Jasna strona księżyca, czyli dlaczego warto mieć dzieci

Rodzicielstwo to trudny zawód. Na szczęście, poza znojem i cierpieniem, posiadanie dzieci niesie ze sobą odrobinę radości, przyjemności i korzyści. Gdyby nie one, ludzkość z pewnością by już wyginęła.

Stając się rodzicami podejmujemy się trudnego, kłopotliwego, odpowiedzialnego i cholernie męczącego zadania. I to na całe życie. Mało tego, że sama opieka nad potomstwem jest wyczerpująca, to jeszcze sposób, w jaki się dziećmi zajmujemy bezustannie podlega ocenie. Nasze rodzicielstwo oceniają wszyscy dookoła . Wielu spośród nich raczy rodziców krytycznymi uwagami lub złotymi radami. Znój, pot, łzy i nerwy - owszem, można widzieć to w ten sposób. Ale to nie tak. Posiadanie dzieci ma jasne strony. Naprawdę. Oto kilka z nich.

Miewałam w domu rybki akwariowe, ale wodny świat nigdy nie intrygował mnie na tyle, żeby spędzać czas gapiąc się w życie za szklaną szybką. Natomiast znam ludzi, którzy tak robią. Nie rozumiałam ich, aż do czasu, kiedy zaczęłam w taki sam sposób przyglądać się dzieciom.

Obserwacja rozwoju dziecka jest absolutnie fascynująca . Począwszy od tego, jak w pierwszych chwilach po narodzinach szuka piersi matki, poprzez pierwsze nieprzytomne spojrzenia, późniejsze, już bardziej rozumne, powiększający się zakres ruchów i opanowanych pozycji, ewolucję niezgrabnych prób chwytania do zręcznego trzymania przedmiotów, wydawanie dźwięków, formowanie z nich pierwszych (tak jakby) wyrazów, pierwsze kroki, pierwsze publiczne występy w domu lub przedszkolu, i tak dalej, i tak dalej, aż do chwili, kiedy dziecko przestanie być dzieckiem.

Dzieci są piękne . Jest coś niesamowicie pociągającego i rozczulającego w proporcjach ich puciatych twarzyczek, w ogromnych, szeroko otwartych wyrazistych oczach. Oraz w fałdkach na rączkach i nóżkach. A już najpiękniej wyglądają... śpiące dzieci! Będąc rodzicem masz to piękno na wyciągnięcie ręki niemal przez całą dobę. I możesz sobie patrzeć, dotykać, całować i wzruszać się widokiem. Oczywiście, są na świecie inne piękne rzeczy poza dziećmi, ale dzieci są jakby łatwiej osiągalne od... (tu możecie wpisać coś pięknego, co chcieli byście mieć pod ręką, ale z rozmaitych powodów nie możecie).

Śmiech dziecka . Jest zaraźliwy oraz uzależniający. Warto zrobić naprawdę wiele (głupio wyglądających z zewnątrz rzeczy), aby dziecko się roześmiało. Śmiech dziecka poprawia nastrój. Oraz uspakaja zszargane rodzicielskie nerwy. A świadomość, że daliśmy powód do śmiechu jest bardzo satysfakcjonująca.

Dzieci są bardzo wdzięcznym tematem zdjęć oraz filmików . Jeżeli dotąd cierpieliście na brak tematów lub zwykłe lenistwo powstrzymywało was przed chwyceniem aparatu fotograficznego i rozwijaniem swoich talentów za obiektywem, dzieci niewątpliwie was zmobilizują. A kto wie, jak rozwinie się wasza kariera jako fotografów dziecięcych?

Dzięki dzieciom rodzice spędzają aktywnie dużo czasu na świeżym powietrzu , co jest niewątpliwie korzystne dla zdrowia. Najpierw są spacery z wózkiem lub z chustą. Całkiem sporo spacerów, jeśli niemowlę zasypia jedynie bujane w wózku bądź w chuście... Później są wyprawy na plac zabaw, spacery, wycieczki. A wycieczki z dzieckiem w nosidle wspaniale rozwijają kondycję fizyczną. Im starsze dziecko, tym bardziej wyrafinowane są formy aktywności na zewnątrz: jazda na rowerze, rolkach, łyżwach, nartach, gra w piłkę, w tenisa i tak dalej.

Przy dzieciach wzrasta kreatywność rodziców . Czasem przecież trzeba organizować dzieciom czas w domu. A ponieważ najprostsze zabawki i zabawy zawsze są najlepsze, będziecie kombinować (z pomocą internetów zapewne), co można zrobić z plastikowej butelki, jak wykonać domowej roboty ciastolinę, miniaturowy układ słoneczny, ręcznie wykonywane dekoracje i prezenty na specjalne okazje. Prawdopodobnie dowiecie się, że w dzisiejszych czasach istnieją kolorowe samoprzylepne papiery oraz kolorowe brokatowe papiery i zobaczycie, ile fajnych rzeczy można zrobić z papierowego talerzyka (ptaszka, motylka, rybkę, biedronkę, kwiatek, czapkę na głowę, maskę na twarz).

Dzieci zmuszą was do zdobywania nowych wiadomości bądź odkurzania tych już posiadanych . Ile razy obiecywaliście sobie, że będziecie zaglądać do Encyklopedia Britanica? Teraz nie ma odwrotu - odkurzycie zalegające na półkach tomy, bo bez nich nie odeprzecie ataku pytań: "a co to jest?", "a dlaczego?", "a po co?". Prawdopodobnie, zanim wasze dzieci pójdą do szkoły, wy zdążycie zaopatrzyć się w podręczniki do chemii, fizyki, biologii, a z czasem też geografii i historii. Przy okazji - wiecie co to jest ciecz nienewtonowska? Polecam uwadze i... wesołej zabawy wam życzę. Tak, wam - dorosłym.

Powiedzmy sobie szczerze, są takie zabawki, które kupujecie dzieciom, bo sami o nich marzyliście w dzieciństwie . Są też takie zabawki, których nie było, kiedy byliśmy mali, ale są teraz. I są absolutnie fantastyczne. I tak się przypadkiem składa, że wasze dzieci je mają. A mają je po to, żebyście wy mogli się nimi pobawić.

Żeby plusy nie przysłoniły ci innych plusówŻeby plusy nie przysłoniły ci innych plusów Żeby plusy nie przysłoniły ci innych plusów Żeby plusy nie przysłoniły ci innych plusów

Dzieci są świetnym wytłumaczeniem , kiedy się spóźniacie lub chcecie już skądś wyjść (ze spotkania, nudnego rodzinnego obiadu, czy kiepskiej imprezy). Ile to razy swój brak punktualności tłumaczyliście tym, że dziecko wylało na was kaszkę i musieliście się przebierać, czy że wykonało nadprogramową kupę i trzeba było zmienić pieluchę? Ile razy mówiliście, że musicie już wracać do domu, żeby zdążyć na kąpiel, poczytać książeczkę na dobranoc... A ile razy nie mogliście się pojawić tam, gdzie bardzo nie chcieliście się pojawiać, bo "dziecko właśnie zachorowało"? I wiecie, że jeśli odpowiedzialność przerzucicie na dziecko, to nikt się nie obrazi, lub nie wyciągnie konsekwencji, prawda?

Być może jest jeszcze parę korzyści z posiadania dzieci, które w tej chwili nie przychodzą mi do głowy. Liczę, że w komentarzach dodacie coś od siebie. Myślę sobie jednak, że jest jedna zasadnicza korzyść z posiadania dzieci. Jest to korzyść bardzo niewymierna, niepraktyczna, nieco cukierkowa (no dobrze, jest tak cukierkowa, ze aż mdli) i trudno ja opisać tak, aby nie napisać wytartego frazesu. W ogóle trudno ja opisać, bo to coś, co się czuje, ale dokładnie nie wiadomo czym to coś jest. A może wiadomo? Pewnie są to jakieś zmiany w mózgu, które zachodzą pod wpływem hormonów. W końcu rodzice (a szczególnie matki) mają przeprane mózgi.

Chodzi mi o to, że posiadanie dziecka jest samo w sobie rodzajem masochistycznego szczęścia i poczucia spełnienia . Jest radością i bezdennym zdziwieniem, kiedy widzisz kręcącą się obok ciebie miniaturę człowieka i zadajesz sobie pytanie: "To moje?!". A później z satysfakcją, dumą i wzruszeniem odpowiadasz: "Tak, to moje! Naprawdę moje."

Mały człowiek, którym się opiekujesz i któremu pokazujesz świat - oto korzyść sama w sobie.

Więcej o: