Z klasą i bez focha - taka jest muzyka Mai Olenderek

Płyta "Bubble Town? to kilka zgrabnych piosenek, piękny głos i dopracowane brzmienie. Choć objęłyśmy patronatem ten album, nie spodziewajcie się fałszywych pochwał, oczekujcie natomiast przyzwoitego popu.

149 osób uwierzyło w muzykę Mai jeszcze zanim nagrała swój pierwszy album. Każda z tych osób dorzuciła kilka groszy i tak udało się zebrać ponad 13 000 zł niezbędnych do wydania krążka "Bubble Town" . Zanim jednak liderka, od imienia której wziął nazwę zespół Maja Olenderek Ensemble zdecydowała, że to najwyższy czas przygotować coś trwalszego, zdążyła już się nakoncertować i podbić serca publiczności. Ta zawsze jest głodna dobrej, zasadniczo niegroźnej muzyki popularnej, czyli takiej, która z jednej strony jest melodyjna i przystępna, z drugiej nie uwłacza odbiorcy.

Album 'Bubble Town' (fot. Paulina Gedymin)Album "Bubble Town" (fot. Paulina Gedymin) Album "Bubble Town" (fot. Paulina Gedymin) Album "Bubble Town" (fot. Paulina Gedymin)

Pierwsze słowo, jakie przychodzi na myśl podczas słuchania gotowego już albumu to zmysłowa . Muzyka na "Bubble Town" taka właśnie jest, aksamitno-pieszcząca, odrobinę (ale tylko odrobinę) drapieżna, przede wszystkim jednak bardzo delikatna. W otwierającym krążek utworze "Tree" słyszymy jak przy oszczędnym akompaniamencie instrumentów akustycznych Maja buduje napięcie. We wszystkich dziewięciu piosenkach to jej głos jest wiodącym instrumentem, na jego barwie i fakturze skupia się uwaga, on też uwodzi i kołysze. Melodia i brzmienie słów zdają się być dla wokalistki ważniejsze niż sam tekst. Treściowo to zwyczajne opowieści, trochę o zachwycie nad światem, trochę o samotności, relacjach z mężczyznami.

Niedawno Maja powiedziała Gosi Tchorzewskiej , że używa bezpiecznych określeń dla swojej muzyki, choćby po to, by oczekiwania wobec jej działalności nie były zbyt rozbuchane.

Wolę, żeby czyjeś oczekiwania były na poziomie neutralnym, niż żeby ktoś poczuł się oszukany. Dlatego lubię używać określeń, które są faktami. Np. że gramy akustycznie, że nasza muzyka jest eklektyczna, melodyjna. To bezpieczne terminy, nie wartościują.

Wygląda na to, że także podczas tworzenia Maja i jej zespół wolą pozostawać na bezpiecznym terenie, jeśli akustyka, to doszlifowana, piękne, głębokie dźwięki bez żadnych ekscesów i awangardowych odchyleń. Jeśli eklektyzm to umiarkowany, odrobina cyganerii, nieco burleski, ukłony w stronę balladowego country. Wszystko stylowo i z fasonem. Sama Maja, nawet jeśli się trochę rozkręca, jak choćby w najbardziej wyrazistym na płycie, tytułowym utworze "Bubble town" , pewnie i mocno śpiewa, śmiało porzucając gdzieś kołysankową estetykę, a jednocześnie trzyma głos w ryzach, nie przeszarżowując.

 

Jedyne o co mogę mieć swój mały, prywatny żal, to niedobór emocji. Za dużo tu dla mnie zachowawczości, ale ja to ja, mam nieco większy apetyt na dziwne zagrywki. Tak, jak nie oczekuję od Diany Krall by stała się Mataną Roberts , tak nie będę tutaj zrzędzić, że Maja nie jest kimś innym. Niech będzie sobą, coraz bardziej i bardziej! "Bubble Town" to bardzo dobry pierwszy krok. Nazwisko Diany Krall zaś pojawia się nieprzypadkowo, bo jeśli komuś miałabym polecić twórczość Maja Olenderek Ensemble, to właśnie tym, którzy preferują taki rodzaj muzyki. Kompletna, doskonale brzmiąca, świetnie wykonana i przyswajalna w całości, wreszcie też zachęcająca do kolejnych spotkań.

Więcej o: