Egoista w łóżku, egoista w życiu?

Przy 35 stopniach w cieniu jest za gorąco, żeby seks uprawiać, ale porozmawiać zawsze można. Z dyskusji z przyjaciółkami przy lemoniadzie (czasem tej wysokoprocentowej) wynika, że najgorzej wylądować w łóżku z egoistą. Bo taki partner, nie sprawdzi się także poza sypialnią.

Nie zwlekaj z zaproszeniem go do sypialni. Tam dowiesz się o nim wszystkiego (fot. Pexeles.com)Nie zwlekaj z zaproszeniem go do sypialni. Tam dowiesz się o nim wszystkiego (fot. Pexeles.com) Nie zwlekaj z zaproszeniem go do sypialni. Tam dowiesz się o nim wszystkiego (fot. Pexeles.com) Nie zwlekaj z zaproszeniem go do sypialni. Tam dowiesz się o nim wszystkiego (fot. Pexeles.com)

Ludzie dzielą się na tych, którzy wolą prezenty ofiarowywać i tych, którzy chętniej je otrzymują. Pierwsza grupa czerpie przyjemność z dawania przyjemności innym, druga skupia się bardziej na własnych potrzebach. W związkach partnerzy zazwyczaj należą do dwóch różnych grup. Jeśli oboje są nastawieni tylko na dawanie, każde nieporozumienie kończy się impasem, bo obie strony chcą jak najlepiej dla tej drugiej osoby. Jeśli zaś oboje są raczej z grupy "obdarowywanych odbiorców" nie ma komu zadbać o wzajemne potrzeby.

Idealną harmonię, jak wiadomo, osiąga się wtedy, gdy partnerzy zamieniają się rolami ofiarujących i przyjmujących, zależnie od dnia, humoru, potrzeb. "Szef się na ciebie wydarł, to zrobię ci twoją ulubioną pizzę ", "Jesteś zmęczony, załatwię za ciebie sprawunki ", "Kochanie, mam dosyć, mógłbyś sam odwiedzić swoją mamę? ". Układ, który działa w kuchni i w salonie, sprawdzi się także w sypialni. Wszystkie znane mi dziewczyny deklarują, że nigdy nie związałyby się na poważnie z chłopakiem, z którym nie ma w łóżku chemii. Chemii, czyli tego tajemniczego czegoś, opartego na balansie miłości i pożądania. Prawie jednogłośnie dziewczyny odżegnują się od umawiania się z egoistami.

Oczywiście zdarzają się nam wszystkim potknięcia, bo narcyzi bywają na nasze nieszczęście dosyć charyzmatyczni. Ale w idealnym świecie dojrzałych, pewnych siebie i samoświadomych kobiet nie byłoby miejsca na toksyczne związki z chłoptasiami, którzy czekają tylko na to, żeby ktoś połechtał ich ego. Zakochani w sobie (nie tylko mężczyźni) wypracowują skomplikowane metody maskujące, na które co i rusz dajemy się nabrać. W łóżku oszukać trudniej. Bo widać nie tylko boczki i cellulit, ale także najgłębsze lęki i zahamowania. W seksie ujawnia się prawdziwa natura.

Jeśli więc chcemy sprawdzić, czy aby na pewno nasz wybranek nie kocha siebie bardziej niż nas, seks niech będzie papierkiem lakmusowym miłości. Od jakich mężczyzn trzymać się z daleka? Skoncentrowanych tylko na własnej przyjemności. Jeśli on nie przejmuje się kobiecym orgazmem, następnym razem, gdy pojedziecie do twoich rodziców na weekend, wyjdzie z pokoju na pytanie o to, kiedy ślub. Gdy złapiesz przeziębienie, niechętnie zrobi ci herbatę z malinami, a gdy okaże się, że musisz zostać dłużej w pracy, nie odbierze dzieciaków ze szkoły.

Wartościowy partner będzie wiedział, że żyjesz nie tylko miłością (fot. Pexeles.com)Wartościowy partner będzie wiedział, że żyjesz nie tylko miłością (fot. Pexeles.com) Wartościowy partner będzie wiedział, że żyjesz nie tylko miłością (fot. Pexeles.com) Wartościowy partner będzie wiedział, że żyjesz nie tylko miłością (fot. Pexeles.com)

Bo jeśli związek polega na sprawianiu sobie przyjemności, wspieraniu się i dążeniu do równowagi, czym różni się troska o twój orgazm od troski o twoje dobre samopoczucie? Nie każdy musi zdać egzamin z cunnilungusa ani podczytywać Kamasutry, ale traktowanie kobiety w łóżku jak przedmiotu, a nie podmiotu, uznawanie gry wstępnej za zło konieczne, a wszelkich eksperymentów za zbędny trud (bo przecież najfajniej jest w pozycji misjonarskiej przez pięć sekund, a potem spać), to już nie zwykłe lenistwo, a lekceważenie. A nawet gorzej.

W seksie odbija się kondycja związku. Co do tego zgodni są także mężczyźni. Jeśli więc nie ma w nim chęci do dzielenia się przyjemnością, chęci odkrywania tajników twojego ciała ani dawania erotycznych prezentów, przyszłość związku nie rysuje się różowo, chyba że zaakceptujesz ten brak równowagi w każdej sferze życia. Ale ja wyznaję zasadę: nie podniecam cię, to znaczy, że nie kochasz. Nie starasz się, to znaczy, że nie zostaniesz ze mną na zawsze. Nie chcesz, żeby było mi dobrze, nie traktujesz mnie jak równej sobie. To chyba uczciwe podejście.

PS. To działa w obie strony: mężczyznom też nie życzę partnerek, które myślą tylko o sobie. W końcu mamy równouprawnienie.

Więcej o: