A jeśli przyjdzie dzisiaj do mnie bachor przebrany za upiora?

Wywiesić na drzwiach ucięty łeb kozła czy zainwestować w amulety odstraszające? Jak zniechęcić okoliczną smarkaterię, czcicieli podejrzanych świąt zza oceanu (tfu!) przed napastowaniem naszego domostwa i próbami wyłudzenia cukru?

Od lat nie odwiedzają mnie dzieci przebrane za wiedźmy, diabły, księży, trzech króli i inne demoniszcza, ubolewam więc, że nie mogę liczyć na żaden poważny spór natury teistycznej, czy ontologicznej. Stan pełnej izolacji od nawiedzonych karłów uzyskałam poprzez zaminowanie podblocza, instalację kadzi z wrzącą smołą i wyposażenie dzieci własnych w MP5 z laserowym celownikiem. Z ręką na sercu mogę więc polecić tę metodę wszystkim potrzebującym.

Zrzut ekranu Fronda.plZrzut ekranu Fronda.pl Zrzut ekranu Fronda.pl Zrzut ekranu Fronda.pl

Gdyby jednak jakaś zaraza wymagająca oświecenia przedarła się do naszego Kompleksu mam w zanadrzu kilka prostych technik nawracania:

-kołek z osiki w serce

-zatrute jabłko

-podręczny stos i zapas zapałek

(Mam też "Dzieła Zebrane" Hegla na szczególnie zajadłe demony i upiory. Broń ostateczna.)

A gdyby tzw. dzieci chciały cukierków to mam psikus. Cukierkowe wydanie "Przeciw poganom" . W twardej oprawie - dobrze grzmoci.

W kuchni zawsze trzymamy też na wszelki wypadek klingoński batlet - mówimy na niego: Słowo boże. Zawsze, gdy przychodzi Halloween Słowo chce się wyrwać, zaśpiewać pieśń radosną. Kyrie eleison, czy jakoś tak to szło - mamy o tym listę na Spotify. Z tyłu szafki trzymamy też podręczną Wunderwaffe - czekoladki z Niemiec. Upiorem w upiora! Niech im bozia da wzrostu wszerz, niech utyją i sczezną, poznawszy co to życie w cierpieniu i poniżeniu

.

(kropa nienawiści)

Można też dać im seler i jaglankę, ale to opcja dla prawdziwych hardkorowców. Nie róbcie tego w domu!

Tekst powstał dzięki ingerencji ducha (nie)świętego.

fot. KNfot. KN fot. KN fot. KN

Więcej o: