"Niełatwo jest kochać własnego ojca, gdy zdasz sobie sprawę, że jest seksistą" [LIST]

Wydaje się, że bycie ukochaną córeczką tatusia jest cudowne. I zazwyczaj rzeczywiście tak jest. Chyba że tatuś uważa, że kobiety są tą gorszą płcią.

Córeczka tatusia (fot. Pexels.com CC0)Córeczka tatusia (fot. Pexels.com CC0) Córeczka tatusia (fot. Pexels.com CC0) Córeczka tatusia (fot. Pexels.com CC0)

Na wstępie chcę zaznaczyć, że kocham mego ojca - co prawda miłością niełatwą i nieokazywaną z obu stron, ale jednak. Mogę na niego liczyć, mogę na nim polegać. Ze znalezieniem zrozumienia na moje spojrzenie na świat jest różnie, ale widzę, że się stara. Ja staram się również.

Nikt nie dorówna mojemu ojcu w wiedzy na temat kobiet i ich typowego zachowania.

Jest jednak coś, czego nie jestem w stanie u niego zaakceptować. Podobnie jak większość otaczających mnie mężczyzn i niektórych kobiet także (!), mój ojciec jest seksistą . Wartościuje zachowania innych osób przez pryzmat ich płci. "Bierze poprawkę" na kobiety, w sytuacjach odbiegających od przyjętej przez niego normy.

Na przykład jego kilkudniowy wyjazd i wiążące się z tym szybkie przeszkolenie obsługi pieca, zapewniającego ciepło w domu - przeszkolił tylko brata. Stłuczka? Z mojej oczywistej winy. Jego rozmowa z poszkodowanym: "nie wiedział Pan, że w naszym mieście kobietom się ustępuje, nawet jeśli nie mają pierwszeństwa". Pamiętam jego zdziwienie podczas wspólnego skręcania mebli, że tak mi dobrze idzie. Pamiętam też rady przed rozpoczęciem pierwszej pracy (w biurze, z samymi kobietami), dotyczące ich typowego zachowania. Przykłady mogłabym mnożyć.

Ale nie tylko on tłumaczy płcią zachowania ludzi.

Mój ojciec występuje tutaj jako pewien wzór, przedstawiciel części naszej populacji. Nie jest moim zamiarem wieszanie na nim wszystkich moich "feministycznych" (tak określiła to reszta mojej rodziny) żalów. Uzmysłowiłam sobie jednak nie tak dawno temu, że gros bliższych i dalszych mi osób właśnie tak ma. Tłumaczy dowolne zdarzenia płcią osób biorących w nich udział, rzuca żarty o babie przychodzącej do lekarza, facecie z liściem na głowie (zauważyliście, że to zawsze mężczyzna), gderającej żonie i znudzonym, cwaniakowatym mężu.

Jasne, że określone wzorce tworzą w pewien sposób naszą obyczajowość, a od archetypów postaci nie sposób lub bardzo trudno się uwolnić. Wpajane nam przez wieki modele zachowań (w tym również sposoby myślenia o sobie) są w wielu przypadkach właściwie nie do ruszenia. Wzrastając w różowo-niebieskim otoczeniu bardzo trudno wyjść poza schemat - nawet wtedy, jeśli czujemy, że nie chcemy w nim tkwić.

Sztuczne podziały nie sprawdzają się. Mam dość funkcjonowania w takim społeczeństwie. Nie tylko ja.

Do czego zmierzam? Odkrycie, które opisałam na początku wstrząsnęło mną. Przyznać przed samą sobą, że najbliższa mi osoba myśli i funkcjonuje w odmienny do mojego sposób - i w pewnym stopniu nie akceptuje mojego, jest dla mnie po prostu przykre. I nie chodzi mi tutaj o zmianę nastawienia mojego ojca (czy innej osoby) za wszelką cenę. On ma prawo, on może nie wiedzieć, jemu może być tak wygodnie i bezpiecznie. Chodzi o to, że on nie jest jedyny.

Liczne przykłady pokazują, że sztuczne podziały - nawet te utrwalone wielowiekową socjalizacją - nie sprawdzają się. Potrzeba wolności i bezpieczeństwa, zawierające w sobie tak naprawdę wszystko, ustępują poczuciu obowiązku i spełnianiu społecznych oczekiwań. To, co się wokół nas teraz dzieje wynika po części z narzuconych nam (i przez nas samych) nienaturalnych norm. Ja tak już nie chcę i czuję pod skórą, że nie jestem sama.

A.

Zobacz wideo

[Od Redakcji: Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Tym razem jest to książka "Krocząc w ciemności" Leonie Swann . Życzymy miłej lektury.]

Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016 Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016 Krocząc w ciemności, Leonie Swann, wyd. Prószyński i s-ka 2016

Więcej o: