjnej i tym podobnych utworów. To w takich miejscach realizatorzy, reżyserzy dźwięku i kompozytorzy wymyślali, jak opowiedzieć dźwiękiem start samolotu, szum morza, ekscytację, smutek, bieganie albo podróż w czasie - wszystko po to, by audycje, słuchowiska i programy telewizyjne jeszcze silniej działały na wyobraźnię i emocje odbiorców. Czasem autorzy takich dźwiękowisk wykorzystywali nagrania przyniesione z terenu, tak zwane field recordings - zarejestrowane na taśmach magnetycznych odgłosy przyrody lub miasta. Czasem korzystając z najnowocześniejszych (jak na tamte czasy) urządzeń elektronicznych i eksperymentów polegającym na używaniu niezgodnie z przeznaczeniem pewnych przedmiotów parafrazowali dźwięki otoczenia. Udawali burzę gnąc blachę, naśladowali świerszcza przytykając mikrofon do lekko skrzypiących stalowych nożyc. Ograniczała ich tylko własna wyobraźnia. A Delia Derbyshire, jak się okazuje, miała wielką wyobraźnię. Jednym z pierwszych zadań, jakie zrealizowała, było przygotowanie wspólnie z kompozytorem Ronem Grainerem utworu tytułowego do nowego serialu science fiction przygotowywanego przez BBC. Tym serialem był dziś otaczany kultem Doktor Who .

Typowy Doktor Who

Blisko Daleków

Partytura przysłana przez Roberta Grainiera, mieszkającego wówczas w Portugalii australijskiego kompozytora, zajmowała jedną stronę maszynopisu. Delia skorzystała z odgłosów wydawanych przez dostępne w studiu BBC oscylatory i generatory szumu. Następnie, wykorzystując techniki używane przez twórców muzyki konkretnej, tnąc, sklejając, zapętlając dźwięki na taśmach i manipulując tempem odtwarzania, stworzyła utwór, który do dziś uznawany jest za jeden z najbardziej nowatorskich elektronicznych motywów przewodnich w historii telewizji. Co prawda, kiedy kompozytor usłyszał efekt jej pracy nie rozpoznał swojego dzieła - nie powinniśmy się mu jednak dziwić, w roku 1963 nie były to powszechnie używane brzmienia. Jeszcze dekadę wcześniej w muzyce popularnej dominowały instrumenty akustyczne, szczytem powojennej nowoczesności stały się elektryczne organy Hammonda oraz spopularyzowane w latach pięćdziesiątych elektryczne gitary. Pierwszy stworzony z myślą o masowym odbiorcy syntezator miał zostać zaprezentowany przez dr. Roberta Mooga dopiero cztery lata po premierze utworu Delii Derbyshire. Mimo że brytyjska twórczyni nie miała pod ręką komputerów i syntezatorów, wykreowała prawdziwie kosmiczny utwór. Odrealnione dźwięki niby-gitar, nawiedzonych organów, czegoś na kształt thereminu, wreszcie odgłosy przypominające posapywanie maszyn z innego wymiaru obiecywały dokładnie to, co na lata miało już kojarzyć się z postacią Doktora Who - przygodę, tajemnicę, przyszłość (i Daleków, nie zapominajmy o Dalekach).

 

Białe szumy

Dla Delii, podpisującej się niejednokrotnie jako Li De la Russe , kolejne lata oznaczały pracę nad muzyką do słuchowisk, programów telewizyjnych, spektakli teatralnych (na przykład do "Makbeta") i filmów - jak się domyślacie, głównie z gatunku science fiction. Już w 1966 roku, czyli wciąż rok przed prezentacją syntezatora Mooga i trzy lata przed tym, jak NASA wykorzystała dziesięć pionierskich komputerów osobistych Programma 101s do obliczeń przydatnych podczas misji Apollo 11, Delia wraz z kolegami założyła w Londynie organizację Unit Delta Plus, której rolą było popularyzowanie muzyki elektronicznej. Dwa lata później pojawił się pomysł założenia zespołu muzycznego White Noise . Jego członkami, obok Delii odpowiedzialnej za efekty elektroniczne, był drugi z założycieli Unit Delta Plus, Brian Hodgson oraz inżynier, wynalazca, wreszcie też basista David Vorhaus . White Noise, czyli biały szum, to to, co słyszymy w radiu, kiedy nie trafimy w częstotliwość, na której nadają określone radiostacje. Biały szum jako środek muzyczny zaczął być wykorzystywany świadomie i z premedytacją właśnie w XX wieku. Początkowo korzystali z niego głównie awangardowi kompozytorzy. Szokował, zadziwiał, zachwycał. Dzisiaj możecie go usłyszeć nawet w sympatycznych i niegroźnych popowych piosenkach. White Noise, zespół Delii Derbyshire i jej kolegów, uznany został za jeden z ważniejszych dla rozwoju elektronicznej muzyki. Ich pierwsza, wydana jeszcze w 1969 roku płyta "An Electric Storm" stanowiła przedziwną, niekiedy psychodeliczną mieszankę muzyki eksperymentalnej i całkiem sympatycznych piosenek, z których otwierająca krążek "Love without sound" potrafi wgryźć się w pamięć niczym robak.

 

Czy ja was nie zanudzam? Mam nadzieję, że nie. Pamiętacie ten moment, kiedy Decca Records nie przyjęła do pracy Delii i fakt, że ta sama wytwórnia nie podpisała kontraktu z The Beatles? To nie jest jedyna sytuacja, w której nazwisko naszej bohaterki pojawia się obok jednego z najważniejszych dla brytyjskiej popkultury zespołów muzycznych. Paul McCartney planował zaprosić Delię do współpracy nad utworem Yesterday .

 

Kiedy dziś słuchamy tej piosenki trudno uwierzyć, by było w niej miejsce dla zabawy z dźwiękiem uprawianej przez Derbyshire, ale warto zdać sobie sprawę, że Beatlesi, choć kojarzeni z nieco innym repertuarem, już w 1967 roku potrafili przygotować tak przedziwne, eksperymentalne kompozycje jak czternastominutowe Carnival of light . Z tego co wiemy, sir Paul już był w ogródku (dosłownie, bo znalazł adres artystki i przyjechał porozmawiać osobiście), już witał się z - za przeproszeniem - gąską, ale całość spełzła na niczym. Nieco inaczej miały się sprawy z Yoko Ono .

Nocowała wtedy u mnie. To było mniej więcej w czasie, kiedy poznała Johna Lennona. Uprawialiśmy wtedy nasze orgie na dywanie. O rany! Zrobiliśmy to, to niewiarygodne! No cóż, tak, Yoko nagrała swój film "Bottoms" a ja pomogłam stworzyć do niego ścieżkę dźwiękową, podobnie jak do krótszego filmiku, zapisu happeningu z lwami na Trafalgar Square.

Tak więc Delia - muzyk, matematyk i osoba, której zdarzało się uczestniczyć w orgii z Yoko Ono i Johnem Lennonem . Co jeszcze? A tak! Zainspirowała swą twórczością mnóstwo współczesnych artystów. Covery jej utworów grali Pink Floyd i The Orb . Była diablo inteligentna, pomysłowa, a jednocześnie z miejsca budziła sympatię. Na zdjęciach widzimy ją najczęściej uśmiechniętą, ale skupioną, ubraną raczej skromnie. Golf lub sweterek, prosta spódnica, albo mało wyzywająca sukienka, przepaska we włosach - tak została uwieczniona Delia, w taki sposób też jej wizerunek przeniknął do popkultury - na plakaty i koszulki.

Delia nad magnetofonem szpulowym, rok 1965

W połowie lat siedemdziesiątych Delia zniknęła ze świata muzyki. Jak wspominał jej kolega z zespołu, Brian Hodgson, miała symptomy depresji. Praca w BBC nie przynosiła jej żadnej satysfakcji, szczęścia nie dawały też realizowane prywatnie projekty. Wyniosła się z Londynu i zostawiła za sobą całe dotychczasowe życie artystyczne. Wyszła za mąż za chłopaka z ludu , czyli syna górnika, pracowała jako radiotelegrafistka w kompanii gazowej, potem w galerii sztuki, wreszcie w księgarni. Świat upomniał się o nią dopiero w 2000 roku. Choć sama twierdziła, że właściwie nie ma nic wspólnego ze współczesną tworzoną na komputerach muzyką elektroniczną, brytyjscy artyści młodego pokolenia zapewniali ją, że bez jej pomysłów i kreatywnych, pionierskich metod to nie byłoby to samo. Z niektórymi zaczęła nawet współpracować. Współprodukowała jeden z albumów kolektywu muzyków eksperymentalnych EAR (to ta sama grupa, w której skład wchodził na przykład Kevin Shields , muzyk z My Bloody Valentine , ręka do góry, kto kojarzy taki zespół?). Efektem tej kooperacji jest utwór Synchrondipity Machine .

Niestety, Delia nie miała zbyt wiele czasu, by nacieszyć się powrotem do studia. Zmarła z powodu niewydolności nerek w 2001 roku. Na strychu jej domu znaleziono 267 taśm i tysiące notatek . Ten potężny zbiór został powierzony specjalistom z manchesterskiego uniwersytetu. w 2007 roku niemal wszystkie taśmy zostały zdigitalizowane, żadnej póki co nie można legalnie upublicznić w związku ze sporem o prawa autorskie, wszystkich jednak można przesłuchać odwiedzając manchesterską bibliotekę im. Johna Rylanda.

Więcej o: