Niedzielni klienci, skąd wy się bierzecie?

Niedziela jest po to, by się zrelaksować w parku - twierdzi nasza Czytelniczka, która w niedzielę musi pracować i nie może pojąć, jak ludzie mogą przedkładać spacer po galerii handlowej nad odpoczynek na świeżym powietrzu.

Zostawiając już dyskusję, czy sklepy powinny być otwarte w niedzielę, czy w innym wypadku połowa pracowników wyląduje na bruku, spadnie ilość urodzeń i wartość kilograma buraków na giełdzie warzywniczej to pozwól, Szanowna Redakcjo Focha, że sobie mimo wszystko ponarzekam. Tak, właśnie wróciłam do domu po przepracowanym weekendzie. Tak, wiem, że zawsze mogę zmienić pracę na inną, bo przecież KAŻDY JEST KOWALEM WŁASNEGO LOSU. Na przykład zmienić branżę w usługach, bo innej z obecnym wykształceniem (czytaj: ŻADNYM KONKRETNYM) nie znajdę. Więc darujmy sobie kąśliwe komentarze i przejdźmy do sedna sprawy.

Klientka w szampańskim humorze wyszła ze sklepu, a ja tam spędziłam jeszcze sześć godzin.

Pewna klientka, chcąc być miłym, kulturalnym człowiekiem, życzyła mi miłego weekendu. Wszystko byłoby cudnie, gdyby nie to, że a) właśnie dowiedziałam się, że mamy sobotę (bo zaczęły mi się zlewać dni tygodnia); b) ona w szampańskim humorze wyszła ze sklepu, a ja tam spędziłam jeszcze sześć godzin i następnego dnia zjawiłam się ponownie. Nie mam jej tego za złe, po prostu miałam ochotę rzucić za nią długopisem i trafić w bardzo bolesne miejsce. Naprawdę, rozumiem, że chciała być miła.

Jeden pan podszedł do mnie z zapytaniem, czy pomogłabym mu coś znaleźć, kiedy przechodziłam przez sklep z widocznie zajętymi rękami. Zauważylibyście chyba, że człowiek idący z dwoma kartonami raczej zaprząta sobie głowę czymś innym i nie upuści ich na zawołanie, żeby natychmiast was obsłużyć?

Widzę rodziców, którzy z wizyty w centrum handlowym robią największą atrakcję na świecie.

Ale pojedyncze przypadki są niczym w stosunku do ludzi określanych mianem NIEDZIELNYCH KLIENTÓW. W niedzielę chodzi się do kościoła, potem na obiad do babci i na spacer - tak na szczęście ja pamiętam niedziele z dzieciństwa, chociaż nie znoszę spacerowania, a w kościele nudziłam się jak mops. Dlaczego więc napisałam: "na szczęście"? Bo widzę rodziców, którzy z wizyty w centrum handlowym robią największą atrakcję na świecie. Sobota - rozumiem. W tygodniu większość pracuje, pięć dni roboczych, po osiem godzin i takie tam. Ale niedziela? Z pewnością każdy klient ma swój indywidualny powód, dla którego decyduje się wstąpić na godzinkę, ewentualnie cztery do galerii handlowej. Nie kwestionuję stopnia ich pilności w żadnym razie, acz moje oczy widzą odstrzelone kobiety w szpilach i wyjściowych ciuchach i nie mogą się nadziwić, dlaczego nie stukają obcasami tych drogich butów w jakimś parku, ewentualnie w drodze do restauracji.

Studentka

Więcej o: