-
"Zamiast wykończyć mieszkanie, wykończymy siebie. Jest tak drogo, że chce się płakać"
W Polsce trwa prawdziwy boom mieszkaniowy, który napędził kredyt 2 proc. Wysoka inflacja sprawiła, że remonty domów i mieszkań są coraz droższe. Jak wykończyć mieszkanie i nie zwariować? Nie jest to proste. "Bez kredytu gotówkowego nie poradzimy sobie z remontem mieszkania" - żali się nasza czytelniczka.
-
"Poszłam do kościoła w Warszawie. Wróciłam załamana. U mnie na wsi to inaczej wygląda"
"Przeprowadziłam się do Warszawy, bo znalazłam dobrze płatną pracę. Wynajęłam mieszkanie i zaczęłam nowy etap. Na początku czułam się tu dobrze. Trafiłam na świetnych właścicieli, którzy pokazali mi okolicę i zaopiekowali się mną. Po miesiącu mieszkania w stolicy czułam się jak ryba w wodzie, jednak kiedy poszłam do pobliskiego kościoła, to czar prysł" - pisze nasza czytelniczka w liście do redakcji. Kobieta była w szoku, kiedy zobaczyła zachowanie ludzi w warszawskim kościele.
-
"Zadrwił z mojego zawodu i szydzącym głosem zapytał, czy ja przypadkiem nie żartuję"
"Razem ze znajomymi z pracy poszliśmy do klubu. Chciałam kogoś poznać, a oni mocno mnie dopingowali. Zrobiłam się na bóstwo i w końcu podszedł do mnie facet, z którym przetańczyłam dobrą godzinę. Zaczęliśmy rozmawiać. Kiedy powiedziałam mu, czym się zajmuję, to zadrwił z mojego zawodu i szydzącym głosem zapytał, czy ja przypadkiem nie żartuję" - opowiada pani Marlena w szczerym liście do redakcji, która nie zgadza się z tym, że jej zawód jest wstydliwy. Jak wspomina, żadna praca nie hańbi, szczególnie kiedy zarabia się uczciwie.
-
"Mąż był przy mnie podczas porodu. Dziś żałuję, że go o to prosiłam"
"Rodziłam prawie dwadzieścia godzin. Mówiłam tam różne rzeczy i zachowywałam się, jakby nie była sobą. Myślałam, że mąż jest świadomy, że tak to niestety wygląda. Dla niego to za dużo. Drugi raz bym go o tym nie pomyślała, gdybym wiedziała, że to zrujnuje nasze sprawy łóżkowe" - pisze nasza czytelniczka, która po bolesnym porodzie nie jest już dla swojego męża obiektem pożądania, a kobietą, która rodziła jego dziecko w męczarniach.
-
"Podałam w piątek na obiad schabowego. Teściowa mało nie padła na zawał"
"Mąż pochodzi z bardzo religijnej rodziny, jednak pod jego wpływem i ja otworzyłam się na Boga. Można powiedzieć, że bierzemy i praktykujemy. Ostatnio zaczął się Wielki Post, ale ja zapomniałam i podałam w piątek na obiad schabowego. Teściowa mało nie padła na zawał, jak mój mąż pochwalił się, że nikt nie robi lepszych kotlecików, niż jego żona" - pisze nasza czytelniczka, która zapomniała o tym, że zaczął się już Wielki Post.
-
"Wstydzę się swojego miejsca pracy. Gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym na studia"
"Rodzice mówili mi - ucz się, bo jak nie będziesz się uczyć, to będziesz zbierać śmieci. Jako nastolatka wyśmiewałam ich, a dziś zbieranie śmieci to moja profesja. Nie łatwo jest mi o tym mówić, ale mam wrażenie, że gdybym te kilkanaście lat temu wzięła się za czytanie książek czy rozwiązywanie zadań domowych, to moje życie wyglądałoby inaczej" - żali się nasza czytelniczka i przyznaje, że dziś zrobiłaby dużo, aby jej życie wyglądało zupełnie inaczej.
-
"Kiedyś potrafiłam zjeść trzy kebaby na raz. Po 30-stce brzuch mam nadęty już po rosole"
"Zawsze lubiłam dobrze zjeść, ale żeby dobrze zjeść, potrzebowałam dużo zjeść. Teraz po kilku porcjach, wyglądam jakbym zjadła wieloryba. Metabolizm gra ze mną w berka i ciągle wygrywa. Nie wiem, co robić, żeby to zmienić. Piję dużo wody, ale to nie pomaga" - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka Kinga, która kiedyś jadła wszystko i była szczupła, a dziś zmaga się z nadwagą. Jak wspomina, popadła w kompleksy, które wpływają na jej komfort psychiczny.
-
"Nigdy więcej nie przyjmę księdza po kolędzie. Kiedy się odezwał, zamurowało mnie"
"Ksiądz z mojej parafii przesadził. Przecież nie tak powinno wyglądać jego spotkanie z wiernymi. Zraziłam się i nie mam ochoty iść do kościoła. Nie wiem jakie intencje miał duchowny, ale to było poniżej pasa" - pisze w liście do naszej redakcji pani Martyna, która nie spodziewała się przesłuchania ze strony księdza podczas kolędy.
-
"Studniówka córki kosztuje fortunę. Chyba powinnam wziąć na to kredyt. No masakra!"
"Makijaż 300 złotych, fryzjer 300 złotych, sukienka 500 złotych, dodatki 300 złotych, buty 500 złotych. Nie wspomnę o samej wejściówce dla niej i osoby towarzyszącej. Do tego kamerzysta, fotograf, koszty nagłośnienia i wszystko inne. No nie wiem, czy w trzech tysiącach się zamknę. Kredyt murowany!" - pisze w liście do naszej redakcji pani Agata, która wymienia koszty studniówki swojej córki i przyznaje, że nie wie, skąd weźmie na to wszystko pieniądze.
-
"Mam 70 lat. Gdybym mogła cofnąć czas, to nigdy nie popełniłabym tego błędu"
- "Miłość jest ślepa. To moja dewiza życiowa. Jako młoda dziewczyna zakochałam się w chłopaku, który od początku nie był dla mnie. Tak powtarzali mi rodzice, ale ja nie słuchałam. Dziś wiem, że mieli racje" - pisze w liście do redakcji 70-letnia kobieta, która u schyłku życia przyznaje, że żałuje błędów z młodości. Gdyby nie jej pochopne decyzje, jej życie potoczyłoby się inaczej.
-
Zabrała męża na SOR, bo złamał palec. Słowa lekarza ją zszokowały. "Prawdziwy prostak"
"Pojechaliśmy na SOR, gdzie spędziliśmy ponad dwie godziny. Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do gabinetu, to lekarz obsługujący spojrzał na nas z pogardą i zapytał, czy naprawdę nawet w Wigilię musimy przyjeżdżać do szpitala z bolącym palcem" - opisuje w liście do redakcji nasza czytelniczka, która jest załamana personelem zajmującym się jej mężem w szpitalu.
-
Jak schudnąć 5 kg w miesiąc? Głodówka tu nie pomoże. Lepiej wypróbuj tę metodę
Jak schudnąć 5 kg w miesiąc? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy stosować się do niżej podanych metod. Połączenie zbilansowanej dieta i aktywności fizycznej potrafi zdziałać cuda. Najważniejsze jest jednak konsekwentne stosowanie się do zasad.
-
"Święta spędziłam z psem pod kocem. Rodzina to fikcja. Nienawidzę tej sztuczności"
- Co roku zmuszałam się, aby uczestniczyć w tym świątecznym cyrku i po powrocie do domu płakałam z bezsilności. Wielu zapyta, czemu w tak drastyczny sposób o tym mówię. Już tłumaczę - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która tegoroczne święta spędziła w samotności.
-
"Miałam dość oponki na brzuchu. Teściowa poleciła, żebym do napoju dodała szczyptę przyprawy"
- Kupiłam już karnet na siłownię i obiecałam, że codziennie będę robić przed snem przynajmniej pięćdziesiąt brzuszków. Miałam dość oponki na brzuchu, a wiedziałam, że to może pomóc. Teściowa poleciła, żebym codziennie do napoju dodała szczyptę przyprawy. Byłam zdziwiona, kiedy powiedziała, że kurkuma ma cenne właściwości, które pomagają w odchudzaniu - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która w nowym roku planuje zrzucić kilka kilogramów.
-
"Od 10 lat żyjemy jakby obok siebie. Co roku łudzimy się, że święta nas zbliżą"
- Co roku łudzimy się, że święta nas zbliżą, a to fikcja. Nie śpimy w jednym łóżku i rzadko rozmawiamy. Nie czujemy zainteresowania względem siebie i wszystko jest nam jedno. Wiem, że nasze emocje przechodzą na dzieci, ale nie możemy nic z tym zrobić. Wstyd przyznać, ale myślę, że my się już nie kochamy. Nie umiemy podjąć decyzji o rozwodzie, bo boimy się biurokracji i spraw rozwodowych. W święta myślę o tym jeszcze bardziej. Czuję, że moje życie to wegetacja - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która przyznaje, że przestała kochać swojego męża.
-
"Zaproponowałam, żeby z uwagi na pandemię, nie dzielić się opłatkiem. Teściowa wybuchła"
"Zależy mi, aby moje dzieci wiedziały, jak powinny wyglądać prawdziwe święta. W tym roku miałam jednak pewne obawy, o których powiedziałam swoim bliskim. Nie ukrywałam niczego i wyłożyłam wszystkie karty na stół. Zaproponowałam, żeby z uwagi na pandemię, nie dzielić się opłatkiem. Teściowa wybuchła i zasugerowała, że mój pomysł jest nie poważny, bo dzielenie się opłatkiem to najpiękniejsza tradycja."
-
"Wigilia to dla mnie najgorszy dzień w roku. Rodzice się rozwiedli i zgotowali mi piekło"
- Rodzice się rozwiedli i zgotowali mi piekło. I choć byłam wtedy dzieckiem, to cierpienie było niewyobrażalne. Ten czas kojarzy mi się wyłącznie z kłótniami i ciągłym pretensjami. Razem z bratem mieliśmy dwie wigilie, na których każdy płakał. Nam się to niestety udzielało. Zamiast radości, był smutek. Gdybym mogła, to zapadłabym się pod ziemię i bez żadnych wyrzutów poprosiłabym rodziców o święty spokój i możliwość pozostania samotnie w domu. Nie zależało mi na niczym - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która ma bardzo złe wspomnienia z przeszłości.
-
"Nie chcę dzielić się opłatkiem z rodziną męża. Jak odejdę od stołu to i tak mnie obgadają"
"Kiedy zbliża się wigilia, to skręca mnie na samą myśl, że trzeba będzie do nich jechać i udawać szczęśliwych. Nie chcę dzielić się opłatkiem z rodziną męża. Jak odejdę od stołu to i tak mnie obgadają więc nie widzę najmniejszego sensu. Dla mnie to czysta hipokryzja. Wiem, że im też nie jest po drodze, żeby rozmawiać i udawać, że nasze relacje są dobre. Śmieję się, kiedy to piszę, ale właśnie tak zachowują się dorośli ludzie."
-
"Żyję dla pracy. Kiedy wracam z pracy, to kładę się spać, bo rano muszę wstać do pracy"
- Przykro mi jest, kiedy widzę, że znajomi zakładają rodziny, rodzą dzieci, podróżują i realizują się zawodowo, a mi pozostało tak naprawdę tylko to ostatnie. Wstyd się przyznać, ale żyję dla pracy. Kiedy wracam z pracy, to kładę się spać, bo rano muszę wstać do pracy. Moje życie to wegetacja, ale wiem, że sama sobie zgotowałam ten los - pisze nasza czytelniczka w szczerym liście do redakcji i przyznaje, że samotne życie "daje w kość".
-
"Teściowa mówi, że połóg nie istnieje i dziwi się, że leżę w łóżku po porodzie. Wybuchłam"
- Po porodzie czułam się szczęśliwa, ale i odpowiednio zaopiekowana, jednak sam połóg nie był dla mnie zbyt łaskawy. Wszystko zaczęło się od tego, że odczuwałam ogromny ból. Taki, że nie mogłam wykonywać podstawowych czynności, a pójście do łazienki graniczyło z cudem. Dzieckiem opiekował się głównie partner, bo ja nie dawałam rady. Na szczęście on to wszystko rozumiał, niestety tylko on - żali się nasza czytelniczka w liście do redakcji i zdradza, co działo się później.