Gdy w pracy nie możesz być sobą - maska, która uwiera

Idziesz do pracy - musisz grać. Przekraczając próg biura, formatujesz sobie osobowość. Po pewnym czasie jesteś tak dobra w tej grze, że przyjmą cię bez egzaminów do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Gorzej, gdy maska przyrasta ci do twarzy tak mocno, że zostaje po wyjściu z pracy.

I nagle okazuje się, że przestajesz być spontaniczna i tracisz wewnętrzną radość . Bo masz bardzo poważną pracę z bardzo poważnymi ludźmi, którzy nie lubią się śmiać i okazywać emocji, ponieważ śmiech i poczucie humoru, zwłaszcza to absurdalne, jest nie na miejscu. Jest niewskazane, jak zdanie wielokrotnie złożone w tekście piosenki disco-polo. Żartować nie wypada, przekląć nie można, powiedzieć coś po polsku, a nie w korpomowie - grzech nad grzechy. Tematy oderwane od kwestii zawodowych nie są mile widziane, gdyż to takie nieprofesjonalne. Żeby przetrwać trzeba udawać. Uśmiechać się ładnie uśmiechem numer pięć. Płakać cicho w toalecie, ukradkiem, tak żeby się nie rozmazać, nerwowe papierosy wypalać na parkingu.

Maski w pracy zakładamy z wielu powodów. W imię zachowania stanowiska, w imię awansu. Dopasowujemy się do sytuacji i warunków, jak kameleony. I to nie jest do końca złe, ponieważ świadczy o zdolnościach adaptacyjnych i możliwościach przetrwania. Tylko, że trochę uwiera. Jak kamyk w bucie.

MaskMask fot. Simon & his camera Flickr CCo Fot. Simon & his camera, Flickr CCo

Strój. Są zakłady pracy, gdzie wymagany jest mundurek, garnitur, garsonka, skafander, formalny kostium, mentalny czador. Trzeba wyglądać odpowiednio. Ja to rozumiem, ponieważ wygląd pracownika świadczy o firmie. Pracownik jest wizytówką i ta wizytówka ma być nienaganna. Jak z żurnala. Ma być schludnie, czysto i elegancko. Niby to tylko jakieś szmaty, zewnętrzne warstwy materiału. Teoretycznie kawałek tkaniny nie powinien mieć wpływu na to, kim jestem i jak się zachowuję.

A jednak gdy zakładam do pracy szpilki, elegancką bluzkę, ołówkową spódnicę i odpicuję się, jak typowa biurowa laska, to nie jestem tą prawdziwą sobą w legginsach i adidasach. Bo jednak najlepiej czuję się w rzeczach wygodnych. W tych szpilkach coś się ze mną dzieje, mam wrażenie, że staję się taką panią z centrali, zasadniczą chudą zdzirą, a przecież szpilki nie uwierają mi zwojów w mózgu, co najwyżej deformują stopy. Niemniej w jakiś niewyjaśniony sposób biurowy szyk sprawia, że wbijam się w formalny gorset. Dlatego nie ukrywam, że najmilszą chwilą jest ta, gdy zdejmuję ten kostium i z powrotem staję się normalna.

Język. Musisz się wyrażać. Odpowiednio, jak dama. Dla choleryków, którzy w chwilach frustracji rzucają talerzami i kurwami, to trudne tak się powstrzymywać. Zatrzymałeś kiedyś wulkan? Nie da się, nie za bardzo, on w końcu wybuchnie, na którymś z poziomów. Znajoma z dość niewyparzonym językiem opowiedziała mi o tym, jak jej nowi współpracownicy oburzeni przekleństwami, które wypowiadała od czasu do czasu zaproponowali, żeby za każde "brzydkie słowo" wrzucała złotówkę do słoika. Jasne, kultura osobista jest niezwykle istotna i kobieta nie powinna się wyrażać jak nawalony kibol po meczu, ale czasem trudno utrzymać emocje na wodzy. I lepiej wyrzucić z siebie lawę niecenzuralnych słów niż kisić gniew w sobie i hodować wrzody na żołądku.

Poglądy. Lepiej się nie zdradzać z tym, co siedzi w głowie. Unikać tematów niewygodnych, kontrowersyjnych i przede wszystkim politycznych. Lepiej się nie wychylać, nie mówić tego, co się myśli naprawdę. Uśmiechać się i śmiać się z żartów szefa, nawet jeśli są na żenującym poziomie.

Osobowość. Ukrywasz emocje i prawdziwe myśli, bo są w poprzek i na przekór temu, co należy mówić i uważać. Pilnujesz się, jak saper na polu minowym. Czasem jest tak, że niestety trafiasz na zespół ludzi, z którymi chemii nie ma. Nie zaiskrzy na żadnym poziomie. Ale musisz udawać, że jest fajnie i miło. I od tego miło robi się niedobrze.

Prawda. Tu maska uwiera najbardziej. Bo nie jest fajnie spojrzeć na siebie rano w lustrze, gdy poprzedniego dnia wcisnęło się starszym ludziom jakieś badziewne garnki za góry złota. Czy można mieć komfort psychiczny, gdy pożycza się dwa tysiące złotych samotnej matce na lichwiarski procent, żeby mogła wykupić dziecku kolonie nad polskim morzem? W imię zysku opychasz kolejny niebity samochód, igłę od Niemca, który płakał sprzedając. Niebity to on był, owszem, gdy opuszczał fabrykę, później już nie. Tylko kiedy przeoczyłeś moment, gdy przestałeś odczuwać wstyd?

workwork A jednak w pracy tez można miło spędzać czas ... /fot. Zoriah Flickr CCo A jednak w pracy też można miło spędzać czas ... (fot. Zoriah, Flickr CCo)

Praca nie zawsze pozwala na pozostanie sobą. Konkretne zawody i miejsca pracy wymagają dostosowania się do panujących tam zasad, sztywnych reguł i procedur, które nie dają pola do popisu wyobraźni i emocjom. Musimy zakładać maski. Na dłuższą metę to jest cholernie męczące. To ciągłe pilnowanie się, udawanie tego, kim się nie jest. Najbardziej przykre jest jednak to, że po pewnym czasie trudno jest po pracy wyjść z roli, którą się wcześniej przyjęło.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: