Czy była redaktor naczelna magazynu "Cosmopolitan" może być uznana za jedną z ikon feminizmu? Chodzi wszak o kobietę, która przez lata radziła kobietom, co mówić mężczyźnie w łóżku, gdzie go dotykać i jak się dla niego do tegoż łóżka ubrać. Amerykańskie feministki kłócą się , czy 87-letnią Helen Gurley Brown, naczelną 'Cosmo' od 1965 roku, a dziś szefową jego międzynarodowych wydań, można uznać za bohaterkę ruchu feministycznego.
Stało się to za sprawą biografii Brown pióra Jennifer Scanlon, profesor gender studies w Bowdoin College. Scanlon swoją książkę zatytułowała "Bad Girls Go Everywhere", co jest częścią znanej amerykańskiej maksymy głoszącej, że 'dobre dziewczynki idą do nieba, złe - wszędzie tam, gdzie chcą'. Autorka twierdzi, że Helen Gurley Brown należy uznać za jedną z ważniejszych ikon feminizmu. "Należy jej się miejsce w panteonie feministycznych przywódczyń XX wieku. Nie tylko lansowała wyzwolenie seksualne, ale była wzorem dla pracujących kobiet. Kobiety, do których nie docierał radykalny przekaz feministyczny, rozumiały głos Brown. Była ona pionierką promującą wyzwolenie kobiet w praktyce. Na początku lat 60., gdy obowiązującym modelem spełnienia dla kobiety było podporządkowanie się mężowi w małżeństwie, a na kobiety, które nie chciały wychodzić za mąż , patrzono z pogardą, Brown w swoim piśmie i książkach lansowała model szczęśliwej >singielki <, która cieszy się pracą, wolnością i seksem. Wzywała kobiety, by czerpały przyjemność z namiętnego seksu, a nie nowej pralki. Jej czytelniczki uważały, że Brown wyzwoliła je z ograniczeń przestarzałej ideologii". Takie postawienie sprawy rozdrażniło inne feministki. 'Brown doradzała kobietom, jak siadać, stać, jeść, pić, czesać się, wypowiadać, ubierać, byle tylko zadowolić mężczyzn. Jej pomysł na feminizm był taki sam jak Hugh Hefnera, naczelnego >Playboya <: kobieta ma być gejszą w bikini. I to ma być feminizm?!' - pyta krytyk Laura Shapiro w piśmie 'Slate'.