Jak się spakować na majówkę? Poradnik dla nierozgarniętych podróżnych

Już za chwileczkę, już za momencik - majówka! Początek sezonu rozmaitych wypraw, dalekich i bliskich. Dlatego warto zastanowić się: co jest zawsze w bagażu potrzebne, a co zawsze stanowi zbędny balast i ambaras?

Podróż! Przygotowania, reisefieber, a potem już sama radość, relaks, oczy pasą się nowymi krajobrazami (lub tym dawno niewidzianymi), mózg oczyszcza się w atmosferze niecodziennych miejsc, głosów i zapachów (nawet, jeżeli jest to tylko zapach średnio czystego dworca, przyznajcie - zawsze coś innego niż biurowy kurz i toner do drukarki). Oczywiście, inaczej należy spakować się na przechadzkę po Orlej Perci, inaczej na piknik z dzieckiem w miejskim parku, a jeszcze inaczej na romantyczną wyprawę we dwoje w dowolnym kierunku. Jednak są stałe punkty programu, których dla swojego dobra nie należy pominąć.

Dobre pakowanie zaczyna się od listy. W mojej głowie i dłoni jest ona zazwyczaj papierowa, ponieważ lubię wykreślać, czarrnym marrkerrem po białej kartce. Prawdopodobnie można sporządzić ją za pomocą jakiejś chytrej aplikacji, jeżeli jest się człowiekiem obeznanym z nowoczesnością.

O listach rzeczy do zabrania jako rytuale wprowadzającym do podróży czytałam ostatnio w książce "M Train" Patti Smith - poetka i wokalistka zawsze wozi ze sobą to samo: siedem podkoszulek, ogrodniczki, skarpetki z wyhaftowaną przy kostce pszczołą i kilka innych niezbędnych drobiazgów. Zmieniają się tylko wkładane do walizki książki i buty. Taka asceza wymaga jednak długoletniej praktyki, zacznijmy więc od niezbędnika bardziej rozbudowanego.

1. Oczywiste oczywistości

Bilety. Numery rezerwacji. Numery telefonów do osób, z którymi należy nawiązać kontakt na miejscu (dotyczy nie tylko szpiegów). Tak, mamy komórki, a komórki mają dostęp do Internetu i wszystko można wszędzie sprawdzić, tylko że nie zawsze. Bo sieć padnie. Bo bateria się rozładuje (zabrać ładowarkę).

W tej przegródce mieszczą się też okulary , drodzy krótkowidze. Nosicie soczewki. Świetnie. Spakujcie okulary. Macie je na własnym nosie? Doskonale. Zabierzcie zapasowe. Bo nie zna życia ten, kto nie dostał wrednego zapalenia spojówek, uniemożliwiającego wkładanie do oka ciała obcego i nie miał czym wzmocnić ostrości widzenia. A jeszcze mniej zna je ten, komu okno nie zgniotło okularów właściwych, gdy zapasowe były 500 km dalej.

Leki przeciwbólowe i przeciwbiegunkowe. Tyle powinno wystarczyć na krótkie trasy w pobliżu cywilizacji.

Dokumenty - eureka, no nie? Jednak przed wyjazdem warto przejrzeć portfel. Dowód osobisty, karta miejska, karty do bankomatów. Czy coś jeszcze będzie potrzebne? Warto przeczyścić przegródki z wszystkich "plastików", które nosimy na co dzień. Pięć kart bibliotecznych, osiem lojalnościowych, kupon zniżkowy na dziesiąte frytki i karta upominkowa, na której chyba zostało 10 zł (a może już nie?) - one raczej w podróży się nie przydadzą. Chyba że do smarowania bułki pasztetem, kiedy jemy na łonie natury podczas wyprawy w trybie ekonomicznym.

2. Mapa (i terytorium)

Trochę oczywiste, a jednak nie. To przecież nie obóz harcerski, marszu na azymut nie będzie (chyba, że jednak jedziecie na obóz harcerski, ale wtedy i tak nie ma już dla was ratunku, przykro mi). Jednak jadąc gdziekolwiek, dobrze wcześniej sprawdzić na mapie, jak to miejsce wygląda. Klik, klik, mamy dostępne mapy satelitarne, z podglądem prawdziwej przestrzeni, co tylko chcemy. Dzięki temu można łatwiej dotrzeć na miejsce, bo w głowie ma się chociażby mgliste odwzorowanie relacji przestrzennych - czy nie jest dobrze wiedzieć z góry, że dworzec kolejowy w Nałęczowie oddalony jest od tzw. miasta o kilka kilometrów drogi przez pola i spacer z ciężkim plecakiem nie będzie przyjemną opcją?

3. Notes i długopisów kilka sztuk

Kategoria ludzi, która zadziwia mnie najbardziej? - "Nie mam nic do pisania" (klepanie się po kieszeniach, rycie w torebce). To jak zapiszesz pomysł na nową powieść i jej pierwsze zdania?! (wiadomo, najlepsze frazy pojawiają się wraz ze stukotem kół pociągu). Jak zanotujesz maila do reżysera, który dzwoni w przelocie i prosi cię o przesłanie portfolio? Jak w napadzie paniki (wiadomo, najlepszy pojawia się zawsze kiedy jedziesz autokarem i nie ma ucieczki od czarnych myśli i bolącego kręgosłupa) podliczysz pod kreską wydatki i wpływy w nadchodzących miesiącach i uznasz, że wcale cię na ten wyjazd nie stać? A kiedy autokar się zepsuje, skąd weźmiesz kartki, żeby pograć z towarzyszami w inteligencję/kartofle/kropki/okręty, czekając na zapasowy transport?

Fot. CC0/StocksnapFot. CC0/Stocksnap Fot. CC0/Stocksnap Telefon i tablet mogą się rozładować, warto mieć długopis (Fot. CC0/Stocksnap)

4. Chusta bawełniana, duża

Taka chusta ma wiele zastosowań. Można zrobić z niej szal, turban i szaloturban. Można owinąć sobie przewiane korzonki, przesłonić ciało (jak pareo) lub niefortunnie pozyskaną plamę na spodniach czy froncie bluzki. Rozłożyć na brudnym siedzeniu. Zawinąć w nią skarby, na przykład pół kilo zapiaszczonych muszli lub szyszki, lub wyrwaną naturze sadzonkę tego, co akurat chcecie widzieć w swym domowym ogródku. Można w chuście nieść małego kogoś lub ciężkie coś. Można przykryć nią zbyt mocno świecącą lampkę. A jak wam urwie kończynę podły los, to można obwiązać kikut.

5. Kubek termiczny

Mała rzecz, a cieszy. Zabieranie w podróż gorącej herbaty jeszcze nigdy nie było tak proste. Wiem, że najlepiej jest oczywiście siedzieć w kawiarence na rynku i pić podwójne latte z poczwórną pianką i syropem smakowym, ale mnie średnio na to stać (albo tak sobie mówię, i całą przyjemność szlag trafia). Równie miło jest na ławce na rynku, z kubkiem zawierającym ciepły napój uwarzony jeszcze w hotelu czy innym gościnnym miejscu (albo tak sobie mówię, bis).

6. Mokre chusteczki

Kiedy byłam dzieckiem, mama zabierała w trasę wilgotny ręcznik w plastikowej torebce. Dziś mamy na każdym rogu drogerię i chusteczki - do wyboru, do koloru (chociaż zazwyczaj są jednak białe): antybakteryjne, zapachowe, nawilżające. Ja wybieram zazwyczaj te do szorowania niemowlęcych pup: tanie, delikatne, dużo. Podobnie jak w przypadku chusty, mnogość zastosowań - można przetrzeć nimi brudną ławkę, zanieczyszczony sztuciec, własną twarz lub inną część ciała (dorośli też brudzą się w toaletach, smutne, wstydliwe, ale jednak tak się dzieje), wypucować dziecko i deskę klozetową, zrobić sobie kompres na spieczone słońcem liczko (następnym razem pamiętać o kremie z filtrem).

7. Odrobina prowiantu

Nie mówię, że od razu jaja na twardo i spieniony kompot truskawkowy w bidonie. Ale dobrze mieć cokolwiek do jedzenia i cokolwiek do picia. Orzechy w czekoladzie, batona z ziaren, suchary ryżowe, butelkę wody. Nawet, jeżeli podróż z punktu A do punktu B powinna trwać niezbyt długo i mieć dość przewidywalny przebieg, zawsze może potoczyć się inaczej. Najczarniejsza droga w moim życiu wiodła z Pragi (czeskiej) do Warszawy. Nocny ekspres, po upojnym wieczorze w piwiarni wsiadłam do pociągu, pomachałam braciom Słowianom i zasnęłam z zamiarem powstania rankiem już na rubieżach Warszawy. Niestety, wichura uszkodziła trakcję i obudziłam się wprawdzie zgodnie z planem, ale pociąg nadal był za południową granicą. I nadal nie miał wagonu WARS. Wyobraźcie sobie tego kaca.

Fot. CC0/pexels.comFot. CC0/pexels.com Fot. CC0/pexels.com Możesz zabrać prowiant? To lepiej zabierz! (Fot. CC0/pexels.com)

8. Prezerwatywy

Tak, tak. To już nie te lata, dziecko tęskni za matką, mąż lub inny narzeczony śle uwodzicielskie smsy z odmętów słomianego wdowieństwa (np. "Na ile stopni nastawić pranie?"), a w życiu bywa różnie i może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Nie ma co poddawać się czarowi chwili i zapewnieniom kochanka (oraz zdrowemu wyglądowi jego genitaliów). Seks bez zabezpieczenia jest niedobrym pomysłem, nawet, jeżeli apteka tak daleko, a kioski już zamknięte. Zostawiam na boku kwestie moralne, ale zawsze myślę, że wolałabym tłumaczyć się ze zdrady niż ze zdrady i zarażania partnera chorobą weneryczną (w najlepszym wypadku).

9. Książka

Wieczny dylemat: czy brać? Co brać? Ile brać? Bo ciężkie. Rozwiązałam go, kupując najprostszy czytnik (a jestem zagorzałą zbieraczką opasłych tomów i nie była to łatwa decyzja). Przechowuję w nim kilkanaście nieprzeczytanych pozycji, waży toto niewiele, ma wytrzymałą baterię i ładowanie USB, przez rok udało mi się go nie utopić, nie zgnieść i nie uszkodzić. Skarb. Co do samej idei, to książka jest mi niezbędna. Prędzej pojechałabym bez majtek. I nie zamierzam się z tego tłumaczyć.

10. Czego nie brać?

Nie polecam zabierania na urlop pracy. Nie chcę tu oszałamiać banałami, że trzeba się wyłączyć, spędzić wysokiej próby czas z rodziną lub z własną głową, a zlecenia przecież nie uciekną. Być może właśnie uciekną. Ale nie sposób ciągle zarabiać, czasem trzeba trochę pieniędzy wydać. Nie powiem wam jeszcze jak, bo sama się tego uczę.

Dobrze też odłączyć się od Internetu. Kolejny banał, ale to naprawdę miłe. Podobno Sokrates zawołał kiedyś na ateńskim targu: "Ile tu rzeczy, bez których jestem szczęśliwy!". Jest też mnóstwo stron, których można nie przeglądać. Sami się zdziwicie.

Pakowanie wersja 'lekka' (Fot. cc0/pexels.com)Pakowanie wersja "lekka" (Fot. cc0/pexels.com) Pakowanie wersja "lekka" (Fot. cc0/pexels.com) Pakowanie wersja "lekka" (Fot. CC0/pexels.com)

Urlop/podróż/wyjazd to wbrew pozorom nie jest tak do końca czas na nadrabianie rozmaitych zaległości. Jeżeli przez cały rok nie możecie zebrać się do skakania na skakance (tak tanio, tak efektywnie, takie cardio, o boże, chyba wypadło mi serce!), to nie wciskajcie jej w ostatniej chwili do walizki. Jeżeli wynajmujecie okazyjne, tanie studio z aneksem kuchennym, ale w domu żywicie się głównie mrożonkami, nie ma sensu dźwigać "Kuchni włoskiej" w nadziei, że świeże warzywa i słoneczne endorfiny zmienią wasz stosunek do rondla i patelni. I tak dalej.

Teraz wiecie już wszystko! Szerokiej drogi!