Małe i duże powody, dla których warto żyć

Bo w sierpniu nocą można położyć się na polanie i wypatrywać Perseidów? Bo można zgłodnieć i zjeść kawałek świeżego chleba z masłem i solą? Bo są ludzie, których kochamy? Wielkanoc to dobry moment, żeby poszukać swoich powodów.

fot. Unsplash.comfot. Unsplash.com fot. Unsplash.com fot. Unsplash.com

Co doceniać, póki żyjemy? Co nadaje życiu sens? Jakie drobiazgi sprawiają, że warto tu być? I czy myślenie o śmierci jest takie straszne?

Wypada zastanawiać się nad powodami, dla których warto żyć? Może nie, bo to zupełnie tak, jakby uznać, że nieżycie jest alternatywą. W ten sposób myśleć nie wolno, zaraz odeślą nas po antydepresanty. A co, jeśli to nic strasznego? Może nawet warto oderwać się od codziennych spraw, żeby zastanowić się nad tym, jakie znaczenie ma dla nas to, że w ogóle tu jesteśmy ? I gdy tylko życie przestanie wydawać się dane raz na zawsze, zauważymy, jak niezwykła jest nasza przygoda na Ziemi?

Bo nieżycie, no cóż, nawet jeśli nie wydaje się kuszącą opcją, z pewnością jest nieuniknioną perspektywą. A święta to całkiem niezły moment, żeby na chwilę się zatrzymać i tę perspektywę do siebie dopuścić. Niechcianą, zagłuszaną i zepchniętą w naszej kulturze na margines. Wielkanoc wiąże się ze śmiercią i odrodzeniem , wcinane przez nas jaja symbolizują życie i narodziny. My też wiosną jakby odrobinę rodzimy się na nowo. Kiedy witałam pierwszy dzień wiosny, siedząc w słońcu przy kawie, zachwycona niespodziewanym ciepłem i światłem, zastanawiałam się nad swoimi powodami, dla których warto żyć. Może trzeba poszukać ich u filozofów? A może lepiej w sobie?

Pewnie każdy ma swoją prywatną mapę sensu. Ale idę o zakład, że wiele z nas przywoła w pierwszej kolejności kochanych ludzi. To oni nas zakotwiczają i dają poczucie przynależności. Kiedy myślę o relacjach, wyławiam z nich chwile, tworzące codzienność. Wspólny śmiech, iskra zrozumienia, wzruszenie, dotyk. A poza tym? Na drugim miejscu może wymienicie pracę - osiągnięcia, które są przed wami, robienie pożytecznych rzeczy. Co jeszcze? Według mnie warto żyć, bo tak wiele jeszcze można doświadczyć. Rzeczy dobrych i trudnych - nic nie umiem poradzić na to, że jedne nie chcą istnieć bez drugich.

Warto żyć też dla tych mniejszych rzeczy. Bo w sierpniu nocą można położyć się na polanie i wypatrywać Perseidów . Bo można zgłodnieć i zjeść kawałek świeżego chleba z masłem i solą. Napić się herbaty. Upiec ciasto. Spróbować nowej potrawy. Nawet nie chcę myśleć o tym, że nie żyję i już nigdy nie zachwyci mnie żaden nowy smak! Albo nigdy już nie pojadę nad morze. Można więc marzyć o dalekich podróżach albo jeszcze lepiej - ruszyć w drogę i odwiedzić choćby najbliższą wieś. Zajrzeć do księgarni i sprawdzić, czy nie czeka tam na nas nowa fascynacja. Umówić się z przyjaciółką i śmiać się z głupich rzeczy do utraty tchu.

fot. Unsplashfot. Unsplash fot. Unsplash fot. Unsplash

Poczucie sensu daje mi też pamięć o śmierci . Moja koleżanka ze studiów zmarła i nigdy nie będzie w wieku, w którym jestem teraz. Stało się to w czasie, kiedy chyba jeszcze nie wierzyłam w śmiertelność ludzi, zamieszkujących mój świat. A może w ogóle nie wierzymy we nią do ostatniej chwili, najmniej we własną? Tamta dziewczyna nigdy nie spojrzy wyrozumiałym okiem trzydziestolatki na dawną siebie z czasu studiów. Nie pomyśli o tym, co teraz zrobiłaby inaczej; nie wspomni randek, rozterek ani tego, że za bardzo martwiła się egzaminami, chociaż całkiem niepotrzebnie, bo zawsze była przygotowana.

Dlaczego jej nie ma a mnie wolno tu być? Jedyny chyba powód to nieczuła przypadkowość losu. A jednak, choć niestosownie o tym mówić, wypada mi cieszyć się swoim fartem. Bo jestem tu i nie wiem, co na mnie czeka za następnym zakrętem. To trochę straszne, trochę ekscytujące, ale mimo wszystko dużo ciekawsze niż nieżycie. Nie mogę już wszystkiego, ale mogę całkiem sporo - poznawać świat, słuchać ludzi, iść na spacer i patrzeć na drzewa. W porównaniu z niczym to bardzo dużo a kilka drobiazgów to właściwie bezmiar możliwości.

A może trzeba zadać to pytanie inaczej? Na przykład tak: co zrobić, żeby nadać życiu sens? No wiecie, wziąć sprawy w swoje ręce zamiast szukać podpowiedzi w szumie wiatru. W końcu przed nami nieznane, które jeszcze można wypełnić nowymi znaczeniami. Och, szybko! Jest tyle rzeczy do zrobienia i tak niewiele czasu! Teraz nagle trudno mi uwierzyć, że paplam w mediach społecznościowych i oglądam seriale. W tym czasie mogłabym stawać się lepszym człowiekiem - wyrozumialszym i hojniejszym. Zmienić się w oazę spokoju. W dodatku jest tyle rzeczy, których jeszcze mogę się dowiedzieć. Na przykład poznać lepiej gatunki roślin. Nauczyć się nowego języka. Posłuchać nowych piosenek. Wzruszyć się na filmie. Dać się komuś oczarować. Mieć choćby blade pojęcie o fizyce kwantowej - albo nauczyć się udawać i robić dobre wrażenie.

Wiecie, co jeszcze mnie przekonuje? Całkiem spore prawdopodobieństwo, że innego życia nie będzie . Owszem, to nadaje sprawom właściwą perspektywę. W zasadzie co lepszego mamy do roboty niż chłeptać życie jak spragnione kundelki? Chociaż gorzkie piwo w ciepły wieczór też sprawdzi się świetnie.

Zobacz wideo
Więcej o: