"Jeśli traktujecie 6-latka jak niezdarnego bobaska, to on taki będzie" [LIST]

Kolejny głos w sprawie sześciolatków posyłanych do szkół. Tym razem jednak adresatem są nie tyle autorzy reformy edukacyjnej, co rodzice. Czytelniczka ma im kilka spraw do zarzucenia.

szkołaszkoła Fot. 123RF Fot. 123RF

Dwa lata temu udało mi się uniknąć dylematu: puścić czy nie puścić mojego 6-latka do pierwszej klasy. Zobligowany ustawą, urodzony w czerwcu, syn powędrował do I klasy. Poradniom psychologicznym pozostawiam sprawy ważniejsze niż szukanie problemów w młodym, mądrym chłopaku. Przez dwa lata ani jednego dnia nie żałowałam decyzji podjętej w 2014 roku. Jako matka syna drżałam o jego emocjonalny rozwój, ale moje dziecko szybko polubiło szkolne życie zarówno to w klasie, jak i te na przerwach.

Dzieci do szkoły iść mogą, ale nie muszą. Moje dziecko pójdzie.

Dziś rząd zafundował mi ból głowy, bo w 2016 sześć lat będzie mieć moja córka. Odkąd brat stał się uczniem, sama nie mogła się doczekać, by przekroczyć szkolne progi. Jest dość duża, by zorientować się, że po wakacjach będzie szła do szkoły razem z innymi dziećmi urodzonymi w 2010 roku. Owszem w klasie mogło pojawić się kilkoro dzieci odroczonych przez rodziców , ale powoli wszystko miało wracać do normy. Dzieci urodzone w jednym roku miały uczyć się razem. Jedne urodzone w styczniu, inne urodzone w grudniu, jak moja córka. Ale mamy nową ustawę. Dzieci do szkoły iść nie muszą, inne mogą powtarzać pierwszą klasę. I znowu rodzi się pytanie puścić czy nie puścić? Ja puszczam.

Moja córeczka jest wystarczająco bystra, wiem, że da radę.

Po pierwsze jestem przekonana, że moja córka jest dość bystra, by przyswoić materiał pierwszej klasy. Po drugie wierzę w jej możliwości i dam jej szansę na to, by mogła się wykazać. Po trzecie poluźnię jej matczyną smycz, by mogła stać się jeszcze bardziej samodzielna. Po czwarte pozwolę się jej rozwijać i uczyć nowych rzeczy. Po piąte nie wiem co czeka ją w przedszkolu. Powrócą literki i cyferki? Po szóste nauczyciele w szkole mojego syna nauczyli się radzić sobie z młodszymi dziećmi.

Nie puszczasz? Bo dziecko niedojrzałe emocjonalnie? Bo nie zabierasz dzieciństwa? Bo szkoły nie gotowe? Bo dużo zadania do domu? Pewnie argumenty są całkiem sensowne. Dziwi mnie tylko to, że te argumenty są stosowane przez rodziców, którzy sami wypełniają czas dziecka licznymi zajęciami dodatkowymi. Niektóre sześciolatki do szkoły nie poszły, ale po przedszkolu biegną (albo raczej ledwo idą z mniejszą lub większa ochotą) na angielski, taniec, judo, pianino etc. Znam dzieci, które piszą i czytają , a zostały w przedszkolu. Czego boi się rodzic takiego dziecka zostawiając je w domu?

Traktujecie 6-latka jak małe dziecko? To on taki właśnie będzie.

Niedojrzałość emocjonalna? Myślę, że roczne dziecko oddane do żłobka , pozostawione z nianią, też emocjonalnie na rozłąkę gotowe nie jest. Ale takie są etapy życia. Większość dzieci, jeśli im pozwolimy, wytłumaczymy, da sobie radę. Ale jeśli mama lub tata sześciolatka wciąż traktuje swoje dziecko jak niezdarnego rozkosznego bobaska i nie zamierza tego zmienić, to jest duże prawdopodobieństwo, iż za rok to dziecko też będzie miało problemy ze swoimi emocjami i samodzielnością.

Wiem, że są dzieci z problemami i szanuję decyzję rodziców, ale ciężko mi czasem uwierzyć, że polskie 6-latki na szkołę gotowe nie są, a ich rówieśnicy w innych krajach tak. I tak, zgadzam się trzeba zmienić system nauczania. Ale nie można w nim ciągle mieszać kosztem dzieci. Nie chcę eksperymentów na własnym dziecku. Puścić czy nie puścić? Ja puszczam. Nie dam się zwariować.

J.

Zobacz wideo

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Aleja tajemnic" Johna Irvinga . Życzymy miłej lektury.]

Foch poleca!Foch poleca! Foch poleca! Foch poleca!

Więcej o: