10 miesięcy pracy wśród kobiet. Wnioski? Cholernie brakuje mi testosteronu!

Pierwszy raz w życiu pracuję w redakcji, w której występuje taka nierówność płci. Wokół mnie sam estrogen. Nie, nie jest tak, że nie ma w ogóle mężczyzn. Mam w zasięgu wzroku dwóch. Na dwadzieścia kobiet. Po niemal roku spędzonym wśród samic, czas na małe resume.

Kobiety, wszędzie same kobiety - ratunku (fot. Pexels.com CC0)

Lubię kobiety. Uważam, że są między nimi istoty mądre, szczere, błyskotliwe, wrażliwe, inspirujące. Dodatkowo na znaczną część naprawdę miło popatrzeć. Jestem więc w redakcji Focha najzupełniej nieprzypadkowo. Bardzo mi na tym zależało, z wielu różnych powodów. Lubię pracować z kobietami, więc gdy zobaczyłam, że obok Focha są inne redakcje, tworzone głównie przez kobiety - pomyślałam - będzie dobrze. I w zasadzie nie pomyliłam się. Tyle że praca w estrogenowym Guantanamo ma pewne skutki uboczne .

Kobiece towarzystwo rządzi się bowiem określonymi prawami. Na pierwszy rzut oka nie różni się od tych, które dostrzec można i w mieszanych towarzystwach. Nie brak zatem podszytych fałszywą troską uszczypliwości, afektowanego poprawiania cudzych błędów ani koterii. Ot, znane wszystkim pracującym w korporacji zwykłe kopanie się po kostkach. Nihil novi. Gdzie zatem kryją się różnice? Ha, sama zauważyłam je dopiero po pewnym czasie.

To, na co najpierw zwróciłam uwagę, to fakt, że kobiece stado z osobliwą łagodnością i wyrozumiałością podchodzi do zachowań związanych z hormonalnymi zawirowaniami. Jeśli jedna z nas przechodzi przez PMS-a (ten stan, gdy pomiata mną szatan), reszta w ramach złagodzenia skutków albo podsuwa czekoladki, albo pocieszająco potwierdza nasączone niechęcią mamrotania: tak, jest źle, wszystko źle, tylko śmierć nas wyzwoli z tego łez padołu. Ewentualnie chwilowo Hormonalna Henrietta jest traktowana jak niesłyszalna lub niewidzialna. Dla jej i innych bezpieczeństwa.

To właśnie w kobiecym towarzystwie chętnie komentuje się pożycie. Zwłaszcza gdy ktoś miota się jak tygrys w zbyt małej klatce. Kiedyś sądziłam, że to mężczyźni wiodą prym w tłumaczeniu kobiecej histerii niedostatkami uciech w alkowie. Myliłam się.

Może dlatego, że identyczna płciowa tożsamość wprowadza pewne przyzwolenie na otwarte poruszanie tematów wrażliwych. Mówiąc wprost - intymnych. Nie brak zatem dyskusji o porodach i laktacji (nieprzesadnie uczestniczę, no, ale w ucho wpadło). Porozmawiać na szczęście można też o kochankach. Obrzezanych, egzotycznych, wymarzonych i kiepskich, czyli zazwyczaj byłych. Ach i o kulkach gejszy zdarzyło mi się dyskutować. Seks jest tematem poruszanym równie chętnie co często. Nie jest to wcale męską domeną. I nie jest tak, że koszarowe żarty zarezerwowane są dla mężczyzn.

Oczywiście skłamałabym szpetnie, gdybym stwierdziła, że to jedyne tematy. Bo seks i wynikające z tego konsekwencje mają bardzo liczną konkurencję. Przede wszystkim pracę. Ale tę się raczej wykonuje niż zajadle komentuje. Chyba że trafi się temat polaryzujący. Bo nie jest tak, że obecność jednakowych gonad płciowych ujednolica poglądy . Bynajmniej. Nigdy nie brałam udziału w głośniejszych dyskusjach niż te, które odbywały się z udziałem kobiet.

Myliłby się jednak ten, kto postrzegałby damskie towarzystwo jako zajadle acz podstępnie walczące jadowite kobry. Solidarność nie jest tutaj ani hasłem jedynie historycznym, ani pustym. Wsparcie dotyczy kwestii zarówno przyziemnych - daj papierosa, podziel się kawą , ale i bardziej ważkich - takich, które naprawdę mają znaczenie. Oczywiście, nie brakuje w towarzystwie i bardziej awanturniczych właścicielek jajników, które lubią najzupełniej charytatywnie wybatożyć kogoś swoim złym humorem, ale nie ma to wielkiego wpływu na obraz całości.

Co zatem sprawia, że po skończonej pracy wracam do domu, do męża jak na skrzydłach? Dlaczego z gorliwością neofity zaczęłam niespodziewanie oglądać kalendarze z półnagimi mężczyznami ? Z jakiego powodu po pracy interesują mnie raczej spotkania z kolegami niż koleżankami? To banalne aż wstyd. Testosteron niemal zagłuszony przez estrogen stał się towarem unikatowym. Zasługującym na specjalne względy. I byłabym skłonna napisać, że tak się dzieje w moim tylko przypadku, gdyby nie dane było mi zaobserwować, jak moje koleżanki przygotowują się do świętowania w pracy urodzin kolegi i koleżanki.

Dla mężczyzny - zazwyczaj niesubordynowana grupa dziewczyn postanowiła wspólnie zorganizować niespodziankę. Wszystko ku czci jubilata. Ach, jak było wesoło i przyjemnie. Urodziny koleżanki zostały uczczone tradycyjnym bukietem. Może tylko ja zauważam w tych wydarzeniach pewną różnicę. Z całą pewnością jednak w następnym życiu (czy pracy) wybiorę miejsce, w którym zachowana będzie większa równowaga płciowa. Bo obserwując to, jak traktowani są nasi panowie, mogę powiedzieć, że chciałabym być tak hołubiona jak oni - tutaj w świecie kobiet.

***

Może wasze doświadczenia z pracy w ujednoliconych płciowo miejscach pracy są inne. Skonfrontujmy się.

Zobacz wideo
Więcej o: