Przeróbmy to jeszcze raz - covery dobre, złe i brzydkie

Człowiek podobno lubi tylko te piosenki, które już zna. Miałam zupełnie inne odczucia, gdy w pewnej knajpie przez trzy godziny raczono nas zacnymi klasykami przerobionymi na słaby swing. Koleżanka westchnęła, zirytowana: - Nie ma czegoś takiego, jak dobry cover. Ej, bez przesady. Rzuciliśmy się z odsieczą. W końcu przyznała nam rację, a w dyskusji wyłoniło się kilka ciekawych kategorii.

Zanim przejdę do ich prezentacji, parę słów wstępu. U zarania rock'n'rolla nagrywanie coverów było normą. Na pierwszej płycie The Beatles tylko osiem z 14 utworów to kompozycje spółki Lennon&McCartney. I tak sporo, bo z kolei debiutancka płyta The Rolling Stones zawiera 1, słownie jedną piosenkę autorstwa duetu Jagger&Richards. W końcu wszyscy uwierzyli w swoje talenty i zaczęli sami tworzyć, ale covery nigdy nie zniknęły, bo przecież co złego w próbie nadania cudzemu dziełu własnego charakteru? Dziś Beck nagrywa z przyjaciółmi całe płyty swoich ulubionych artystów , a w studiu BBC Radio 1's Live Lounge modni muzycy zawsze proszeni są o zagranie czyjegoś kawałka.

 

Maluczcy zadowalają się zawodzeniem w barach karaoke. Swoją drogą, słowo "cover" w zasadzie nie ma swojego dobrego polskiego odpowiednika (może "przeróbka", ale brzmi to jakoś tak chałupniczo), a jako czasownik oznacza coś przykrywać czy nakładać. Czyli po prostu artyści nakładają swoją gębę na czyjeś flaki. Nic dziwnego, że niektóre covery są jak potwór Frankensteina. Na szczęście nie wszystkie.

Gitarowe wersje popowych hiciorów

Mam tak, że nawet najbardziej miałkie syntetyczne pioseneczki wydają mi się znośniejsze, gdy ktoś je zagra na gitarze. Co dopiero te popowe klasyki, które są dobre już w oryginale. Jak nic jakieś zboczenie. Proszę mi wybaczyć.

 
 
 
 

Popowe przeróbki gitarowych klasyków

Tu bywa różnie. Czasem na bazie powszechnie znanego i poważanego oryginału powstaje praktycznie nowy utwór, choć równie frapujący. Kiedy indziej autorzy coveru podchodzą do swojego wzoru z pietyzmem, zadowalając się wprowadzeniem drobnych zmian. Czasem ktoś po prostu zmasakruje twój ulubiony kawałek. Innym razem dostajemy Britney wijącą się wokół motoru.

 
 
 
 

Popowe covery popowych piosenek

Niby nic specjalnego, ale miły przerywnik.

 

Covery świątecznych hitów

Samymi wersjami "White Christmas" i "Last Christmas" można zapchać 10-płytową świąteczną składankę z telezakupów.

 
 
 
 

Covery dla beki

Jedne miały być śmieszne a nie są, inne powstały na serio, a bawią do łez.

 
 
 
 

Covery, w których artyści kaleczą obce języki (za to jak pięknie...)

Buondżornou. Ti amou.

 
 

Covery lepsze od oryginału

Wytłumaczę się tylko z pierwszej pozycji, bo reszta moim zdaniem nie podlega dyskusji. Sorry, psychofanki Davida Bowie , ale akurat piosenka "The Man Who Sold The World" zdecydowanie zyskała odarta z glam rockowych fatałaszków.

 
 

Cover? Serio, to cover?

Niektóre piosenki w konkretnym wykonaniu tak głęboko zakorzeniły się w zbiorowej świadomości, że umyka nam fakt, że dawno, dawno temu wylansował je zupełnie inny artysta. I dobrze. Bądźmy szczerzy. Jaki Lionel Richie? Mike Patton i Faith No More, li i jedynie. Droga Dolly Parton, I will always love you, ale wersję Whitney pokochały miliony i teraz to z nią się ona kojarzy. Kto dziś wie, kim był niejaki Robert Hazard, skoro to z ust Cyndi Lauper cały świat usłyszał, że dziewczyny po prostu chcą się zabawić? Prince'a wielbię bałwochwalczo, ale dla ogółu nic nie równa się z wersją Sinéad O'Connor. Z kolei "A Message to You, Rudy" to dla mnie tylko The Specials, koniec, kropka.

 
 
 
 
 

Cover totalny

W tej kategorii jest miejsce na tylko jedną pozycję: "Tainted Love" . W latach 60 był to jedyny hit Glorii Jones , która poźniej została żoną Marca Bolana z T-Rex, a jeszcze później nieszczęśliwie spowodowała wypadek, w którym wokalista zginął. Ostatnio pojawiła się w wyśmienitym, nagrodzonym Nagrodą Akademii dokumencie "O krok od sławy" , o dziewczynach z chórków największych gwiazd rocka. Jednak to nie jej wersję "Tainted Love" kochamy i od lat bezlitośnie katujemy na domówkach, zwłaszcza nad ranem. Co byśmy zrobili bez Marca Almonda...

To właśnie sukces wersji Soft Cell sprawił, że piosenkę brali na warsztat kolejni wykonawcy, dostarczając rozrywki następnym pokoleniom dzieciaków.

 
 

Wymienione przeze mnie piosenki i kategorie stanowią jedynie ułamek ogromnej całości. Mamy przecież utwory, których dobry cover jeszcze nie powstał, choć wielu próbowało (pokażcie mi porządny wykon "Dziwny jest ten świat" , a normalnie was ozłocę, tylko proszę mi tu bez Kasi Kowalskiej). Są wersje symfoniczne kawałków metalowych. Jest cały nurt polskich coverów przebojów z byłej Jugosławii. Co z hip-hopem i pochodnymi? Tutaj granica między coverem i wykorzystaniem sampla czy motywu przewodniego jest dość niejasna.

A jakie są wasze ulubione covery? I te najbardziej znienawidzone? Piszcie, może stworzymy nowe kategorie. A może po prostu wszyscy poznamy więcej nowej-starej muzyki.

Dopisek RedNacz: nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła trzech groszy do takiego tematu. Oto krótka playlista z kilkoma moimi ulubionymi coverami. Wybory oczywiste (i te mniej oczywiste też). Naści!

Więcej o: