Co ze sobą począć, kiedy on ogląda mecz? Śmieszy mnie histeria "futbolowych wdów"

Kobieto, ponieważ jesteś dzieckiem, które nie wie, co ze sobą zrobić, kiedy tatuś, pardon, mąż, ogląda w telewizji mecz, internet ci poradzi. Tylko dlaczego martwimy się, co ze sobą począć, kiedy on ogląda futbol, a on jakoś nigdy nie marudzi, co ma robić, kiedy ty czytasz książkę?

Trwają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W internecie huczy o tym, jak my, kobiety, mamy sobie z tym poradzić. Że co? Wojna? Nie, tylko turniej na ekranie. Tymczasem my podpowiadamy sobie nawzajem, jak przetrwać ten bolesny czas, kiedy miś patrzy w telewizor, posyłając nas, nieboraczki, w niebyt. Czymże bowiem jesteśmy bez misia (przez te 90 minut z przerwą i - to nie fair! - czasem doliczonym)? Zaledwie niczym.

Dałyśmy naszym piłkarzom fryzury słynnych Orłów Górskiego. Jak wyglądają? FANTASTYCZNIE!

Aby Euro nie stało się synonimem małżeńskiego Armagedonu, internet rusza z odsieczą. Co my tu mamy? "7 rzeczy, które możesz robić, kiedy twój facet ogląda mecz" (jeśli jesteś taka jak ja i drżysz na myśl o początku sezonu - płaku, płaku - a nie chcesz siedzieć obok i udawać, że cię to interesuje, zrób sobie manikiur albo upiecz coś dobrego! ). "Moje tak zwane życie w sezonie piłkarskim" (są tylko dwa rodzaje kobiet na tym świecie: te, które udają, że lubią oglądać piłkę ze swoim chłopakiem i te, które nawet nie udają - serio?). "10 sposobów, by twój mąż przestał oglądać mecz i wyniósł śmieci " (Zatrzepocz rzęsami - nie żartuję). "Czuję się zagrożona, gdy mój mąż ogląda mecz" (Czy chodzi o to, że brakuje mi jego uwagi? Czy to znaczy, że jestem niepewna siebie? ).

Radzą też mężczyźni. "Co robić i czego nie robić, kiedy oglądasz mecz ze swoim facetem" . Zrozum podstawowe zasady: na boisku są dwie drużyny. - notujecie, lalunie?

- Drużyna, która jest przy piłce, próbuje przedostać się pod bramkę przeciwnika. To się nazywa atak. Ta druga drużyna usiłuje ich powstrzymać. To się nazywa obrona. Bądź uważna - szybko zorientujesz się, o co chodzi. Może nawet następnym razem nie będziesz musiała pytać, co oznacza żółta kartka. Naśladuj reakcje grupy: ciesz się razem z innymi kibicami, a kiedy będą wściekli, zrób rozczarowaną minę. Nie licz kalorii, ciesz się życiem, jedz pizzę i pij piwo. Zarobisz dodatkowe punkty, jeśli sama przygotujesz jedzenie. Czego nie robić? Nie zaniedbuj stroju. Wspieraj drużynę i wyglądaj ładnie.

Staraj się, kobieto! rys. Magda Danaj

Naprawdę? Czy istotnie jesteśmy tak zagubione, kiedy uwaga misia przez 90 minut z rzędu nie jest skupiona na nas, że musimy wspólnie przygotowywać strategie przetrwania tego trudnego czasu , co najmniej jakby chodziło o pruską okupację? Czemu mężczyźni nie truchleją na myśl o nowym sezonie Pokojówek z Beverly Hills , knując przy tym, czy lepiej walczyć wręcz i striptizem podpatrzonym u Matthew McConaugheya w Magic Mike'u odwrócić naszą uwagę od perypetii latynoskich służących, czy może oswajać wroga i udawać, że ich też naprawdę strasznie obchodzi, czy szalona Genevieve zdoła odbić chłopaka zaradnej Marisol.

"10 rzeczy, które możesz robić, kiedy twoja żona czyta tysiącstronicową powieść Olgi Tokarczuk" - nie napisał żaden mężczyzna nigdy. Ugotuj dla niej coś prostego, czego zdołasz nie schrzanić - czytanie wymaga kalorii. Weź młotek i wykonaj karmnik na zimę. Żona będzie dumna, że pomagasz zwierzętom, a majsterkowanie doda ci męskości. Może nawet odłoży książkę nim pójdziecie do łóżka. Albo "7 rzeczy, które możesz robić, kiedy twoja kobieta szykuje się do wyjścia (co w wersji optymistycznej trwa tyle, ile połowa meczu)".

Zanim powiecie, że używam samych stereotypów. Jasne, bo właśnie taka jest opowieść o zagubionej kobiecie, która nie radzi sobie z hobby partnera, a której wszelkie działania i stany wewnętrzne istnieją zawsze w odniesieniu do mężczyzny i z jego powodu. Mnie zdarzało się słyszeć pytanie, pełne pretensji wyrażanej jak gdyby w moim imieniu: "A co ty robisz, jak on te mecze ogląda? Ja bym chyba oszalała" . Za pierwszym razem pytanie wzięło mnie z zaskoczenia - nigdy się nie zastanawiałam, co wtedy robię i że w ogóle powinnam mieć do tego określony stosunek. Prawdopodobnie robię to, co tak czy owak robiłabym, mając do dyspozycji trochę czasu dla siebie. Czasem, z rzadka, dołączam, choć na piłce nie znam się wcale. Wizyty na stadionach, owszem, ekscytują mnie - bardziej ze względu na energię tłumu aniżeli niuanse gry. Ale z meczu Benfiki na Estádio da Luz i tak nie pamiętam nic poza niesamowitym lotem orła, klubowej maskotki, ponad trybunami (i pysznymi słodko-słonawymi ciastkami quejadas z Sintry). Jednak niejedna kobieta na piłce się zna. Bywa, że w odróżnieniu od swojego partnera.

O co więc chodzi z tą histerią futbolowych wdów? Po co komu koszulka "NIENAWIDZĘ FUTBOLU " (trzeba przyznać, po sukcesach polskiej reprezentacji szybko rzucana w kąt)? Czy to wszystko ma coś wspólnego z teorią połówek pomarańczy, które brocząc pomarańczową posoką, usiłują odnaleźć brakujący element, który je uzupełni, a gdy już go znajdą, to nie po to, by oddawał się pasji, która ich nie dotyczy?

Podejrzewam, że tak naprawdę jesteśmy całymi pomarańczami, które co prawda lubią przebywać blisko sobie podobnych, ale w razie potrzeby mogą zgrabnie poturlać się do swoich spraw (co, rozumiecie, jest utrudnione w przypadku kogoś przeciętego wpół). Tak czy inaczej, niezależnie od tego, jakie uczucia budzi w nas kibicujący misio, zawsze warto zachować klasę - a komentarz w rodzaju "jedenastu spoconych debili biega za szmatą" przestał być dowcipny gdzieś w plejstocenie.

Zobacz wideo
Więcej o: