"To się jeszcze kiedyś przyda" - czyli kilka słów o ludziach chomikach

Przydać się może szkolenie z pierwszej pomocy, znajomość przepisów podatkowych i orientacja w terenie. Przydają się też słoiki, ponieważ w imię ekologii można przechowywać w nich od kasz, po śrubki i gwoździe. "Przydawanie się" ma jednak też mroczne oblicze, ciemną stronę mocy, a na imię jej chomikowanie.

Zbieranie znaczków - niegroźna pasjaZbieranie znaczków - niegroźna pasja Zbieranie znaczków - niegroźna pasja /fot. Katey Flickr CCo Zbieranie znaczków - niegroźna pasja (fot. Katey Flickr CC0)

Kilkanaście lat temu razem z przyjaciółką nocowałam w Budapeszcie u pani Halinki. I tam po raz pierwszy zetknęłam się z osobą cierpiącą na patologiczne zbieractwo (towarzyszyły jej oczywiście pudełka). Był to taki nocleg na czarną godzinę polecony przez koleżankę koleżanki. Pani Halinka, która pasjami oglądała telenowelę "Zbuntowany anioł" mieszkała na czwartym piętrze secesyjnej kamienicy, razem z mężem zwanym papą oraz nieskończoną liczbą plastikowych pudełek. Wszelkiej maści i kolorów pojemniki należące do przeróżnych rodzin opakowań po lodach, margarynach oraz innych nieznanych mi z nazwy produktach spożywczych piętrzyły się na kredensach, szafach oraz tworzyły kolumny na podłodze. Te ostatnie, niekiedy przechylały się niepokojąco. Powkładane jedne w drugie i związane misternie sznurkami zbierały pokornie kurz. Kiedy weszłyśmy z przyjaciółką do tego niezwykłego królestwa, pani Halinka przywitała nas cała w mące i fartuchu w polne kwiaty, ponieważ akurat był to czas wyrabiania makaronu. W praktyce oznaczało to, że 80- metrowe mieszkanie zapełniał dodatkowo labirynt suszarek do makaronu. W tym wszystkim rozłożyłyśmy sobie karimaty i próbowałyśmy spać nie śmiejąc się głupio z chrapania papy. Rano przy śniadaniu pani Halinka spojrzała tak wymownie na nasze opakowania po jogurtach, że oddałyśmy je bez mrugnięcia okiem.

Od tej pory odczuwam pewien niepokój na myśl o kompulsywnym gromadzeniu rzeczy. Choć jednocześnie rozumiem ludzkie pasje polegające na tworzeniu kolekcji i zbiorów z subiektywnie cennych przedmiotów. Z rumieńcem wstydu na policzku wspomnę, że mam na swoim koncie pewne osiągnięcia w tym zakresie. Jako typowe dziecko epoki PRL-u zbierałam znaczki, barwne opakowania po czekoladach - zwłaszcza tych z zagranicy oraz historyjki z gumy Donald. W późniejszym wieku odkładałam do pudełka skarbów czterolistne koniczny i bilety z koncertów. Chciałam też zacząć zbierać kostki od gitary muzyków, z którymi się całowałam, ale miałam tylko dwie (najwyraźniej nie byłam w typie basistów) , więc stwierdziłam, że to jest bez sensu, ponieważ ta kolekcja słabo rokuje i raczej nie ma charakteru rozwojowego.

pieniądzepieniądze Może powinnam zacząć zbierać te zadrukowane papierki? /fot. Magda Acer Może powinnam zacząć zbierać te zadrukowane papierki? (fot. Magda Acer)

Obecnie nic nie zbieram z wyjątkiem książek, ale mój księgozbiór nie zakrawa na zbieractwo. Z racji niewielkiego metrażu, którym dysponuję, wszelkie objawy gromadzenia zbędnych przedmiotów budzą mój sprzeciw i niepokój. Dlatego gdy mój mąż mówi do mnie: "Nie wyrzucaj tego, to się przyda" - to wpadam w stan irytacji, ponieważ doskonale wiem, że te rzeczy wcale się nie przydadzą. Po co nam zepsuty ekspres do kawy, w którym są jakieś części, które potencjalnie można wykorzystać do naprawy innego urządzenia. Dodam, że od pięciu lat nie zostały wykorzystane. Mąż twierdzi, że czekają na TEN właściwy moment. Nie mogę wyrzucić trzech reklamówek kaset magnetofonowych z ciężką muzyką metalową, trash metalową czy jak ją tam zwał. Nie mogę wyrzucić tych muzycznych relikwii, chociaż nie mamy już magnetofonu, na którym można by odtworzyć te dźwięki z czeluści piekielnych czy też gardła samego Belzebuba. Te kasety to cenne pamiątki, artefakty z czasów liceum. A mój mózg ma w tym czasie niebezpieczny przebłysk z mieszkania pani Halinki zawalonego pudełkami.

kasetykasety Inni ludzie też zbierają kasety /fot. Yohan Creemers Flickr CCo Inni ludzie też zbierają kasety (fot. Yohan Creemers Flickr CC0)

Kiedyś zrobiłam mężowi porządek w szafie z ubraniami i radykalnie uwolniłam go od strasznych ubrań - głównie prezenty od teściowej . Nie był to dobry pomysł. Ta samowolka i mój zamach na bastion dziwnej mody skończyły się awanturą. Dlatego kolejne remanenty robiłam już zawsze z udziałem zainteresowanego, choć nie ukrywam, że miałam ochotę ewakuować wiele okropnych bluz. I do dziś słyszę wyrzuty, że namówiłam męża na pozbycie się koszuli z suwakiem zamiast guzików, która była taka praktyczna i na pewno przydałaby się wiele razy. Chyba na imprezę typu dziad party , odpowiadam niezmiennie.

Nie tylko mój wybranek serca tak ma, że lubi sobie coś zachomikować. Mężowie koleżanek też gromadzą różne niepotrzebne naszym zdaniem przedmioty: gazety sportowe, części samochodów, zestawy narzędzi zdobyte za punkty na stacjach benzynowych, trofea myśliwskie. Z kolei mężowie koleżanek złoszczą się na żony za gromadzenie butów (nie powinni, bo zostały zdobyte na wyprzedażach, a to okazja) , kolejnych sukienek, kosmetyków i durnostojek.

Dlatego od dziś postanowiłam zbierać dobre wspomnienia, nie zajmują dużo miejsca.

Magda Acer

Więcej o: