BMI - czy można ufać temu wskaźnikowi?

"Czy masz BMI w normie?" Liczymy i odpowiadamy na to pytanie pozytywnie, oddychając z ulgą, że nie musimy się martwić o nadwagę czy niedowagę. Albo odpowiadamy, że "nie" i zaczynamy ostro pracować nad dietą. A tymczasem wskaźnik ten może być mylący...

BMI jest podstawowym wskaźnikiem określającym czy masa ciała mieści się w normie czy też nie. Od lat jest wykorzystywany do szacowania procentowego udziału osób z otyłością i nadwagą w różnych państwach i społecznościach świata. Obliczenia nie są specjalnie skomplikowane - wystarczy człowieka zważyć i zmierzyć, podzielić jeden wynik przez kwadrat drugiego i umieścić na odpowiednim miejscu na wykresie. Oczywiście wyliczenia BMI i uśrednienie wyników na określoną społeczność dają pogląd na nieprawidłowości związane z masą ciała, ale klasyfikacja na podstawie samego BMI może być błędna. I często jest.

Na swoim blogu - Go Kaleo - pisała o tym amerykanka Amber Rogers, która postanowiła porzucić kanapowo-fastfoodowy styl życia i zadbać o siebie, o swoje ciało. Po wielu nieudanych próbach stosowania restrykcyjnych diet oraz suplementów mających ją cudownie odchudzić, zaczęła odżywiać się w zrównoważony sposób i regularnie trenować. W tej chwili Amber może pochwalić się piękną wysportowaną sylwetką, płaskim brzuchem i idealnie wyrzeźbionymi pośladkami. Z całą pewnością nie jest osobą, o której ktokolwiek powiedziałby, że ma nadwagę. Jednak wykresy BMI są bezlitosne i według nich właśnie tak jest. To śmieszne, jak sama pisze, jak dużym błędem obarczone jest to badanie. W przypadku Amber Rogers, ciało składa się głównie z tkanki mięśniowej i wody, zawartość tłuszczu jest niewielka, przypuszczalnie na poziomie dwudziestu procent. Tylko, że mięśnie są znacznie cięższe niż tłuszcz.

A przecież o nadwadze decyduje zbyt duża ilość tłuszczu, nie mięśni, a co za tym idzie - nie tylko wartość współczynnika BMI, ale również skład ciała.

Co ważne, nie brakuje osób, które według wykresów BMI mieszczą się w normie i sądzą, że nie mają powodów do zmartwień w tym zakresie, a w rzeczywistości mając nadwagę . Wynika to z podwyższonego udziału tłuszczu w stosunku do masy beztłuszczowej. Taki efekt może wystąpić w wyniku, bardzo często praktykowanego, nieprawidłowego odchudzania, kiedy organizm traci głównie wodę i mięśnie, a nie zapasy tłuszczu. Stosując głodówki albo diety cud - na przykład: "schudnij do wesela znajomych w dwa tygodnie" - nie pozbędziemy się tłuszczyku.

Współczynnika BMI nie należy jednak lekceważyć. Większość osób, które nie należą do grupy sportowców, a mają podwyższone BMI - w rzeczywiście mają nadwagę.

Policzcie swoje, jeśli macie ochotę:

Foch.plFoch.pl Fot. Foch.pl

Wynik mieszczący się w normie może wprowadzić w błąd - to najczęstszy przypadek, kiedy ten współczynnik okazuje się niemiarodajny. Znaczna część z nas mając prawidłową masę ciała, ma pod skórą zdecydowanie za dużo tkanki tłuszczowej.

Podczas jednego ze swoich badań zmierzyłam zarówno BMI, jak i skład masy ciała u dwudziestu pięciu osób - czternastu kobiet i jedenastu mężczyzn. Wśród mężczyzn zbyt wysoki poziom tłuszczu miało sześciu i wszyscy jednocześnie mieli BMI powyżej 25 (norma jest do 24,5). Gorzej sprawa miała się u kobiet, wśród których zbyt dużo tłuszczu miało jedenaście (z czego siedem jednocześnie miało BMI w normie).

Warto zatem zbadać skład ciała . Można to zrobić podczas prostego badania, które polega na przyłożeniu w odpowiednie miejsca elektrod i zmierzeniu przepuszczalności tkanek na podstawie ich przewodnictwa fali prądu. Wiem, że "elektrody", "podłączanie", "fala prądu" mogą brzmieć nieco zniechęcająco, ale badanie jest zupełnie bezbolesne, w zasadzie nie czuć kompletnie nic, a sam pomiar trwa około minuty.

Dzięki temu prostemu zabiegowi można dowiedzieć się, jaki jest stosunek tłuszczu do beztłuszczowej masy ciała (składają się na nią woda, mięśnie i kości). Zaczyna się moda na robienie takich pomiarów, więc jest bardzo dużo urządzeń, dzięki którym można ich dokonać. Jednak wiele z nich jest średnio dokładnych. Na przykład waga łazienkowa, która ma funkcję "analizy" składu ciała, w rzeczywistości bada tylko tam, gdzie sięga fala elektryczna, czyli mniej więcej od pasa w dół. Oznacza to, że osoba u której nadmiar kilogramów gromadzi się w okolicach brzucha (co jest najgorsze dla zdrowia) zbada się w ten sposób otrzyma zupełnie przekłamany i bezwartościowy wynik. Dowie się, że w zasadzie wszystko jest w normie. Podobnie sprawa ma się z analizatorami, do których trzeba przyłożyć obie dłonie - zmierzą zawartość tłuszczu tylko w górnej połowie ciała.

W gabinetach lekarskich i dietetycznych stosuje się analizatory mające cztery elektrody, z których dwie przykleja się do dłoni, dwie do górnej części stopy. W ten sposób można zbadać skład całego ciała. Dobrze wiedzieć, że daje to możliwość określenia nie tylko tego czy mamy/nie mamy problemu z nadwagą, ale dość dokładnego wyznaczenia potrzeb energetycznych.

Badanie polecam każdemu, kto dba o swoje ciało, odchudza się, czy cierpi na jakąkolwiek chorobę metaboliczną (zbyt duża ilość tkanki tłuszczowej jest często jedną z podstawowych przyczyn). Warto się do niego przygotować, bo wynik może być zaburzony, jeśli będziesz jeść przed badaniem (sześć godzin przed warto się od tego powstrzymać), pić kawę, herbatę lub alkohol - z tego ostatniego należy zrezygnować dobę wcześniej.

Analiza składu ciała w wykorzystaniem metody bioimpedancji (bo tak się ona profesjonalnie nazywa) nie jest dla osób, które mają rozrusznik serca, protezy lub implanty - podczas badania, prąd o niskim stężeniu jest przewodzony przez ciało, co może zakłócić pracę narządów wewnętrznych. Nie wykonuje się go u kobiet w ciąży i podczas miesiączki oraz u osób z rozległymi oparzeniami, głównie ze względu na brak możliwości uzyskania powtarzalnych i wiarygodnych wyników.

Dla wszystkich pozostałych badanie jest zupełnie bezpieczne i jak wspominałam bezbolesne, a profesjonalne analizatory pozwalają na pomiar składu ciała już u pięcioletnich dzieci. W czasach, kiedy co trzeci nastolatek ma nadwagę może warto skorzystać także z tej możliwości, żeby nie pozwolić problemowi się rozwinąć?

Więcej o: