"Patrzę na harce PiS-u, pozostaje emigracja wewnętrzna albo wyjście na ulicę" [LIST]

"Sami sobie i innym zgotowaliście ten los omamieni mitycznymi dopieszczeniami socjalnymi PiS-u. Przed wami galopujące widmo zamachu na konstytucję. Głosowałam na Nowoczesną, więc mogę spać spokojnie" - Czytelniczka pisze do wyborcy PiS-u.

Ostatnio jeden z czytelników wyłuszczył swoje powody głosowania na PiS (w liście "Dlaczego głosowałem na PiS" )- rozpaczliwe i napisane ze skraju załamania nerwowego (lub ciężkiego epizodu depresyjnego). Paradoksalnie ten list, mimo że ekstremalny emocjonalnie, świetnie odzwierciedla powody głosowania tzw. inteligencji czy "młodych-wielkomiejskich-wykształconych" na PiS. Mam ich wokół siebie mnóstwo, może nie tak udręczonych jak autor wspomnianego listu - Alojzy, ale wskazujących te same źródła masowego poparcia tej partii, która jeszcze kilka lat temu była dla nich symbolem ciemnoty i brunatnego zagrożenia.

Niektórzy uwierzyli, że łagodna, po macierzyńsku stabilna Beata Szydło z sympatycznym Andrzejem Dudą pod ramię uleczą nasze bolączki.

Platforma utopiła nas w swojej ciepłej wodzie z kranu; zaczęła spokojną pracę u podstaw z unijnym błogosławieństwem, syta, ospała, zadowolona z siebie tak bardzo, że przegapiła kipiące u dołu niezadowolenie społeczne. I teraz za tę ospałość i ślepotę płaci, a my razem z nią. Bo inteligencja pracująca miast i wsi wolała przymknąć oko na takie "niedogodności" (z którymi PiS nierozerwalnie się łączy) jak np. zakaz in vitro, wszechobecny kler, ocenzurowana sztuka, media publiczne będące szczekaczką partyjną, czy ośmieszający nas w świecie ministrowie od zamachów dowiedzionych parówką. To tylko najłagodniejsze z konsekwencji z rządów PiS. Inteligencja przymknęła oko, uwierzyła w ZMIANĘ. Uwierzyła, że łagodna, po macierzyńsku stabilna Beata Szydło z sympatycznym Andrzejem Dudą pod ramię uleczą nasze bolączki: niskie płace, niskie emerytury, skandaliczny ostaniec PRL czyli służbę zdrowia, śmieciowe umowy, za to wysokie kredyty na maciupkie kawalerki.

Pytałam dlaczego głosowali na PiS. - Bo nam się wreszcie należy - usłyszałam.

Wbrew logice i bez zadania sobie pytania: ale jak oni to zrobią? Skąd znajdą pieniądze na to? Czy szaleńcy, przestępcy, fanatyczni bojownicy religijni schowani za tą gładką medialnie parką nie wychyną już za chwilę i nie zrobią z Polski katolickiego talibanu? Tak, zadałam moim wykształconym, inteligentnym, często też obrotnym znajomym pytania dlaczego głosowali na PiS. I usłyszałam głównie roszczeniowe: bo nam się wreszcie należy. Bo na Zachodzie takie płace wysokie, a u nas dalej słabo i biednie. Jesteśmy wściekli, biedni, głodni i zmęczeni. Na wiecznym dorobku. Bo nikt o nas nie dbał, nie pogłaskał, nie dał, a chcemy być zaopiekowani, nieważne jak, byle skutecznie. Mamy dość umów śmieciowych, zaciskania pasa, 1500 na rękę, gdy zarzynałem się na dwóch fakultetach i znam trzy języki. PO ssie, bo nas olała.

Bezrefleksyjnie uwierzono w obietnicę szybkiej ZMIANY, więc zmianę niewątpliwie mamy.

Dziwi mnie to nieco, bo inteligentni ludzie chyba wiedzą, że pieniądze nie biorą się z księżyca, nawet jeśli PO "nakradła", to przerwanie 25 października ich niecnego procederu rujnowania Rzeczypospolitej nie napełni nagle mieszka państwa miliardami na godne Zachodu podwyżki w budżetówce, uratowanie bankrutujących łańcuchowo kopalni, czy 500 zł na drugie dziecko. Ale bezrefleksyjnie uwierzono w obietnicę szybkiej ZMIANY, więc zmianę niewątpliwie mamy. Czy na lepsze - chwilowo się nie zapowiada.

Trzeba było zostać fryzjerką, hydraulikiem, stolarzem - podziękujcie swoim rodzicom za mit wykształcenia i inteligencji, który nam wbili do głów.

Osobiście nie uważam, żeby komuś cokolwiek "się należało" dlatego, że wybrał taki a nie inny model edukacyjny. Przez ostatnie 10 lat każda wieś, miasto i miasteczko magistrem stoi; mamy na kopy prawników, socjologów, filologów i ekonomistów. Z językami, wysoko rozwiniętą pewnością siebie i namaszczeniem od rodziców, kładących nam od dziecięcia do głowy, że wykształcenie da nam wszystko, zbawi i zapewni godne życie. Naprawdę, nasze imię jest Legion i przestańmy wreszcie licytować się na UJ, SGH, staże, certyfikaty językowe i szkolenia. Abstrahując od często słabej jakości owego wykształcenia większość dwudziestokilkulatków na obecnym rynku pracy ma co najmniej jeden fakultet. DEAL WITH IT. Trzeba było zostać fryzjerką, hydraulikiem, stolarzem - podziękujcie swoim rodzicom za mit wykształcenia i inteligencji, który nam wbili do głów. Stolarze i fryzjerki mają dziś finansowo znacznie lepiej niż etnografowie i poloniści po UW. To jest wasz (nasz) wybór, nikt nam nie obiecał, że tytuł mgr zapewni dostatek i Malediwy dwa razy w roku.

Nikt nam niczego nie da, na sukces się ciężko pracuje, a w obietnice nie wierzcie.

Bo czasem trzeba ugiąć kark, zacząć powoli, od wyrzeczeń. Rozwijać się, inwestować w siebie, przeczekać. Wybrać (odwieczny dylemat: złe, bogate korpo - spokojna, biedna budżetówka). Ponieść konsekwencje. Zmienić siebie, zrewidować plany i marzenia. Na tym polega dorosłość i odpowiedzialność za siebie. Nikt nam niczego nie da, na sukces się ciężko pracuje, a w obietnice nie wierzcie.

Jestem byłym wyborcą PO, tym z rozsądku sprzed laty, ale ich bezczelna pewność siebie doprowadzała mnie często do drgawek. Jednak nie dopadła mnie bezmyślna ochota zapalenia świata, by zobaczyć co z tego eksperymentu wyjdzie. Nie uwierzyłam przez sekundę tej biednej marionetce z broszką, Beacie Szydło, ani safandułowatemu Dudzie (Komorowski 2.0). Doskonale pamiętam co było w roku 2006 i 2007. Może niektórzy zapomnieli, może chcieli zapomnieć omamieni mitycznym dopieszczeniem socjalnym PiS-u, a inni może bawili się wtedy jeszcze zabawkami - ok, ale użyjcie mózgu, ludzie. Sami sobie i innym zgotowaliście ten los. Galopujące widmo zamachu na konstytucję i naszego polskiego mini-Orbana. Mam nadzieję, że nie będziecie sobie za bardzo pluć w brodę. Mnie to raczej nie grozi, głosowałam na Nowoczesną i jak dotąd śpię spokojnie po swoim wyborze.

Nie rozmawiam ze znajomymi PiSowcami o tym, co się dzieje ostatnio na scenie politycznej, bo nie chcę stracić znajomych. Poza-politycznie bardzo się lubimy i cenimy, pracujemy razem. Dyplomatycznie milczymy i unikamy tematu harców nowego rządu. Wybrali - wybraliśmy - to mamy, nic tego chwilowo nie zmieni. Zostaje emigracja wewnętrzna albo (co całkiem prawdopodobne, jeśli PiS zachowa swoje imponujące tempo) wyjście na ulicę - jakkolwiek patetycznie to brzmi.

Eulalia

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Kobieta dość doskonała" Sylwi Kubryńskiej. Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca! Foch poleca! Foch poleca!

Więcej o: