Przetrwaj to sam - zanim cię aresztują

Wczoraj policja zatrzymała mężczyznę, który biwakował z synkiem we własnoręcznie zrobionym szałasie na warszawskim Bemowie. Sprawa, choć nie do końca jasna, a za to nadmiernie rozdmuchana, dała mi do myślenia. Bo pokazuje brzydkie prawdy o współczesnym świecie: obszar wolności się kurczy, dziecko jest dla społeczeństwa problemem, zaś ojciec jest z zasady podejrzany.

Informacja o panu zatrzymanym przez policję, bo biwakował z czteroletnim synem "bez bezpiecznego sprzętu", czyli koców, ubrań i jedzenia, w miejskim (!) parku wywołała u mnie lekką konsternację. Po pierwsze dlatego, że znów brzmiała jak zmyślone newsy - tylko czekać, aż policja będzie zatrzymywać za brak czapki u dziecka albo brak chroniącej przed słońcem parasolki przy wózku. Po drugie zabrakło mi jakiegoś tła tej historii - czy matka dziecka wiedziała, gdzie ono jest, a cały "survival" odbywał się za jej zgodą? Jeśli nie, to faktycznie - pan nie będzie moim bohaterem, bo tego typu wojny podjazdowe między rodzicami po prostu nie powinny mieć miejsca. Ale jeśli były to tylko takie uzgodnione w rodzinie "wakacje w mieście", to jestem pełna podziwu dla pomysłowości! Przecież taki biwak w ciepłe letnie noce, w warunkach bezpiecznych i kontrolowanych (sklepy tuż obok, po pomoc, gdyby cokolwiek się stało, zadzwonić łatwo), budowanie szałasu i łowienie ryb, to musiała być niesamowita frajda dla dziecka! Od razu skojarzyło mi się z tym urokliwym filmem:

Zobacz wideo

Z pogodnym, sielskim wręcz obrazkiem, który podsunęła mi wyobraźnia, mocno kontrastował jednak ton informacji:

W szałasie policjanci znaleźli przestraszonego chłopca. (...) Na miejscu nie było żadnych rzeczy potrzebnych do bezpiecznego biwakowania: kocy, ubrań, jedzenia. Funkcjonariusze pomogli chłopcu bezpiecznie dotrzeć do radiowozu i wezwali karetkę pogotowia. Na szczęście chłopczyk nie wymagał opieki lekarskiej i został przekazany matce, która przyjechała po syna.

Czyli, że siedzenie sobie z dzieckiem w ciepły letni dzień w krzaczorach to jakieś przestępstwo jest? Policjanci zamiast zapytać o co chodzi, może nawet pouczyć - to nie jest miejsce na biwak, poza tym burza się zbliża, więc proszę uprzejmie stąd spadać - straszą dziecko, wzywają karetkę (Dlaczego? Dziecko jakieś posiniaczone było? Mdlało z głodu? Coś wskazywało, że potrzebuje pomocy medycznej?) a ojca zabierają na posterunek. "Nieodpowiedzialnemu" tacie grozi sprawa z tytułu narażenia zdrowia lub życia dziecka. Ja rozumiem troskę, ale to naprawdę zakrawa na paranoję! To nie to samo co pan, który z pięciolatkiem wybrał się na Orlą Perć . Ani ten co zostawił dziecko w samochodzie na osiem godzin. Choć tak, trudno nie zauważyć, że w świetle ostatnich doniesień ojcowie mają złą prasę - ale czy to wystarczy, by z automatu uznawać każdego tatę, który opiekuje się dzieckiem, za osobnika podejrzanego?

Bardzo podejrzane krzaki Fot. KSP

Na pewno są liczne sytuacje, w których ludzie postępują głupio, narażają siebie i innych - w tym dzieci. I na pewno warto być czujnym, zawracać kretynów, co idą w góry ubrani w worek foliowy, czy uwalniać zamknięte w samochodach psy i dzieci. Ale czy jako osoba dorosła, odpowiedzialna, umiejąca ocenić ryzyko a do tego posiadająca odpowiednie praktyczne umiejętności, pozwalające zbudować szałas czy rozpalić ognisko nie mogę sobie po prostu tak z dzieckiem spędzić czasu? Bo je narażam? Na co? Na ukąszenia komarów? Kleszcze? No przykra sprawa, ale może zdarzyć i podczas spaceru za rączkę po ogrodzonym placu zabaw.

Przeraziło mnie to kurczenie się obszaru wolności. Tego co wolno mi i mojemu dziecku. Bo z dziećmi nasze społeczeństwo w ogóle ma problem . Z jednej strony słychać sarkania, że "ta dzisiejsza młodzież" taka niesamodzielna, tylko w domu przed kompem siedzi i nic nie robi. Ale na podwórku się nie pobawi, w piłkę nie pogra, na trzepaku nie powisi, bo hałasuje i przeszkadza sąsiadom smarkateria rozwydrzona, skaranie boskie. Przedszkola na naszym osiedlu - nie będzie! Na wakacje wywieźć? Co?! Na plaży będzie mi obcy bachor sypał piaskiem? Na pokładzie samolotu marudził? Niedoczekanie! To może zabrać by gdzieś dziecko na okoliczne łono przyrody - też źle i zaraz cię aresztują, bo narażasz małoletniego na kontakt z przyrodą. A ona dzika jest i nieprzewidywalna. Zgroza po prostu.

To gdzie te dzieci powinny przebywać, gdy kończy się szkoła? Gdzie je zutylizować, by nie drażniły otoczenia, nie przeszkadzały? Może powinny siedzieć od rana do nocy na warsztatach uważności i mindfullnes? Oczywiście, sowicie przez ciebie opłaconych, bo twoje dziecko - to twój problem i jak już je masz, to za nie teraz płać. A może jakiś miły obóz pracy załatwiłby sprawę? Tanio, zdrowo i z ogólnym pożytkiem... Może być nawet survival - w końcu nie od dziś wiadomo, że przetrwają najsilniejsi.

Więcej o: