Przeczytałam kiedyś w jakiejś gazecie tekst o cesarkach. Ambitny, ze statystykami i z mocną tezą. Polki boją się bólu. Ot i cała przyczyna. Myślę, że problem jest bardziej skomplikowany. Kobiety boją się bólu? Pewnie tak. Ja myślę, że bardziej się boją porodu. Nie w ogóle, lecz w polskim szpitalu.
Ja np. się boję. Moja mama z powodu błędu lekarskiego straciła 35 lat temu pierwsze dziecko - lekarz kazał jej rodzić naturalnie dziecko było owinięte pępowiną, udusiło się, choć mama wiedziała, że coś jest nie tak, bezskutecznie prosiła o pomoc. Drugie też jej kazali rodzić naturalnie, choć (to akurat byłam ja) ważyło 5200 i było w rozmiarze 68. Jakoś wypchnęła, ale przeszła przez zapaść i o mało nie zeszła z tego świata.
Minęło 35 lat.
Wszystko jest ciągle uznaniowe, procedury - procedurami, a ryzyko ponosisz ty. Nie będę przytaczać historii mniej i bardziej znanych - te z mediów to wierzchołek góry lodowej. Codzienność szpitalna bywa ponura - wystarczy zasięgnąć języka wśród matek, które mają za sobą te doświadczenia. Długo szukać nie trzeba.
Nie jestem w stanie zaryzykować tego, co jest dla mnie najważniejsze. A może się uda? Może trafię na fajny oddział, wyspanego lekarza, ludzkie położne. Pewnie często tak jest.
Ale ja chcę mieć pewność - ktoś mi ją zagwarantuje?
Jakie są dane dotyczące niedotlenienia podczas porodu? Zerwania nerwu barkowego u noworodków nieudolnie wyciąganych z dróg rodnych? (z tego, co wiem, Polska jest w czołówce).
To, czego się rzeczywiście BOJĘ, to sytuacja, gdy zamroczona bólem nie mogę SKUTECZNIE EGZEKWOWAĆ swoich praw, zdana na instytucję, której w istocie rzeczy nie ufam. Nie, nie ufam polskiej służbie zdrowia i nie chcę ryzykować, nawet jeśli to ryzyko jest niewielkie. Ktoś pewnie powie, że to nielogiczne, bo w przypadku zabiegu operacyjnego "zdaję się" jeszcze bardziej. To prawda, ale wychodzę z założenia, że w takiej sytuacji ryzyko dotyczy przede wszystkim mojej osoby, a w mniejszym stopniu - dziecka. Jemu chcę zapewnić maksimum szans na przeżycie i robię to tak, jak potrafię. Walczę o cesarkę.
Justyna Prus-Wojciechowska
* Justyna Prus-Wojciechowska - była korespondentką "Rzeczpospolitej" w Moskwie, obecnie w Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia . Ogólnie rzecz biorąc - od dłuższego czasu nie jest w stanie wydostać się z matni spraw polsko-wschodnich.