Materiał Promocyjny
Smaki, natura, przygoda.
Wyjątkowa podróż w głąb Mazowsza
Defender zaprosił swoich gości na wyjątkową podróż w głąb Mazowsza. Uczestnicy odkrywali magiczne oblicza regionu poprzez smaki, a emocji dostarczała gama terenowych Defenderów, idealnych do poznawania nieoczywistych zakątków. Zwieńczeniem tej niezwykłej wyprawy była kolacja na farmie Forgotten Fields by Modest Amaro, gdzie lokalne smaki nabrały nowego, wyjątkowego wymiaru.
Odkrywanie – czym tak naprawdę jest? Najczęściej kojarzymy je z dalekimi podróżami, przekraczaniem granic kontynentów i eksplorowaniem tego, co obce i nieznane. Ale czy odkrywanie musi oznaczać egzotykę i odległe miejsca? Czasem magia kryje się tuż obok, na wyciągnięcie ręki, w tym, co codzienne i pozornie zwyczajne. Jak najlepiej ją dostrzec? Poprzez smaki, zapachy i kuchnię. Z takiego właśnie spojrzenia narodziła się idea wyjątkowej „WYPRAWY PO SMAK” organizowanej przez Defendera.
Zaproszeni goście mieli do dyspozycji flotę legendarnych Defenderów – samochodów, które od dekad są symbolem niezawodności w terenie. Dzisiejsze modele łączą tę solidność z najnowocześniejszymi technologiami, które czynią jazdę offroadową przystępną, a jednocześnie pełną emocji. Uczestnicy wyruszyli nimi na malownicze szlaki Mazowsza, gdzie każdy zakręt i każda ścieżka zapraszały do odkrywania piękna lokalnej natury.
Po drodze goście zatrzymali się w Karma House w Gościeńczycach, gdzie czekała na nich degustacja dań autorstwa Patryka Burnickiego. Następnie, na specjalnym torze pełnym przeszkód, mieli okazję przetestować możliwości swoich pojazdów. Ukoronowaniem wyprawy była kolacja w Forgotten Fields Farm by Modest Amaro. Przy wspólnym stole, w atmosferze kameralności i autentyczności, podano dania stworzone z lokalnych, świeżych składników, które perfekcyjnie oddawały filozofię gospodarza. Każdy kęs tej kolacji był celebracją prostoty, natury i wyrafinowanego smaku.
Filozofia smaku według Amaro – rozmowa z wybitnym szefem kuchni
Jak wygląda pana wyprawa po smak – to podróż w głąb wspomnień i wyobraźni czy realne poszukiwania smaków w świecie? Skąd czerpie pan inspiracje na najlepsze połączenia?
“Wyprawa po smak w moim życiu to nieustający proces. Od wielu lat zajmuję się kuchnią kreatywną, czyli taką, która rozwija się wraz ze mną, moją wiedzą, nabytymi umiejętnościami, przeżyciami oraz inspiracjami – przeważnie kulinarnymi, choć czasami pochodzącymi z innych dziedzin życia czy sztuki. Na pewno był okres, kiedy wspomnienia, dzieciństwo i smaki z domu rodzinnego grały pierwsze skrzypce, ale z czasem nabyta wiedza i liczne podróże zmieniły moje podejście i styl gotowania. Mogę powiedzieć, że każde danie powstaje inaczej – „rodzi” się w nowy sposób. Czasami pomaga technika, czasami przypadek, innym razem inspiracja z dalekiej kuchni świata albo po prostu warsztat, czyli długotrwałe testowanie i poszukiwanie klucza do nowych połączeń smakowych. Zaskakujące jest to, że można odnaleźć dwa idealnie pasujące do siebie składniki, które razem tworzą perfekcję. I to wystarcza”.
Co bardziej Pana ekscytuje – poszukiwanie smaku czy gotowe danie na talerzu?
Właściwie najbardziej ekscytuje mnie to, co niewiadome, nieodkryte, to, co przede mną, a nie to, co za mną. Nie mogę się doczekać moich „talerzy” za pięć lat. Kiedyś powiedziałem, że gdybym wiedział, gdzie jest meta, to nie wiem, czy bym dalej biegł – i wciąż się tego trzymam. Faktem jest, że w procesie tworzenia i czerpania radości z tej pasji każdy etap jest równie ważny. Inspiracja jest początkiem – cudownie rozpala i pobudza, zmagania czy porażki podczas prób i testów również mają swoją wartość w procesie doskonalenia. Samo stworzenie połączenia czy kompozycji to tylko połowiczny, choć bardzo osobisty sukces, który musi jeszcze zostać poddany ocenie gości. Dopiero wtedy koło się zamyka, a cały ten proces stanowi całość tej podróży po smak.
Czy w kulinarnym świecie wszystko już było czy coś jeszcze jest do odkrycia? Jak widzi Pan swoją rolę i wkład na kolejne lata?
W pewnym sensie to, co robię od lat, ma pewien aspekt pionierski. Atelier Amaro było pierwszą restauracją w Polsce, która serwowała wyłącznie menu degustacyjne. Jako pierwszy odważyłem się na selekcję polskich alkoholi w pairingu do mojego jedzenia – dla mnie był to ważny aspekt kulturowy i hołd złożony tradycji polskich likierów, nalewek, miodów pitnych i wódek. Po latach moim konikiem stała się bioróżnorodność oraz stare, zapomniane odmiany warzyw, owoców i ziół. To doprowadziło mnie do zakupu ziemi i farmy, na której dzisiaj mieszkam.
Tworzenie i ewolucja w kuchni były, są i będą, tak samo jak nowe trendy. Myślę, że tworząc Forgotten Fields Farm, wyznaczam kierunek, który łączy zdrowe jedzenie i styl życia w prawdziwym rozumieniu „slow life”. Dla mnie to ucieczka i wytchnienie od tempa, które narzuca współczesność – jakby wysiadka na peronie z pędzącego pociągu, bez rozmyślania, dokąd mógłby mnie jeszcze dowieźć.
To czerpanie z tego, co jest teraz, spokój ducha uwolniony od setek niepotrzebnych zmartwień i spraw, skupienie na rodzinie, samowystarczalność w wielu aspektach życia. To także dzielenie się moją pasją z innymi, którzy poprzez pracę ze mną mogą zobaczyć i posmakować takiego życia. Myślę, że to nie misja, ale alternatywa, której wielu ludzi poszukuje.
Jaką rolę w pana kuchni odgrywają natura i żywioły? Będąc na farmie, wydaje się, że ich wpływ jest ogromny. Proszę opowiedzieć o tym więcej.
Wszystko jest związane z naturą. Na farmie ponad trzy lata temu zacząłem nowy etap życia, w zasadzie bez żadnego przygotowania. Można by powiedzieć, że zamiast odcinać kupony, wkroczyłem na totalnie obcy teren. I od pierwszego dnia ten teren mnie zauroczył. Wszystko mnie tu zaskoczyło, wszystkiego próbowałem tu po raz pierwszy: siać, uprawiać, zbierać i dotykać siły natury, która decyduje, mimo naszych wysiłków, czy coś wyda owoc, plon, czy też nie.
Tutaj też mam pod nogami i w zasięgu mojej pracy jeden z obszarów mojego Kalendarza Natury: zagrodę, czyli gospodarstwo. Prawie wszystko, co kiedyś kupowałem, dzisiaj mogę wyprodukować i wyhodować. Trudne, ale i niesamowite. Nie będzie zatem przesady w powiedzeniu, że nic tak nie smakuje jak własna poziomka, werbena cytrynowa czy, chociażby pierwszy raz po trzech latach od posadzenia, rokitnik.
Proszę opowiedzieć o koncepcie Farmy. Z jakiej potrzeby się ona wzięła i na jaką potrzebę gości odpowiada?
Wydaje się oczywiste, że każdy kucharz opiera swoją pracę na produkcie. A zatem poszukiwanie produktów jest pierwszym krokiem w naszym zawodzie. Patrząc na 50 podstawowych warzyw i owoców, które każdy z nas ma w swojej lodówce lub spiżarni, zdałem sobie sprawę, że one łącznie mają ponad kilkanaście tysięcy odmian. Gdzie je można dostać?
W 2017 roku znany szef kuchni Dan Barber (bohater Netflixowego Chef’s Table), który zapoznał się z moim Kalendarzem Natury, poprosił mnie, bym poprowadził Masterclass u niego na Blue Hill Farm w okolicach Nowego Jorku. Po tej wizycie posiadanie farmy stało się moim marzeniem, by teoria, o której mówiłem, mogła wreszcie stać się faktem.
Dziś jesteśmy w fazie rozwoju – układania tego terenu, zagospodarowywania go ciągle nowymi pomysłami: a to mikro winnica, a to ule. W tym roku pierwszy raz mieliśmy żniwa orkiszu. W tę naszą życiową przestrzeń zapraszamy gości na Farm Dining, dzieląc się miejscem, jego filozofią i owocami naszej pracy z 16 osobami, które do nas trafiają w wyznaczonych terminach.
Jest to spotkanie w domu, a zatem rządzi się innymi prawami niż fine dining. Każdy ma tu odnaleźć spokój i wytchnienie. Lubię określenie, które charakteryzuje to spotkanie – „dining with nature”. Prosimy również naszych gości o niekorzystanie z telefonów i miło słyszeć komentarze, że ktoś „nie pamiętał, kiedy spędził kilka godzin bez telefonu”. A więc da się.
Czy prowadząc farmę, jest Pan już samowystarczalny i może zrezygnować z dostawców? Czy prowadzenie gospodarstwa i korzystanie z plonów daje poczucie wolności?
Myślę, że samowystarczalność jest dla nas naturalnym kierunkiem, chociaż zapewne niełatwym do osiągnięcia. Jak wszystko w życiu, będzie to wymagało sporo pracy i zaangażowania. Można powiedzieć, że kurs mamy obrany, ale to żeglowanie daje największe poczucie wolności. I takiej wolności w życiu życzę każdemu.
Mazowsze na talerzu
Jakie smaki skrywa Mazowsze? Uczestnicy wyprawy mieli okazję nie tylko spróbować lokalnych specjałów, ale także stworzyć coś własnego. Podczas wizyty w Karma House, pod czujnym okiem Anny Litwin, goście samodzielnie kisili warzywa – od marchwi i brukwi po rzodkiew oraz kimchi. Poznali również tajniki korzyści, jakie niesie ze sobą mało przetworzona żywność i naturalne składniki, wspierające zdrowie i harmonię organizmu.
Na stole pojawiły się dania autorstwa szefa kuchni Patryka Burnickiego, który zaproponował duszonego dzika w warzywach korzennych z kurkami, podkreślonego smakiem regionalnego wina Mazovia Red, a także pyzy drożdżowe oraz młode ziemniaki duszone w wiejskiej śmietanie, aromatyzowane kwiatem kopru i podane z kurkami. Na deser serwowano crumble jabłkowe z kardamonem, zapieczone pod maślaną kruszonką, uzupełnione malinami i owocami sezonowymi.
Kolacja w Forgotten Fields Farm by Modest Amaro
Kulminacją wyprawy była kolacja w Forgotten Fields Farm by Modest Amaro – prawdziwa uczta zmysłów. Wieczór rozpoczął się od przystawek, takich jak pierogi z liścia poziomki z farszem z koziego sera, subtelnie zanurzone w chłodniku z zielonej herbaty. W daniach głównych prym wiodły: perliczka pieczona w chlebie, podana z ziemniakiem opiekanym w popiele, węgorz z wasabi oraz halibut z zielonym groszkiem. Każde z tych dań uzupełniał staranny wine pairing, podkreślający ich wyrafinowane smaki.
Defender pozwala odkryć jeszcze więcej
Odkrywanie to nie tylko smaki, ale także podróż w nieznane – a Mazowsze pełne jest malowniczych miejsc, do których nie prowadzą utwardzone drogi. W takich warunkach Defender staje się niezastąpionym towarzyszem wypraw, gotowym na każde wyzwanie. Wyposażony w napęd 4x4 z blokadami mechanizmów różnicowych i reduktorem potrafi doskonale wykorzystać najmniejsze pokłady przyczepności, aby tylko pokonywać kolejne metry. Specjalny system Terrain Response pozwala dostosować charakterystykę pracy układu napędowego do wybranej nawierzchni, aby zapewnić jak najlepsze prowadzenie, a technologia ClearSight Ground View daje kierowcy podgląd na to, co znajduje się pod samochodem. Dzięki temu możemy uniknąć najechania na wystającą przeszkodę lub kamień.
Zwolnij, smakuj, odkrywaj
Mazowsze to miejsce, które udowadnia, że nie trzeba przemierzać tysięcy kilometrów, by odnaleźć coś wyjątkowego. Wystarczy otworzyć się na to, co bliskie – na smaki, które opowiadają historie, na naturę, która koi zmysły, i na chwile spędzone z dala od codziennego zgiełku. W rytmie „slow life” wszystko smakuje intensywniej.
Podróż Defenderem po mazowieckich zakątkach była czymś więcej niż eksploracją – była zaproszeniem do zwolnienia tempa, do zasmakowania życia w zgodzie z naturą i do odkrywania magii w tym, co pozornie zwyczajne. Bo prawdziwe odkrycia są bliżej niż myślisz – wystarczy sięgnąć po nie z otwartym sercem i pełną uważnością.
Materiał promocyjny Inchcape JLR Poland sp. z o.o.

