Nowe sceny z życia smoków - rozwiązanie konkursu

Czytelnicy Focha jak zwykle nie zawiedli - na konkurs literacki, polegający na dopisaniu nowej sceny do kultowej książki Beaty Krupskiej "Sceny z życia smoków", przyszły odpowiedzi, świadczące o dogłębnej znajomości tematu. Publikujemy opowiadania trójki zwycięzców, a właściwie zwyciężczyń. Gratulujemy dziewczyny!

Scena 16 - W której dowiadujemy się, czym jest smoczy alpinizm

Było ciepłe letnie popołudnie. Smoki wylegiwały się leniwie na polanie, upajając się zapachami płynącymi znad patelni pełnej apetycznych muchomorów, które Żaba rumieniła na masełku nad ogniskiem. Kiedy mieli właśnie zabierać się do jedzenia, zza pobliskiego zagajnika dały się słyszeć ciężkie, miarowe kroki.

- Kogoś niesie - mruknął Wincenty.

- Może jakieś miłe żaby - rozmarzyła się Żaba.

- Może jednak nie - burknął Smok Zygmunta. - Ty i tak już jesteś ponad normę żabia.

Żaba, obrażona i nadęta z urazy, już miała się odgryźć gdy zza zakrętu wyłoniły się dwa obce smoki. Były niskie, krępe i ciemnoczerwone jak długo wypalane w piecu cegły. Obydwa niosły na plecach wypchane, ciężkie plecaki, do których przytroczone były metalowe raki, kilofy, zwoje lin i pęki karabińczyków. Smocze, słusznych rozmiarów, brzuchy przybyszów opasywały odblaskowe uprzęże wspinaczkowe. Potoczyły wzrokiem po zebranych na polanie, a jeden z nich przemówił rzeczowym tonem:

- Jestem Hubralszczak a to jest Hubitelszczak. Jesteśmy smokami-alpinistami i szukamy chętnych, którzy przyłączą się do naszej wyprawy na górę.

- Chyba w góry - zdziwiła się Makrauchenia.

Hubitelszczak zacmokał ze zniecierpliwieniem.

- Nie w góry, bo w górach bywa zimno i niebezpiecznie, są lawiny, nie ma zupy ogórkowej i trudno o karmelki. Dlatego poprowadzimy bohaterską ekspedycję na pobliską górę, co powinno nam dostarczyć wystarczająco dużo wrażeń aż do następnego Sylwestra.

Smoki popatrzyły po sobie niepewnie.

- Właściwie czemu nie mielibyśmy poczuć się bohatersko? - zastanowił się smok Wincenty Smok. - Odrobina przygody chyba nam się należy. Żabiejemy przy żabie, brzuchy nam rosną, a Kocurowi Zygmunta nie chce się już nawet malować paznokci.

- Wcale nie uważam, żeby to był dobry pomysł - zagęgała Żaba.

- Nikt cię o zdanie nie pytał - warknął Smok Zygmunta, wytrząsając zapierającego się Łysego Psa z saksofonu. - Wejdziemy na tę górę i damy koncert chłopaki, jakiego jeszcze żaden człowiek ani smok nie widział. Damy czadu! Bierz nauszniki - rzucił do Psa - a wy pakujcie muchomory i przelewajcie zupę do termosów. Ruszamy za dziesięć minut.

Po godzinie smoki były gotowe do wymarszu. Szły gęsiego - jak to smoki. Na przedzie Hubralszczak i Hubitelszak z mapą i kompasem w łapach, za nimi Antonii, Smok Wincenty Smok z Żabą na głowie, Smok Zygmunta z saksofonem na plecach, Zdzisław i Tortowy Urodzinowy dźwigający koszyk prowiantu przygotowany przez Makrauchenię. Chenia została na polanie bo - jak wyjaśniła - takie wyczerpujące zajęcia jak wspinaczka szkodzą na cerę. Pochód zamykali Krokodyl posapujący z wysiłku pod ciężarem gitary oraz Rysio Kapustnik wraz z resztą zespołu baletowego, gotowego po raz pierwszy wystąpić w roli publiczności. Po dwóch godzinach marszu Hubitelszczak i Hubralszczak zatrzymali się u podnóża kilkunastometrowego pagórka. Jego łagodne zbocza porastały gdzieniegdzie krzaki jałowca i drzewa. Czubek był za to całkiem łysy.

- Nie wygląda szczególnie groźnie - sfochował się Wincenty.

- Wygląda jak miejsce wprost stworzone dla Łysego Psa - zaskrzypiał Zdzisław chichocząc.

- Cisza! Spokój ma być! - Smok Zygmunta potoczył dumnym wzrokiem po okolicy. - Jesteśmy profesjonalistami i zrobimy to jak należy. Po piętnastominutowej wspinaczce smoki podziwiały dumnie panoramę okolicy. Smok Zygmunta zdjął aksamitkę, potrząsnął grzywą fioletowych włosów, wziął saksofon w łapy i powiedział - zagrajmy smoczego rocka, chłopaki. I zagrali. Smoki i krokodyl dały z siebie wszystko. W promieniach zachodzącego słońca publika złożona z Żaby i trupy Rysia Kapustnika przeżyła wspaniałe dwie godziny smoczej muzyki. Zielone nietoperze i fioletowy kocur idealnie wpasowały się w scenerię pagórka i nawet Łysy Pies przestał się boczyć i uznał, że pasują do siebie - to miejsce i on.

Agata

Sceny z życia smokówSceny z życia smoków Sceny z życia smoków Sceny z życia smoków

Czarodziejska rzeka

Pewnego dnia Żaba poszła odpocząć od smoków nad rzekę. Nagle poczuła taki głód, że aż wyszeptała swoje marzenie o wielkich lodach w pucharku. Nagle z rzeki wyłonił się ogromny pucharek i podpłynął w kierunku żaby. Żaba trochę się bała spróbować tych lodów, bo myślała, że są zaczarowane i po zjedzeniu ich może zamienić się w wielką ropuchę. Ale tak bardzo miała ochotę na tak apetycznie wyglądające lody, że nie wytrzymała i zjadła kilka łyżek. Nie minęło dużo czasu gdy żaba zaczęła rosnąć i rosnąć. Przerażona obejrzała się w rzece i stwierdziła że jest sporym, rudym smokiem.

Żaba pobiegła do smoków po pomoc ale smoki nie poznały biednej żaby- smoka.

- Na pomoc, ratujcie, pucharek, lody, smok, żaba - wrzeszczała w panice Żaba.

- Co? Kto? Gdzie? - krzyknął smok Antoni.

- Żaba? Jaka żaba? - pytał Wincenty smok

- Tu żaba! - wystraszona żaba-smok stukała łapkami po swoim zmienionym ciele.

Ten smok zeżarł naszą Żabę!- ryknął smok Zygmunta- i jeszcze się chwali!

Łapać smoka! - wrzasnął smok Antoni- spróbujemy wyciągnąć z niego naszą Żabę.

Smoki popędziły za biedną Żabą, która uciekając krzyczała, że właśnie ona jest tą Żabą i nie wiadomo jak ta historia by się skończyła, gdyby nie czarodziejska rzeka i smok Zygmunta, który wykrzyknął nad jej brzegiem że chce odzyskać Żabę, bo nie ma siły biec dalej. Żaba odzyskała swój dawny wygląd a smoki stwierdziły, że bardzo brzydki był z niej smok i wolą ją już jako żabę. Żaba się obraziła i poszła w krzaki, ale Urodzinowy Smok wyczarował tort na cześć Żaby i wszyscy zgodnie usiedli na łące. Jedli tort, a Żaba zadowolona z takiego obrotu sprawy cieszyła się z tego że jest żabą.

Goha

Sceny z życia smokówSceny z życia smoków Sceny z życia smoków Sceny z życia smoków

Rozdział szesnasty nowy, w którym Smok Zygmunta spotyka Łosia

Smok Zygmunta wyszedł na polanę i zobaczył Łosia. "A ty, to kto?" spytał zdziwiony. "Nie kto, tylko Łoś" sprostował Łoś z godnością. "Jestem Bardzo Rozgarniętym Mieszkańcem Lasu" dodał z dumą. Smok Zygmunta nie wydawał się przekonany. "W każdym razie nie jesteś smokiem, więc nie możesz należeć do naszej drużyny piłkarskiej".

"O! To wy macie własną drużynę piłkarską?"

"Właściwie to nie mamy, ale to dla ciebie bez znaczenia, bo przyjmujemy wyłącznie smoki".

"Skoro nie macie drużyny, to nie możecie mnie nie przyjąć, to bez sensu. Wiem, że to bez sensu, bo jestem wyjątkowo logiczny. Wszystkie łosie są, ale ja mam wyjątkowy talent do logiki"

"Skoro jesteś łosiem, to logicznie nie możesz należeć do drużyny smoków. To chyba jasne. Zresztą smoki byłyby dużo bardziej logiczne niż łosie, gdyby im zależało. Ale im nie zależy, dlatego wolą grać w piłkę. Jak chcesz, możesz nam kibicować".

"Łosie nie kibicują, raczej kontemplują, ale akurat mi się nudzi, więc mogę was skontemplować"

Logiczny Łoś ruszył za Smokiem Zygmunta. Kiedy dotarli na polanę, zastali Makrauchenię i Żabę. Odgrzewały ogórkową w kociołku. "Cześć Łosiu"- zawołała Makrauchenia -"co u ciebie?"

"Będę kontemplował waszą drużynę."

"Ale przecież my nie mamy drużyny!"

"Nie szkodzi, skoro macie Łosia do kontemplacji, to reszta się nie liczy."

"To chyba logiczne" - dorzucił Smok Zygmunta - "jako osoba nielogiczna tego nie rozumiesz, ale smoki i łosie są bardzo logiczne i nam nie trzeba tego tłumaczyć! A teraz dość gadania! Żabo, podawaj zupę!"

Po chwili na polanie zapadła cisza i wszyscy pochylili się nad parującą zupą. Tylko Żaba nie była pewna o co chodzi z tą całą logiką i postanowiła, że też chce kontemplować. Choć trochę się bała, że to niebezpieczne i że do fachowej kontemplacji potrzebne będą rogi. "No nic, najwyżej Krokodyl mi jakieś uszyje" - pomyślała patrząc z ponurą zazdrością na potężne rogi Logicznego Łosia.

Marta

Sceny z życia smoków (Wydawnictwo Prószyński)Sceny z życia smoków (Wydawnictwo Prószyński) Sceny z życia smoków (Wydawnictwo Prószyński) Sceny z życia smoków (Wydawnictwo Prószyński)

Więcej o: