Wrażliwość, niecierpliwość i parę innych "dziecinnych" cech, które warto w sobie pielęgnować

"Zachowujesz się jak dziecko!" - ręka do góry, kto nigdy nie usłyszał takiego zarzutu. Każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, tych parę cech, których dorosły teoretycznie nie powinien mieć.

"Booooo w każdym z naaaaas, jest dziecka ślaaaaad", śpiewał kiedyś jeden polski wokalista. To dziecko czasem każe nam tupnąć nogą czy się zawstydzić, ale nie tak dorośle, ale tak, jak zrobiłby to siedmiolatek.

Ta dziecinność, którą możemy sobie czasem tłumaczyć niektóre nasze zachowania czy marzenia ma dwa oblicza. Wewnętrzne dziecko to taki diabełek i aniołek - dwa stworzenia, które siedzą każde na jednym ramieniu i podpowiadają, co robić. W zależności, czy jesteśmy w nastroju, by spojrzeć na tego wewnętrznego bachora pozytywnie czy nie - możemy dostrzec dobre lub złe strony tej samej dziecinady, którą czasem uprawiamy.

Wrażliwość

"Niech świat się dostosuje do twojej wrażliwości, a nie twoja wrażliwość do świata" - taką dedykację napisał mi w książce mój pierwszy chłopak i to zdanie mnie prześladuje. Często je wspominam, gdy zdarzy my się wzruszyć widokiem starszych ludzi na ulicy czy kogoś, kto na pierwszy rzut oka wydał mi się nieszczęśliwy i samotny. Czy jest jakiś poziom wrażliwości, który nie odczłowiecza, ale i nie każe człowiekowi reagować łzawo na zło tego świata?

Ryczę na filmach, które - umówmy się - ktoś specjalnie tak skroił, bym się na nich poryczała. Ja i setki milionów innych widzów. Wzrusza mnie choroba, starość, niedołężność. Staram się nie pokazywać tego po sobie, bo myślę zawsze o wypowiedziach osób z jakimś "problemem", że one nie chcą być traktowane specjalnie, chcą być postrzegane zupełnie normalnie. Płaczę ze szczęścia i z czułości, co budzi czasem konsternację, ale ci, co mnie znają, wiedzą, że tak mam. Przy obcych staram się powstrzymywać.

"Mamy podobny poziom wrażliwości" - powiedziała mi ostatnio bliska znajoma, jako argument za tym, że niezłe jesteśmy w porozumieniu bez słów. Miałam ochotę wówczas krzyknąć - "chyba prze-wrażliwości"! Bo trochę sporo tych wzruszeń. Choć z drugiej strony - wolę tak, niż być niewzruszoną lodową bryłą, po której wszystko spływa. Ok, więcej zmarszczek będę miała. Ale będą to też zmarszczki od śmiechu!

Radość

Śmianie się na cały głos? W dzieciństwie tak naturalne, w dorosłości nieraz hamowane, bo przecież "co ludzie pomyślą, weź się zachowuj". Wiadomo - nie chcemy być postrzegani jak Niemcy na wakacjach w egzotycznym kurorcie, więc niekoniecznie trzeba drzeć japę, "tylko" dlatego, że coś nas cieszy. Ale umiejętność śmiania się całym sobą, mocno, prosto z brzucha, tak by aż się człowiek trząsł i spadał z krzesła - to coś, co należy pielęgnować.

Syndrom odebranej zabawki

Coś leży na wyciągnięcie ręki od dawna, od miesiąca, od roku. Nie patrzymy na to nawet, wiemy, że to coś jest i ta wiedza nam wystarcza. Kiedyś po to sięgniemy. Jak nam się zachce. Na razie nie mamy zwyczajnie potrzeby. Aż tu nagle pojawia się ktoś, kto bierze to nasze coś do ręki. I nagle nam się przypomina, jakie to dla nas ważne. Jak dziecko i nieużywane grabki. Niedoczekanie, by obcy bachor wziął je do ręki!

Mam tak na przykład z książkami. Kupuję te, które MUSZĘ natychmiast przeczytać, bo nie doczekam się przecież w bibliotece, zawsze jest kolejka do nowości. Odkładam je na stertę przy łóżku, by mieć je pod ręką. I potem czekają na swój moment, bo akurat kończę czytać coś innego, a znienacka pojawia się coś jeszcze, więc odkładam jeszcze o parę dni, aż robi się z tego pół roku. I nagle wpada przyjaciółką i piszczy: "O, masz TO. Muszę to przeczytać. Mogę pożyczyć?". Ponieważ to moja przyjaciółka, mogę być z nią szczera. Ale także dlatego, że to moja przyjaciółka, a ja jestem przecież dorosła, przełykam chęć powiedzenia "nie" i pożyczam, bo przecież WIEM, że nie sięgnę po tę książkę przez kolejne dwa tygodnie.

Niecierpliwość

"Chcę JUŻ, natychmiast", a potem szybki rzut na podłogę i walenie w nią pięściami. To krańcowy akt niecierpliwości, ale komu nie zdarzyło się zagotować w środku w poczuciu "nie wytrzymam, chcę już!". Mam czasem ochotę tupać i krzyczeć, gdy coś, na co czekam wciąż mi się wymyka, a najgorsze jest to, że to wymykanie najczęściej zupełnie jest niezależne ode mnie (wydaje mi się, że przykład z obiecaną podwyżką działa na wyobraźnię każdego, hę?).

Najgorzej - gdy ktoś moją cierpliwość testuje. Gdy doskonale wie, że cienka czerwona linia daleko za nami, a dorosłość nie pozwala na rzucenie się na ziemię w akcie desperacji. Chociaż? To by mogło - przynajmniej za pierwszym razem - zdać egzamin... Z drugiej strony uważam, że nauczenie się cierpliwości jest dowodem na osiągnięcie statusu osoby dorosłej. Skoro więc próbuję was przekonać do pielęgnowania w sobie dziecka... To nie przesadzajmy z tym wyplewianiem niecierpliwości.

Wierz sobie w co tylko chcesz!Wierz sobie w co tylko chcesz! Wierz sobie w co tylko chcesz! Wierz sobie w co tylko chcesz!

Naiwność

Ktoś ci zrobił świństwo? Przecież to nie specjalnie... Ludzie to nie świnie, ludziom się jedynie czasem nie udaje zachować fajnie i w porządku. I wówczas wychodzą różne nieprzyjemne sytuacje. Ale zapewne żadnych złych intencji w tym nie było. Ot, wypadek przy pracy.

Taka ze mnie Polyanna, że nie podejrzewam ludzi o złe intencje, jeśli już - to wierzę, że po prostu myśleli o sobie, a ja, pyłek nieważny - zupełnie ich nie obchodziłam. Jak dziecko, z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami wpatruję się zawsze w osobę (lub w niebo czy sufit, to nawet lepsze rozwiązanie w wielu sytuacjach), która robi mi świństwo z pełną świadomością swego działania. O czym wiem, bo mniej naiwni i mniej wrażliwi przyjaciele mnie uświadamiają. I chyba bardziej dorośli?

Wyrażanie emocji

Dzieci mówią to, co myślą, bo jeszcze nikt im nie wmówił, że to zła strategia. Dorośli muszą przecież komunikować się ze światem przy użyciu pochlebstwa, dyplomacji i lawirowania z górnej półki. Z drugiej strony asertywność, która jest pożądaną cechą, uczy, by nazywać swoje emocje, mówić wprost, gdy coś ci się nie podoba. To trudna sztuka, zwłaszcza dla kogoś, kto boi się, że urazi innych, więc na wszelki wypadek zawsze stawia tych innych na pierwszym miejscu do zadowolenia. Jeśli jednak jest ci przykro, ktoś cię zirytował, uraził lub - przeciwnie - sprawił ci przyjemność, to może powiedz to - grzecznie, miło, ale stanowczo. Niech wie.

Szczerość

Skoro już zachęcam do bycia sobą przy wyrażaniu emocji, to idąc za ciosem: bądźmy po prostu szczerzy. Znacie te sytuacje, gdy z przesadnej delikatności, ze strachu czy z setek innych ważnych powodów, zamiast powiedzieć prawdę, prokuruje się zastępczą wersję wydarzeń i potem... nadchodzi katastrofa. Bo kłamstewkach można się pogubić. A powiedzenie prawdy gwarantuje, że przynajmniej nie wyjdzie się koniec końców na ściemniacza. Dzieci do pewnego momentu nie kłamią. Jestem za tym, by nie robić magisterium ze ściemniania, raczej postawić na doktorat ze szczerości.

Prosto w (podkrążone) oczyProsto w (podkrążone) oczy Prosto w (podkrążone) oczy Prosto w (podkrążone) oczy

Proszenie o pomoc

"Ja sama" - mówi dziecko ze złością, bo przecież świetnie sobie poradzi z każdym zadaniem, a im bardziej ono jest "nie dla dzieci", tym lepiej. Z drugiej strony jest też "mama, pomóż" - wypowiadane naturalnie, w sytuacji, gdy jest już oczywiste, że samodzielnie się nie da. Gdy dorastamy zyskujemy umiejętność oceny swoich możliwości w odniesieniu do zadania, na ogół wiemy czy damy radę je wykonać czy nie. Za to przestajemy prosić o pomoc, bo wydaje nam się, że nie wypada, nie wolno. Kontrolę przejmuje "ja sama", choć czujemy, ze z cudzą pomocą poszłoby sprawniej. Warto w sobie obudzić uśpioną funkcję proszenia o wsparcie, to nic zdrożnego.

Wstyd

Dzieci, gdy się wstydzą, a niektóre wstydzą się długo i namiętnie, nim się oswoją z nieznajomymi czy dalszymi znajomymi - chowają się za nogą mamy lub taty lub uśmiechają się cicho, zasłaniając przy tym oczy, usiłując sprawić, by głowa zlała się z tułowiem. Jakże przydatne manewry! Potrzeba zlania się ze ścianą, chwilowego nieistnienia znana jest każdemu. Dzieci robią najmądrzejszą rzecz na świecie: wszem i wobec komunikują: "ej, wstydzę się". To pierwszy krok, by zawstydzenie przeszło. Róbmy więc jak dzieci, mówmy głośno i wyraźnie: "O masz, ale mi wstyd. Chciałabym się zapaść pod ziemię". Po wypowiedzeniu tego na ogół krew zaczyna odpływać z policzków, przestajemy mieć odcień buraczka. Smok został (choć częściowo) pokonany!

Każdy chciał by czasem przywdziać maskę...Każdy chciał by czasem przywdziać maskę... Każdy chciał by czasem przywdziać maskę... Każdy chciał by czasem przywdziać maskę...

Ciekawość małego odkrywcy

Jak często zdarza wam się pomyśleć: chciałabym się TYM zająć, ale nie mam czasu. Jak często odkładacie na jutro (czyli w praktyce na wieczne nigdy) coś, co was naprawdę interesuje i pociąga, bo bieżączka nie pozwala zająć się tym od razu. Dzieci mają w sobie ciekawość natychmiastową. I taką ciekawość staram się pielęgnować w sobie. Bo niestety w dorosłym świecie nie ma czegoś takiego jak "przeczytam to w weekend", bo w weekend będzie już milion nowych ważnych rzeczy do przeczytania i doba zawyje złowrogo, bo poczuje się ściśnięta za gardło.

Jestem za tym, by hasło "Zachowujesz się jak dziecko" przyjmować z godnością i uprzejmym: dziękuję, na tym właśnie mi zależy! Z różnych dziwnych życiowych strategii ta właśnie, oparta na pielęgnowaniu w sobie wrażliwości jest moim zdaniem najlepsza - nie robi z ciebie robota, który "tak świetnie radzi sobie w dorosłym świecie".

Gosia Tchorzewska, Foch.pl

Więcej o: