Świetlista sesja w Qvest Magazine

Tomaas za aparatem, a przed obiektywem...

prawdziwe olśnienie! Znów znalazłyśmy doskonały dowód na to, że najlepsze sesje zdjęciowe nie wymagają pełnych przepychu stylizacji, sławnych twarzy i wymyślnych scenografii. Najważniejszy jest wizualny język, którym fotograf jest, lub nie jest w stanie, porozumieć się z widzem. A nowojorczyk Tomaas zdecydowanie to potrafi.

Edytorial, który zapowiada okładka magazynu Qvest , pełen jest kosmicznego światła kontrastującego z głębią czerni w tle. Kreacje haute couture zastąpiły tu specjalnie uformowane tworzywa: folia, szkło żarówek, światłowody, multikolorowe słomki, a nawet jednorazowe widelce imitujące sople lodu. Nie wiemy, czy to wariacja na temat odnawialnej energii, czy może ekologiczny manifest, ale z pewnością to coś jeszcze lepszego: zdumiewająco piękny zabieg stylizacyjny.

Główną rolę w sesji powierzono Lisette z agencji Ford. Jej mroźny makijaż, lodowaty wzrok i zmysłowa mimika doskonale zgrały się z kolorystyką obrazu. Modelka spogląda na nas zza plastikowej lupy, spod aluminiowego stożka lub szklanych baniek. Efekt? Kosmiczne, trochę groźne i zimne piękno.

Sesja: "Taintless Luminaries" - QVEST Magazine

Modelka: Lisette/Ford

Fotograf: Tomaas

Stylizacja: Carla Engler

Więcej sesji:

Więcej o: