Siedem najgłupszych porad żywieniowych

W necie, magazynach, telewizji kipi od tych informacji: z czego zrezygnować, co czym zastąpić, o czym nawet nie myśleć, żeby być pięknym, szczupłym i szczęśliwym... Mnie zakazy i nakazy nie interesują. A was?

Tematy związane z odżywianiem, dbaniem o sobie, odchudzaniem - są niezmiennie na topie. Część porad oczywiście jest bardzo pomocna i rozsądna. Jednak jest mnóstwo takich, które - mam wrażenie - są po to, by... były? Tego nie wolno, tamtego nie wolno, to trzeba, a jak zjesz to w połączeniu albo w wykluczeniu z tym czy z tamtym to będzie dobrze lub źle. Totalny miszmasz. Dlatego postanowiłam zrobić przegląd tych najczęściej powtarzanych i najbardziej absurdalnych zakazo-nakazów. Zupełnie subiektywnie wybrałam "siedem cudów". Kolejność - przypadkowa.

1. Ziemniaki to zło

Ile to razy słyszałam: nie jem ziemniaków, jestem na diecie, dbam o siebie. Zła sława ziemniaków wzięła się po części zapewne stąd, że w Polsce (i nie tylko) jedzone były z reguły w towarzystwie tłustych sosów, skwarek, słoniny. To rzeczywiście nie najlepsza mieszanka. Po pierwsze jednak ziemniaki same w sobie są stosunkowo niskokaloryczne - to około 70 kilokalorii na sto gramów. Po drugie są sycące, po trzecie są nie najgorszym źródłem witaminy C, potasu i błonnika. Pewnie, że ziemniaki spożywane w postaci frytek albo chipsów nie przysłużą się ani naszemu zdrowiu, ani figurze. Natomiast te ugotowane lub upieczone (bardzo lubię takie z dodatkiem oliwy i rozmarynu...) jako datek do posiłku - na pewno nie zaszkodzą.

Schabowy z ziemniaczkami...Schabowy z ziemniaczkami... Schabowy z ziemniaczkami... Schabowy z ziemniaczkami...

2. Pieczywo wrogiem numer jeden

Wykluczenie pszennej mąki i białego pieczywa jest dobre - te produkty nie są ani zdrowe, ani pożywne i spokojnie można z nich zrezygnować. Też unikam pszenicy, bo jest wiele zdrowszych i smaczniejszych zbóż. Jednak ludzie często podchodzą bardzo zero-jedynkowo - albo jedzą każde pieczywo, albo nie jedzą go wcale. Oczywiście jeśli nie lubisz pieczywa, czy ci szkodzi - wyklucz je. Jeśli jednak zrezygnowanie z tej gamy produktów stanowi dla ciebie wyrzeczenie, mocujesz się ze sobą, masz problem ze zorganizowaniem prostego, szybkiego posiłku - nie męcz się. Dobrej jakości i jedzone z umiarem nie zaszkodzi. Pieczywo jest jednym ze źródeł węglowodanów, które stanowią ważne ogniwo diety. Ponadto dobrej jakości pieczywo, na przykład z mąki orkiszowej jest bogate w witaminy z grupy B i błonnik pokarmowy.

3. Węglowodanom powiedz NIE

Serio? To według mnie najgorsza moda żywieniowa. Węglowodany stanowią podstawę naszej diety. Daję energię, odżywiają mózg, w ich towarzystwie następuje rozkład tłuszczu, a produkty je zawierające są ważnym źródłem wielu witamin. Rezygnowanie z nich nie jest ani zdrowe, ani na dłuższą metę specjalnie skuteczne. Diety wykluczające całkowicie jakiś składnik pokarmowy są moim zdaniem pomyłką. W przypadku zrezygnowania z produktów takich jak kasze, ryż, makarony, owoce, ziemniaki, pieczywo można doświadczyć średnio przyjemnych objawów takich ja bóle głowy czy zaparcia, nie mówiąc już o często pojawiających się problemach z nerkami (dość częsty efekt stosowania diety Dukana). Poza tym, jak coś jest zakazane, to często robi się w naszych oczach bardzo atrakcyjne. Nie można wykluczyć, że po zakończaniu "kuracji" nastąpi rzucenie się na wszystko, co ma CUKRY.

4. Owoce - jeśli już to do południa, ewentualnie do czternastej

Często to słyszę. Zawsze mnie to dziwi, że akurat na ograniczenie spożycia owoców kładziony jest niemały nacisk. To jasne, że owoce są źródłem cukru. Niektóre - jak banany i winogrona - są rzeczywiście dość kaloryczne. Ale zasada jedzenia owoców wyłącznie w pierwszej części dnia jest słaba. Owoce są świetne na drugie śniadanie lub na podwieczorek. Szybki posiłek, bez zbędnych przygotowań to wartość sama w sobie, kiedy jesteśmy w ciągłym biegu. Grejpfrut, pomarańcza, jabłko, gruszka i wiele innych to niezły pomysł, kiedy nie ma czasu, a pojawia się lekki głód. Nie zajadajmy się na noc bananami, suszonymi owocami czy winogronami. Owoce, jak wszystko inne jedzmy po prostu z umiarem i wtedy, kiedy mamy ochotę.

5. Koniecznie wyklucz WSZYSTKIE słodycze

Niestety, większość słodyczy, które możemy sobie kupić w sklepie to niezdrowe bomby kaloryczne, opływające w cukry i tłuszcze. Nie polecam się nimi objadać. Jednak, jak już wcześniej pisałam - zakładanie, że czegoś nie wolno nam zjeść, rzadko przynosi dobre rezultaty. To prosty mechanizm, który można zaobserwować u większości z nas - nie wolno = chcę bardzo. Natrętne myśli o tym, że coś jest zabronione, prowadzą prosto do "zakazanego" produktu. Znacznie lepiej jest się słodyczami zaprzyjaźnić, nie uciekać od nich, a nauczyć się jeść je z umiarem. Fajnie jest wybierać słodycze dobrej jakość, czekoladę, która zawiera dużo kakao, ciastko z pełnego ziarna, orzechy w miodzie. Poza tym można sobie samemu przyrządzić raz na jakiś czas deser, upiec domowe ciasteczka bez mąki, zrobić sorbet, szarlotkę, w której będą głównie jabłka. Jak przychodzi do mnie ktoś, kto chce zmienić swoje nawyki żywieniowe, zawsze go pytam: "czy jest coś bez czego nie jesteś w stanie się obyć, co bardzo lubisz?". Jeśli odpowiedź brzmi "coś słodkiego", mówię, jak można to rozsądnie wkomponować w jadłospis. Bo nikt nie lubi, gdy mu się czegoś zabrania.

6. Nie jedz po 18!

To jeden z częściej powtarzanych mitów. Zastanawiam się skąd się wziął? Prawdopodobnie z czasów, kiedy ludzie chodzili spać o dwudziestej pierwszej. To, o której dobrze jest zjeść ostatni posiłek zależy od tego, o której idziemy spać. Z tym dziś bywa bardzo różnie. Jeśli idziesz spać o pierwszej w nocy, ostatni posiłek możesz zjeść nawet między dwudziestą pierwszą a dwudziestą drugą. Powinien on mieć miejsce mniej więcej trzy godziny przed snem. Moja rada jest taka, żeby był w miarę lekki, nie obciążał żołądka. Lepiej się wtedy śpi i lepiej się wstaje, a organizm może odpocząć, nie zmagając się z trawieniem ciężkostrawnych produktów.

7. Produkty light - droga do sukcesu

Żeby produkt nazywał się light, musi mieć co najmniej trzydzieści procent mniej kilokalorii niż ten pełnowartościowy. OK. Pamiętajmy jednak, że nie samymi kaloriami człowiek żyje. Jeśli dany produkt - na przykład jogurt - będzie miał obniżoną zawartość tłuszczu, to znaczy, że nie będzie zawierał witamin w nim rozpuszczalnych, a zatem jego końcowa wartość odżywcza znacznie spada. Poza tym producenci żywności często robią dobry interes pisząc na opakowaniu, że produkt jest "dietetyczny", bo w jednej porcji ma mniej kilokalorii. W rzeczywistości to nie produkt się zmienia, tylko rekomendowana przez producenta porcja (płatki śniadaniowe są dobrym przykładem).

Dieta to sposób życia, a dziś jest często mylona z serią nakazów i zakazów. Jedzenie ma tak wiele znaczeń, a te "przykazania" sprowadzają je do pozycji wroga, który odpowiednio trzymany na muszce może odżywi nam ciało. Kluczem do sukcesu, do dobrego samopoczucia nie jest narzucanie sobie sztywnych reguł, ale obserwowanie swoich potrzeb i zmiana nawyków ( o czym już pisałam ).

Więcej o: