Nie, nie jestem seksistką. Ty też masz swoje za uszami, kochana. Uznałaś, że wiesz lepiej, w czym jemu będzie lepiej. Sweterek. Z łosiem albo widokiem na Kreml. Buty w odpowiednim fasonie. Koszula, w jakiej zawsze chciałaś go widzieć. Rzemykowa obróżka na szyję. Karnet na wizytę u optyka, nowe oprawki otworzą wam drogę do wspólnego szczęścia. I kupon na kurs robienia sushi, przecież lubi jeść i tak się doskonale bawiliście u znajomych, robiąc wspólnie. Już widzisz, jak w długie, jesienne wieczory będzie rolował, zawijał, kroił. Tylko dla ciebie.
Wszystkie przypadki wymienione niżej i wyżej miały miejsce w rzeczywistości, a podobieństwo do osób i zdarzeń nie jest bynajmniej przypadkowe. To taka próba postawienia tamy komentarzom typu: "Przecież nikt tak nie robi i nikomu się to nie zdarza, o czym ty piszesz w ogóle " - próba bezowocna, wiem.
Weź tu człowieku, bądź mądry i dobierz prezent idealnie, nawet, jeżeli dysponujesz najlepszymi chęciami, nawet jeżeli naprawdę ci zależy na radości obdarowywanego. Ba, czasem im bardziej się starasz - tym gorszy efekt końcowy. Ten gasnący uśmiech, pojawiający się wraz z rozpakowaniem i zidentyfikowaniem daru. To: "Śliczne, kochanie ", plus oczy latające w poszukiwaniu skrytki, w której nowy nabytek można by upchnąć raz i na zawsze. To: "Zaraz przymierzę, tylko teraz cię przytulę, chodź" . To: "Eeee, tak, wykorzystam, tylko muszę zaplanować wolny weekend" . Znacie?
Za najgenialniejsze remedium uważam metodę stosowaną przez mojego znajomego. Otóż jak rok długi i szeroki on SŁUCHA swojej wybranki. Słucha i notuje, nie w pamięci, skąd, pamięć zawodna i ulotna. Notuje w specjalnie stworzonym pliczku te wszystkie: Jaka śliczna sukienka, chciałabym tę torebkę, tylko czerwoną, ooo, ta antologia, szkoda, że tyle kasy, wiertarka udarowa! Jaka fantastyczna, zawsze marzyłam, pięknie wydali tę trylogię, ale jaka cena, o mamo, zobacz, jaki świetny ten szpadel, idealnie pasuje mi do ręki, ładnie mi w tym kasku?
Przy kolejnej okazji znajomy pliczek otwiera i z satysfakcją czerpie korzyści z własnej zapobiegliwości. Nie kombinuje w panice, nie biega jak oszalały po sklepach, bezskutecznie szukając natchnienia. Zawsze trafia w punkt i dziesiątkę. Zazdrościcie?
Przyznaję, metoda to pracochłonna i wymagająca konsekwencji. Na litość, cały rok słuchać tej drugiej osoby? Ze zrozumieniem? Wyciągając wnioski? No nie wiem, może być ciężko.
Za całkiem niezłą (choć przez niektórych oskarżaną o brak romantyzmu) uważana jest metoda: "Tu sobie wyklikałam bransoletkę na urodziny, kochanie, zapłać" . Że nie ma niespodzianki? Że zbyt merkantylne podejście? Romantyzm - romantyzmem, a biżu zostanie. W odpowiednim kolorze i z właściwym karatem. Są rzeczy ważne i ważniejsze.
Inny przesąd/zwyczaj zabrania obdarowywać sprzętami domowymi i codziennego użytku. A szkoda. Znam bowiem wiele pań, które marzą po nocach o sprytnym robocie kuchennym, upatrzonym z dawna stoliku, ba, znam panów, co chodzą tygodniami wokół idealnych noży, garnka do makaronu, talerzy do pasty. Ani mi w głowie wyśmiewać pragnienie samobieżnego odkurzacza, sama bym nie pogardziła, kot też . Zanim więc założysz, że ukochana osoba uzna taki prezent za dyshonor i obrazę - upewnij się. Sprytnie i dyskretnie, jeżeli już zależy ci na niespodziance. Może się zdziwisz.
Czuję już, przeczuwam tę krwiożerczą watahę u mojego gardła z dyszącym: oż wy materialistki, podłe, wyrachowane, myślicie, że tylko biżut dla niej i gadżet dla niego mogą być wyrazem miłości? Kryzys jest, mątwy!
Ano jest. Spieszę jednak zapewnić, że nawet własnoręcznie udziergane rękawiczki, za małe o dwa numery, czy osobiście, w ramach niespodzianki, pomalowana (na bardzo niewłaściwy kolor) kuchnia będą jednak zgrzytem. W tle tego zgrzytu pobrzmiewać będzie chór dobrych chęci, ale czy jednak nie można było w upragnionym rozmiarze i kolorze? No, nie można?
Skoro więc nie mamy siły na całoroczne słuchanie i notowanie, skoro doskonały obyczaj robienia przez każdego chcę-list nie wypalił (ba, znam przypadki, w których chcę-lista była pojemna, zróżnicowana i zawierała przedmioty w cenach dostępnych dla każdego, a jej twórca i tak dostał myjkę parową, która, jako żywo, nawet mu się nie śniła) - co robić?
Poznać choć rozmiar ubrania i ulubiony/znienawidzony kolor/smak/autora. Naprawdę, jej to nie pochlebi, jeżeli ofiarujesz seksowną koszulkę w rozmiarze S, w którą ostatnio zmieściłaby się w podstawówce. Raczej wpędzi w doła. I nie, nie przekonasz go do lektury Colette, dając mu pięknie wydane dzieła zebrane. Podłoży pod kiwającą się kanapę i po co ci to. I może on wcale nie chce kursu strzelania, może ma uczulenie na kaszmir, ja bym się ucieszyła z zamszowych rękawiczek, ale jeżeli ona dwa tygodnie temu przeszła na ostry wegetarianizm, to masz przechlapane.
Na powyższy temat popełniam błędy regularnie. Doskonale znam zjawisko gasnącego uśmiechu i nieszczerej radości. Drogi Święty Mikołaju, postaram się zmienić. I chciałabym dostać parę książek, proszę, tu jest lista...