Tu jest Polska, tak k^%$a, tu! Nietypowa antologia poezji [Uwaga! Wulgarne słownictwo!]

O tym, że w szkołach dzieci doświadczają najróżniejszych aktów przemocy wiadomo nie od dziś. Największym tabu objęta jest zaś sfera przemocy lirycznej. Zła poezja boli przez całe życie. Zło więc jeszcze większym złem czas zwyciężyć!

Różne się przypałętują wiersze, dzieci zaś bywają zmuszane do wkuwania ich na pamięć. Patologiczna sytacja przenosi sie często także na rodziców, którzy pod przymusem nauczycielskiej opinii zostają wprzęgnięci w tryby machiny zła. Nie dalej jak wczoraj rano jedna ze znajomych zdradziła skrycie, iż jej dziecko zostało skrzywdzone złą poezją. Musiało wykuć na pamięć dramatyczny wiersz o prawdziwej, zdrowej, polskiej rodzinie. Arcydzieło liryki częstochowskiej, prawdziwy pomnik rodzinnego rymopisarstwa, pióra użalającej się nad każdym żywym stworzonkiem nauczycielki nauczania początkowego wstrząsnął całym domowym ekosystemem. Posłuchajcie sami, jeśliście odważni:

Moja rodzinka jest odlotowa.

Tata to całej rodziny głowa,

co ma czasami nietęgą minę,

bo utrzymywać musi rodzinę.

Skarbem i dobrym duchem jest mama,

co się uwija w domu od rana.

Robi zakupy, piecze, gotuje

i wokół wszystko uporządkuje.

Dziadek to taka mądra jest głowa,

która historie ubiera w słowa.

Babcia natomiast ma złote serce

- czy na kłopoty potrzeba więcej?

Retoryczne pytanie zamykające ten wiersz pozostawiło nas wstrząśniętymi, ale nie zmieszanymi. Całość zaś stała się na tyle inspirująca, że w ogólnopolskim gronie (mocno podejrzanym i patologicznym) stworzyliśmy własną antologię wierszy o modelowych polskich rodzinach. Jeden z autorów, których poezja wchodzi w skład tego nietypowego tomiku wierszy, niejaki Robert Popielecki (łódzki zwyrol, bezrobotny filozof i łachmyta) zaproponował godne wprowadzenie w klimat, jeśli przeżyjecie ten czterowiersz, przeżyjecie też resztę. Ku chwale zdrowej komórki rodzinnej! Pod banderą Bachora! Ku prawdzie i dobru rymem pisanemu marsz!

Dużo poezji i dużo dobra

Chociaż to głównie o patologiach

Trupy, fekalia, kapusta w cieście

Tylko się weźcie i nie powieście

Część rzeczy z jawy, a część ze snu

I tu jest Polska - tak, kurwa, tu!

OSIEDLOWA EPOPEJA PIÓRA REDAKTOR FRAGLES

"Alternatywni 4"

Moja rodzinka jest jakaś inna

Mama jest w pracy, a nie powinna

Wciąż niewyspana i zamyślona

Zamawia żarcie od Faraona

Tata jest w domu, klepie w komputer

Wywala brudne naczynia butem

Dziadek wciąż dziwki ogląda w necie

Babcia już dawno na tamtym świecie

Ciocia lesbijka złamane ma serce

- czy na kłopoty potrzeba więcej?

Wujek pedofil siedzi w więzieniu

Nosimy mu czasem dragi w jedzeniu

Kuzynka zarabia w show-up.tv

Jej mąż sprzedaje na lewo psy

Pradziadek Alfred w kółko nas bije

Dlatego mamy wciąż sine ryje

Asia jest głupia, bo nieochrzczona

Boba lubimy, ma tatę Thoma

Niestety mama na imię ma Johan

Więc Bob w poduszkę po nocy szlocha

A starsza pani od katechezy

W jego wyznania wiary nie wierzy...

"Typowi Nicnieznaczni"

Moja babcia zdolna pani

Wciąż żongluje gazetkami

Gania dziadka po Biedronkach

"Kup tam mąki, tania mąka!"

Dziadek starą jest cholerą

Ciągle słyszy, że zeń zero

Ale nikt jak on nie umie

Wypić wódki stojąc w tłumie

Ojciec smętną jest pierdołą

Gardzi pracą, gardzi szkołą

Siostra małą jest idiotką

Co się tylko śmieje słodko

Ale ona ma fach w buzi

Jest w call-center, mami ludzi

Moja mama to kocmołuch

Życie swe zamknęła w domu

Kiedyś miała chęci wiele

Dzisiaj jej świat to świat ścierek

"Swing z sutereny"

Mama robi tu obiady

Kotlet ziemniak i kapusta

Dużo skrobi, dużo schabu

Tata lubi jak jest tłusto

Tata to jest dzielny gieroj

Bo pracuje w punkcie ksero

Po godzinach zaś z kolegą

Lubią szwendać się pod Legią

Wymachują sztachetami

Patrzą gdzie zadyma trwa

Ach ten tato z kolegami

To sportowcy na sto dwa!

Moja siostra to szafiarka

I blogerka, bikiniarka

Występować w majtkach lubi

Marzy by być jak ta Rubik

Mój braciszek dziwny koleś

Siedzieć lubi długo w szkole

Z kolegami po piwnicy

Tak majstrują, aż tam kwiczy

Oto moja Polska mała:

Mama, tata, siostra, brat

A ja w beczce siedzę cała

Bo becikowego brak.

"Zaradni spod dwunastki"

Ziomy są w szoku, gdy z mojo szmulo

Nawija razem jej praojczulo

Składają wersy i kleją bity,

Mama da propsy dla całej ekipy

Babcia nocami robi nam wrzuty

Panele, wagony i takie buty

A sąsiad z okna obcina ludzi

Wie co jest dobre i rąk nie brudzi.

Stary diluje pod gimbów bazą

Psy z takim menciem se nie poradzą

Nasza rodzina jest całkiem wporzo,

Żadne kryzysy nam nie zagrożą

"BezRodzinna"

Nie mam mężusia, nikt mnie nie kocha

W pracy szef mówi do mnie "wynocha"

Nie mam tatusia, znam dawcę nasienia

I surogatkę od donoszenia.

Mój starszy brachol jest prostytutką

Nosi perukę i kieckę krótką

Nie muszę się tutaj za niego wstydzić

Gwałcą go w Moskwie bogaci Żydzi

W mojej lodówce smutek i pustka

Na szczęście wiem, że to wina Tuska

Lepszego życia chcę od początku

Więc przystępuję do różnych związków

Raz zawodowe, raz zaś partnerskie

I wiodę swe życie smutne, penerskie.

SZPAK PATOLOGICZNY W WERSJI POLSKIEJ

Moja mama jest jebnięta

Nie gotuje nawet w święta

Kiedyś stary się poskarżył

Dostał bułkę - weź się nażryj!

Jebnął jej więc raz i drugi

Ale w sumie to ją lubi

Mówi, że bez takiej suki

Błąkałby się jak kto gupi.

Się kochają moi starzy

Nawet jak się złe im zdarzy:

Trzecie dziecko, bezrobocie

Albo długów całe krocie

A jak siorę mą sprzedali

To płakali i płakali.

"Rodzina jesienna"

Mamcia znów się dzisiaj wiesza

Choć próbuję, choć pocieszam,

Twardo stoi pod prysznicem

Krzycząc: na chuj mi to życie!

Po chuj mi ten mąż i wy

Skrobać było wszystkie trzy!

Stary już się nie odzywa,

Tylko głową wolno kiwa:

- Weź się powieś raz a dobrze

A nie kurwa thrill jak w Kobrze

Zamiast takim być mazgajem

Się do chuja w końcu zajeb.

Mamcia na to w płacz i w łzy:

Już nie kochasz mnie, ty zły?!

Pogotowia mi nie wezwiesz

Tylko patrzysz, aż nie szczeznę?

Chuju, pizdo, kurwi synu!

Zaraz wezmę się do czynu.

I tak nam przemija środa

Jutro rano będzie zgoda

Przyjdzie do nas wujek diler

I umili im złe chwile.

Dobry kompot ich ukoi,

Może mnie nie będą gnoić.

SZPAK GODO NIBY HANYS

U nos w doma rzondzi oma

Ino oma renta mo

Jak nom niy do, biyda w doma,

Oma cołko władza mo.

Godo mama - dejcie oma,

Bajtle głodne, biyda, no...

W bajtlik wejrzy chytrze oma

I czasami coś ji do.

Potym cołki dziyń jest zło.

TYPOWY POPIELECKI ŚLE POZDROWIENIA Z TYPOWEJ ŁODZI

"Pocztówka pierwsza: spod szóstki"

Ojciec leży na klatówie

Kumple jakoś go minęli

Mama gdera coś o stówie

Niby wczoraj jej zwinęli

Mam tu miękkie malborasy

Oraz dwa i pół Harnasia

Dziś dam radę, no a jutro

Może dyszkę da mi Basia

Przecież się nie będę kurwa

Turlał gdzieś po korpo jakichś

Za pięć zeta na godzinę

Moje imię coś tu znaczy

Weź zapytaj choćby Włodka

To ci powie w oczy prosto

"Ten spod szóstki? No, to kozak

Jak już tańczy to na ostro!"

"Pocztówka druga: polonista"

Lekcje robię w kącie kuchni

Tata wraca. Mama: "Chuchnij!"

Siostra macha szminką nową

W wieczór średnią ma krajową

Starszy brat podjechał mesiem

Syren głos się za nim niesie

Plazma, CD - wszystko znika

Przed wizytą komornika

A ja w dupie mam to wszystko

Bo chcę zostać polonistą.

"Pocztówka trzecia: spotkanie"

Buchnąć, sprzedać, ruskie fajki,

Druhnę puknąć na weselu

"Auto bite?", "Nieee, nóweczka!"

"Balcerowicz, oż ty cwelu!"

Opierdolić gdzieś hambaksa

Potem "Lodowej" małpeczkę

"To co, w tango?". "Nie, bo muszę

Do rodziny na chwileczkę"

J - BED MÓWI JAK JEST

Mój ojciec zbiera rupiecie stare,

Brat miał za żonę straszną poczwarę,

Szczęśliwie rozwiódł się w zeszłym roku;

Kuzyn odsiedział kawał wyroku,

A ciotka pije i już nie wstaje.

Takie w rodzinie mojej zwyczaje.

ZŁY WOJTEK TEŻ MÓWI JAK JEST

Ojciec mój w korpokieracie ciągle coś robi

Mama wózkiem jeździ po hali w Obi

Babcia zbiera puszki po hasiokach przy bloku

Dziadek zaciukał swego kuzyna w pijackim amoku

Kibluje teraz w puszcze bo sanki dostał

Tylko Provident z długiem po nim się ostał.

"Ballada o genderowym Jasiu"

Zgenderowany Jasiu na Pradzie mieszka

Ciężkie ma życie ten nasz koleżka

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej ateistycznej, pierwszej czytanki

A gdy ze szkoły do domu wraca

Dostaje wpierdol, to nasza praca.

Moja rodzina jest bardzo fajna

Mama, nasamprzód, to stara panna

Do taty mówię "Wujaszku drogi"

Choć mamie ciągle przyprawia rogi.

Nic to dziwnego, bo każdej pannie

Podoba się facet w czarnej sutannie.

M.G. NAWIJA

Nie zapomnijmy też o dzieciątkach

Które staraniem mamy i taty

Licznie zjawiają się na tym świecie,

By uczestniczyć w świętych obrządkach.

Jakich obrządkach? Jak to, nie wiecie?

Rodzina biedna. Kościół bogaty.

WU.J I JEGO KOŁYSANKA EUROSIEROTY

Ojca to nie znam, pracuje w Szkocji

Matka pomaga w obsłudze promocji

Późno wracając z supermarketu

Gdy woła kierownik: pójdź no ino tu!

I zwykle wtedy dostaje premię

Choć babcia mówi że jest głupim leniem

Dziadek nie mówi nic już wcale

Bo go żrą w piachu tłuste robale

To babci słowa, tak narzekała

Gdy mu w ogródku grób wykopała

Bo dziadek umarł przez awantury

Ale wciąż bierze emerytury

ZU.O I NOWE OBLICZE MURZYNKA BAMBO

U nas w klasie jest Murzynek

Głupi trochę, ale skoczny

Czarni przecież dobrze tańczą

i świetni są w sporcie

W trzeciej be jest Chińczyk, Li

Ze wszystkiego jest najlepszy

Żółci uczą się jak nikt

Chociaż są półślepi

Saad jest z Indii, twarz ma ciemną

Niezły z niego informatyk

W Indiach każdy programuje

A ich oddech śmierdzi curry

REDAKTOR NOWAKOWSKA KOPIE WSZYSTKICH Z PÓŁOBROTU

Moja rodzinka jest taka dobra

Mama co rano goli se bobra

Potem kozaki wkłada do pracy

Bo kogoś kochać muszą Polacy.

Taty nie lubią bo jest Arabem,

Kebaba kupią - choć nie ze schabem

Dzień dobry mówią przez wzgląd na matkę

Lecz podpalają nam drzwi na klatkę.

Babcia i dziadek się nie przejmują

Rentę przepiją - to kombinują

Tu przyszabrują, tam coś wysępią

Jak trzeba karmę wyżrą zwierzętom.

A o mnie mówią, że jestem kundel

- to nasz wesoły domowy burdel.

"Słoicki blues"

Moja rodzinka, moja rodzinka

Mama to lubi się napić winka

Lecz nie odmówi i z kolą drinia

Byle nie mówić o niej per "świnia".

Moja rodzinka rodzinka moja

Tata wyżera bigos ze słoja

Słoiki zawsze babcia nam daje

Bo w tej Warszawie nie jest najtaniej

Moja rodzinka moja rodzinka

Mój brat to chłopiec a ja dziewczynka

W kącie się szczerzy krwiożerczy żąder

I chce się dobrać do moich jąder

Rodzinka moja, rodzinka moja

Tradycji polskiej wierna ostoja

Tata ma portfel, mama ma gary

A ja mam dosyć. Teraz: fanfary!

Więcej o: