Dziwne słoiki, cudze talerze i chochle grozy: mroczne sekrety kuchni

Patrzysz na piękne zdjęcia kuchni w kolorowych czasopismach, podziwiasz ten staranie wystylizowany nieład, potem zaglądasz do swojej kuchni i czujesz, że coś jest nie tak. Nie chodzi o meble. Ani o porządek. Chodzi o to, co czaić się może wśród typowych, kuchennych akcesoriów.

Spośród wielu przedziwnych krain i alternatywnych światów, ten jeden potrafi nas nieustanie zadziwiać. Kuchnia. Tu odkrywamy wszystkie odcienie czerni zeskrobując spaleniznę z dna stalowego garnka, tu też zyskujemy pierwsze blizny po cięciu nożem i oparzaniu, wreszcie zdobywamy kolekcję odznak: "niedoprawiacz sezonu" , "mistrz cielęcej podeszwy" , "renomowany wytwórca gumowatych potraw" i "generator obleśnego omleta" . Niemymi świadkami tych zdarzeń bywają też prawdziwie przedziwni mieszkańcy tego królestwa, tajemnicze akcesoria i przetwory nie z tej ziemi.

Niedopasowane dekle

Gdy stoją poukładane w równe stosiki wyglądają zupełnie niewinnie. Ot kontenerki na potrawy znane także jako poręczny sposób na przechowywanie i transport żywności. Jeśli jednak przebywacie w kuchennym królestwie odpowiednio długo, odkrywacie z pewnym zdziwieniem, że pojemniki musiały podjadać ciasteczka na wzrost, a dekielki chyłkiem podpijały eliksir na kurczenie się - albo na odwrót. Finał tej bajki jest taki, że nawet Szalony Kapelusznik nie umiałby odnaleźć dwóch pasujących do siebie zestawów "dołów" i "gór" . Żaden cholerny dekielek nie pasuje do pojemniczka, dziwnym trafem spośród dwudziestu przykrywek ani jedna nie jest kompatybilna kształtem, rozmiarem i szczelnością z kontenerkami. No i co zrobisz? Nic nie zrobisz. Nie wyrzucisz przecież solidnego plastiku... Trzymasz zdekompletowane, owijasz folią aluminiową, dociskasz na wpych i okręcasz gumką recepturką, albo zamieniasz w zgrabne doniczki na zioła.

Pudełka, pojemniczki, dekle, dekielki; fot. Dominika WęcławekPudełka, pojemniczki, dekle, dekielki; fot. Dominika Węcławek Pudełka, pojemniczki, dekle, dekielki; fot. Dominika Węcławek Pudełka, pojemniczki, dekle, dekielki; fot. Dominika Węcławek

Czekoladówka

Dawniej mieliśmy musztardówki, był to przedmiot cudowny. Zdobywasz takie cudo w sklepie, w którym nie ma prawie nic. Niby zawiera musztardę sarepską, ale kiedy już wyjesz całą zawartość z chlebem lub - przy odrobinie szczęścia - kiełbasą tudzież parówką, mortadelą czy pieczenią rzymską, otrzymujesz bardzo zgrabną szklankę, z której można pić kompot, wino, a nawet wódkę! Dziś większość producentów taniej musztardy nie myśli już o potrzebach kreatywnego społeczeństwa, ale w szafkach kuchennych wielu sprytnych gospodarzy bez kłopotu znaleźć można co najmniej dwa dowody na konsumpcję kapitalistycznego, zgniłozachodniego produktu zwanego masłem czekoladowo - orzechowym. Szklaneczki miewają nadruki - na przykład z Władcą Pierścieni, albo z przedziwną małpą, która nie jest teściową, bo kopie piłkę, najczęściej jednak są to klasyczne stakańczyki o prążkowanej fakturze wnętrza. Można robić z nimi dokładnie to samo, co z musztardówkami, pod warunkiem, że krem czekoladowy został już wyżarty (chyba, że lubicie mortadelę z Nutellą - każdemu jego porno).

Czekoladówki; fot. Dominika WęcławekCzekoladówki; fot. Dominika Węcławek Czekoladówki; fot. Dominika Węcławek Czekoladówki; fot. Dominika Węcławek

Zespół dziwnego kubka

Skoro już jesteśmy przy naczyniach do konsumpcji płynów, warto zauważyć zasadniczą różnicę między zdjęciami ze stocka a prawdziwym życiem. W prawdziwym życiu kuchenna szafka z kubkami zawiera całą zbieraninę kubków, kubasów i filiżanek - każde z innej parafii. Dwa zielone dołączane do herbaty w promocji, jeden z reklamą kawy, zabawny kubek z zabawnym obrazkiem z zabawnym napisem, kubek z utłuczonym uchem, ale za to porcelanowy, czyli herbata dobrze z niego smakuje, więc nie wyrzucisz, przecież nie przecieka! Dwie chińskie filiżanki, każda koszmarnie ozdobiona, ale obydwie stanowiły prezent od zmarłej babci, przecież nie pozbędziesz się, pamiątka to jest... Czasem są takie chwile, że skrycie marzysz o trzęsieniu ziemi, które cały ten las rzeczy obróci w stertę gliny i porcelany, którą z czystym sumieniem można przeznaczyć na ubogacenie gleby. A potem jest ci przykro i wstydzisz się tych złych myśli, bo to przecież twoje najukochańsze kubeczki.

Kubki, kubasy, kubeczki; fot. Dominika WecławekKubki, kubasy, kubeczki; fot. Dominika Wecławek Kubki, kubasy, kubeczki; fot. Dominika Wecławek Kubki, kubasy, kubeczki; fot. Dominika Wecławek

Obcy talerz

Z talerzami sprawa jest inna. Człowiek się do nich nie przywiązuje aż tak, jak do kubków. Owszem, jeśli wprowadziliście się do pustego mieszkania wczoraj i jeśli nie macie sentymentów, to wśród zastawy stołowej są same starannie dobrane kolorystycznie talerze. W innej sytuacji w szafce znajdzie się kilka takich i kilka owakich. A to sześć talerzy z chińskim smokiem "bo słyszeliśmy, że lubicie robić w domu sushi" , a to kwiaciasty talerz ludowy po prababci - piękna rzecz, człowiek aż by powiesił, ale to byłoby marnowanie jednego z bardziej użytecznych talerzy w całym królestwie. I nagle w tym wszystkim pojawia się on. Wyrzut sumienia. Przez pierwsze pół roku nawet go nie używasz, potem nieśmiało zaczyna krążyć wraz zresztą zastawy, wreszcie - przez zasiedzenie - staje się pełnoprawnym członkiem kuchennej rzeczywistości. A przecież pamiętasz doskonale, jak w 2008 twoja koleżanka przyniosła ci na nim tort na urodziny. Wiesz też, że aby zmazać przewiny trzeba by i jej upiec taki tort oddając ten talerz. No ale... jakoś nigdy się nie udaje.

Znajdź niepasujący talerz; fot. Dominika WęcławekZnajdź niepasujący talerz; fot. Dominika Węcławek Znajdź niepasujący talerz; fot. Dominika Węcławek Znajdź niepasujący talerz; fot. Dominika Węcławek

Dysfunkcyjna pokrywka

Grube, hartowane szkło, solidna pozłacana obręcz, a na szczycie idealnej wypukłości wzgórka ona. Dziura. Ślad po obecności trzymadełka. Kiedyś nie było problemu. Kiedyś pokrywki były metalowe, żeliwne. Można było nimi przykrywać wszystko aż do śmierci, można było w nie dzwonić i używać ich jak frisbee. A teraz? Jedna przerdzewiała śrubka, jedno pęknięcie plastikowego uchwytu, jedna sparciała uszczelka i wszystko trafia szlag. No ale przecież nie wyrzucisz porządnej pokrywki. Kiedyś ją naprawisz, historia zna już takie przypadki. Raz przecież jakiś góral spod Nowego Sącza podobno naprawił taką pokrywkę, w "Fakcie" o tym pisali przecież. A może wszystko zmyślili? Ty w każdym razie swojej pokrywki nie wyrzucisz.

Pokrywka czai się w mroku; fot. Dominika WęcławekPokrywka czai się w mroku; fot. Dominika Węcławek Pokrywka czai się w mroku; fot. Dominika Węcławek Pokrywka czai się w mroku; fot. Dominika Węcławek

Mroczny dyspenser przypraw

Kiedyś kupiliście całkiem obiecujący zestaw przypraw w szklanych pojemniczkach fachowo zwanych dyspenserami. Dyspenser to takie śmieszne słowo na "d" które niekiedy może kojarzyć się źle, na przykład z suspensorem imponderabiliów , a jest po prostu pojemniczkiem z celowo uczynionymi w nim otworkami, bądź lejkiem - w celu dozowania, czyli dysponowania zawartością. Z takimi zestawami często dzieje się tak, że się, cholery, dekompletują. Niekiedy zostaje po nich ledwie mgliste wspomnienie oraz jeden mroczny, zarośnięty dyspenserek zawierający jakąś podejrzaną substancję. Jeszcze dekadę temu była niewinnym "mixem przypraw curry" , który jakoś smakiem do niczego nie pasował, ale dziś? Kto wie... Być może stała się oazą mikroterroru i otworzona poniewczasie sprawi, że jej zawartość ogłosi aneksję piekarnika, albo secesję lodówki. Brrrrrrrr. Królowa jest przerażona.

Awangardowa chochelka

Czasem dostajecie fajne prezenty, a czasem ofiarodawcy myślą praktycznie. Na przykład dochodzą do wniosku, że wasze życie "po trzydziestce " wymaga pewnych udogodnień - osobnej łychy do wyławiania makaronu i dołączanej do niej niezobowiązująco chochelki do wyławiania małży. Ja na przykład nie wyobrażam sobie życia bez takiej chochelki. Codziennie rano wychodzę przed swój dom i łowię małże od niechcenia, czuję się dzięki temu ubogacona duchowo i pełna sił witalnych. Załowię Założę się jednak, że każdy ma w swojej kuchni jakieś proste narzędzie, albo zaskakujący sprzęt, którego nigdy, przenigdy, albo ledwie raz na kilka lat używa zgodnie z przeznaczeniem. Z własnego doświadczenia powiem, że najtrudniej jest używać niezgodnie z przeznaczeniem otwieracz do ananasów , aczkolwiek przypuszczam, że gdybym musiała wykonać metodą chałupniczą trepanację czaszki - spróbowałabym właśnie za pomocą tego cudeńka.

A tą chochlą codziennie poławiamy małże tudzież mule; fot. Dominika WęcławekA tą chochlą codziennie poławiamy małże tudzież mule; fot. Dominika Węcławek A tą chochlą codziennie poławiamy małże tudzież mule; fot. Dominika Węcławek A tą chochlą codziennie poławiamy małże tudzież mule; fot. Dominika Węcławek

Przetwory - potwory

Są w szafkach różne sekrety, trupy kuchenne. A to kartofelek - uciekinier, który wyturlał się skrycie któregoś dnia z siatki nylonowej, a to jakaś konserwka z zupą rybną prosto z Sołowek, są słoiczki skrzętnie opisane prababciną ręką "Wiśnie 2011", "powidła śliwkowe 2013", "malinowy sok, lato 2009" . I jest on. Jeden tajemniczy słoik. Zawsze go pomijacie. Może w najczarniejszą godzinę ocali was przed śmiercią głodową? A może po prostu stanie się doskonałą bronią biologiczną w czasie zajadłych walk z tajemniczym wrogiem? Kto wie... Póki co jednak stoi sobie cichutko i nie woła, nie prosi, nawet się nie narzuca. Taki kuchenny potworek. Powiadają nawet, że jeśli zostanie któregoś dnia wyniesiony z królestwa znanego jako kuchnia, to całość legnie w gruzach.

Słoik z piekła rodem; fot. Dominika WęcławekSłoik z piekła rodem; fot. Dominika Węcławek Słoik z piekła rodem; fot. Dominika Węcławek Słoik z piekła rodem; fot. Dominika Węcławek

A jakie są Wasze kuchenne sekrety i akcesoria grozy?

Więcej o: