To naprawdę fantastyczne, że istnieje tyle nietypowych sposobów na spędzanie czasu. Jednak nie każdy jest zapalonym urbexowcem, fotografem czy piechurem. Czasem chcemy po prostu wsiąść do samochodu i pojechać tam, gdzie droga poniesie, licząc na piękne widoki i odrobinę świeżego powietrza. Prawda jest zresztą taka, że na całkiem oczywistych trasach znaleźć można także wiele zdumiewających miejsc, a czasem znajdują się one zupełnie same.
Dzisiejsza propozycja weekendowego wypadu z Warszawy jest prosta, łatwa i przyjemna, a do tego trasa obfituje nie tylko w przyjemne widoki, ale arcyciekawe miejsca. No to jedziemy.
W drogę!WARSZAWA - BIEBRZAŃSKI PARK NARODOWY - STAŃCZYKI - MAMERKI - GIŻYCKO - NIDZICA
Zdaniem części redakcji nie ma nic lepszego niż zieloność i bunkry. Występujące razem zwiększają tylko atrakcyjność każdej wyprawy. Jeżeli dorzucimy do tego imponujący "akwedukt" i wielce przyjemny zamek (a także pyszną pizzę), robi się naprawdę przyjemnie.
Jedź łośtrożnie! (fot.ap)Wyjazd w piątek nie należy co prawda do najprzyjemniejszych, ale już po kilku godzinach przeklinania w korkach powinno udać się wyjechać na trasę prowadzącą w stronę Biebrzańskiego Parku Narodowego . Przez trzy godziny można uspokoić nerwy, choć wypada ostrzec wszystkich chętnych na weekendowy wypad, że ta trasa nie obfituje w atrakcyjne przybytki gastronomiczne - warto zaopatrzyć się we własne zapasy. Jednak już na kilkanaście kilometrów przed wjazdem do Parku, widoki wynagradzają wiele. Nawet (a może zwłaszcza), gdy pogoda w weekend jest taka, jak zwykła robić się już w piątek - burzowa. W końcu chyba każdy lubi, gdy ciepło, a pachnie deszczem. No i to światło! Ech...
Po burzy jest pięknie! (fot.ap)W poszukiwaniu odpowiedniego noclegu warto udać się na stronę suwalszczyzna.com , gdzie znaleźć można namiary na rozmaite kwatery w sensownej rozpiętości cenowej. Nocleg w okolicy Parku to duże ułatwienie - dużo lepiej można wykorzystać następny dzień, który w większości wypada spędzić na poznawaniu uroczych zakątków Biebrzańskiego Parku Narodowego. Do dyspozycji mamy tu kilka szlaków turystycznych, o zróżnicowanej długości i stopniach trudności. Dla miłośników energicznego pedałowania wyznaczono tu także szlaki rowerowe. Cała masa edukacyjnych ścieżek pozwala na podziwianie przyrody naprawdę z bliska. Ranne ptaszki mogą wybrać się o świcie na jedną z wież widokowych (warto na stronie Parku sprawdzić, czy któraś nie jest aktualnie w remoncie). Taka wyprawa daje szansę na bliższą znajomość z dzikimi mieszkańcami tych okolic. Warto zabrać aparat!
Biebrzański Park Narodowy (fot. ap)Po poranku z naturą można wybrać się na spotkanie z historią. Fantastyczna Twierdza Osowiec to miejsce, które zadowoli nawet najbardziej wybrednych. Niestety, aby zwiedzić najciekawszą część twierdzy, weekend trzeba rozpocząć w czwartek. Muzeum Twierdzy Osowiec oraz trasy turystyczne Fortu I są bowiem własnością tutejszej jednostki Wojska Polskiego. Zwiedzanie możliwe jest tylko po uprzednim umówieniu się telefonicznie z przewodnikiem Osowieckiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego. Zorganizowane wycieczki odbywają się od 10.00 do 13.00 i nie są organizowane w soboty i niedziele. Jeśli macie szansę na wolny piątek, polecamy ją wykorzystać. Wycieczka po Twierdzy naprawdę jest grzechu warta. Nie ma jednak co płakać, jeżeli do dyspozycji pozostaje tylko weekend. Do Fortu IV wejść można bez problemu także w sobotę i niedzielę - ta część twierdzy należy już do Parku.
Twierdza Osowiec (fot. Bazie/CC BY-SA 3.0)W zależności od czasu i chęci, popołudnie spędzić można maszerując lub jeżdżąc na rowerze po kolejnych szlakach Parku lub porzucić malownicze zakątki i ruszyć w drogę ku Stańczykom . Pojechać można klasyczną trasą od Twierdzy, przez Grajewo i Ełk , ale można też skusić się na dłuższy przejazd przez okolice Augustowa . Niezależnie od wybranej trasy, noclegu poszukać warto w okolicy Stańczyków - wybór wbrew pozorom jest spory, a w "niedługie" weekendy często nocleg znaleźć można od ręki, bez potrzeby wcześniejszej rezerwacji. Przyjemne gospodarstwa agroturystyczne pojawiają się co kilka kilometrów. Czasem nie trzeba korzystać z noclegu, by mieć możliwość zjedzenia dobrego domowego posiłku. Choć my raczej skusilibyśmy się na smażoną rybkę z jednej z okolicznych smażalni.
Stańczyki (fot. Honza Groh (Jagro) /CC BY-SA 3.0/http://goo.gl/g2Z7cc)W Stańczykach niestety nie można skorzystać już z jednej z najsłynniejszych atrakcji tych okolic - wahadłowego skoku na linie pod imponującymi "akweduktami". To wielka szkoda, gdyż przeżycie to doprawdy niezapomniane. Jednak sam spacer po mostach to ogromna frajda. Choć popularną nazwą są "akwedukty", tak naprawdę to po prostu potężne wiadukty nieczynnej linii kolejowej Gołdap - Żytkiejmy. Mosty w Stańczykach są najwyższymi na linii i jednymi z najwyższych w Polsce (36 metrów). Widok stąd jest naprawdę zachwycający, a sama konstrukcja wywołuje westchnienie podziwu. Potoczna nazwa pochodzi od filarów, zdobionych na wzór słynnych akweduktów w Pont du Gard.
Ze Stańczyków czas ruszyć w dłuższą drogę, na końcu której znajduje się nasza wisienka na torcie, czyli bunkry w Mamerkach . Jeżeli byliście tu kilka lat temu i uważacie, że to mocno przereklamowane miejsce - czas dać się zaskoczyć. Przez ostatnie lata wykonano tu imponujące prace, których owocem jest fantastycznie prezentujący się kompleks, kryjący w sobie najnowszą atrakcję - genialną replikę u-boota ! Jeżeli zadajecie sobie teraz pytanie, skąd u licha okręt podwodny na Mazurach, warto żebyście przed zwiedzaniem bunkrów udali się do oddalonej o kilka kilometrów opuszczonej śluzy na Kanale Mazurskim . Już jeden rzut oka na tę konstrukcję ponuro ozdobioną niemiecką gapą, pozwoli zrozumieć, jak w głowach tubylców urodziła się teoria o tym, że kanałem dopływać miały tu niemieckie okręty. Całą tę niebywała historię usłyszeć można od przewodnika w Mamerkach, a podczas zwiedzania zapory oddać się zabawie w urządzonym tu parku linowym. Choć kontrowersyjnym zdaje się być takie zagospodarowanie tego terenu, przyznać trzeba, że i dzieci i dorośli liczyć mogą tu na dreszczyk emocji.
Śluza naprawdę robi wrażenie (fot. ap)Co do samego kompleksu w Mamerkach - to naprawdę trzeba zobaczyć. "Miasto Brygidy" kryje w sobie tyle atrakcji, że warto zarezerwować na nie kilka godzin. Znajdziemy tu takie cuda, jak imponujący podziemny tunel, replikę słynnej Bursztynowej Komnaty i wspomnianego już u-boota. Przewodnicy z chęcią opowiedzą fascynujące historie o Kanale Mazurskim, Bursztynowej Komnacie i tajemnicach militarnych III Rzeszy. Jeżeli sądzicie, że do szczęścia zabraknąć może tu tylko opowieści o latających spodkach, z przyjemnością informujemy, że i na takie cuda można się tu natknąć. Więcej przydatnych informacji znaleźć można na stronie internetowej kompleksu - www.mamerki.com.
Mamerki - wisienka na turystycznym torcie (fot.ap)Jeśli czas pozwoli, można zahaczyć o Giżycko . Nie tylko po to, żeby coś zjeść - knajpek tu zacna obfitość - ale żeby zajrzeć do Twierdzy Boyen . Twierdza nie tylko zachęca do spaceru, ale kryje w sobie niespodzianki dla miłośników sztuki. W tutejszej galerii sztuki obejrzeć można bardzo ciekawą kolekcję, w skład której wchodzi ponad czterdzieści grafik Picassa (!) i seria komputerowych grafik Zdzisława Beksińskiego. Przed wyjazdem warto zajrzeć też na internetową stronę obiektu - znajdują się tam zawsze bieżące informacje o kolejnych wydarzeniach. Przy odrobinie szczęścia można trafić na rycerskie potyczki i inne ciekawe atrakcje.
Twierdza Boyen (fot. Marek i Ewa Wojciechowscy / CC BY-SA 3.0 /http://goo.gl/YXEp1J)Choć po chwili oddechu wśród jezior czas już powoli wyruszać w stronę domu, można spróbować zaliczyć po drodze (to zresztą bardzo malownicza trasa) o Nidzicę i wspaniały gotycki zamek . Tak naprawdę, jeżeli zamki cenicie wyżej niż bunkry, alternatywą dla proponowanej tu trasy może być też Szlak Zamków Gotyckich , na którym znajduje się imponująca budowla w Nidzicy . 16 maja 2015 można także zwiedzić zamek pogrążony w mrokach - ta możliwość nadarza się przy okazji Nocy Muzeów . W czerwcu natomiast organizowany jest tu Międzynarodowy Festiwal Fantastyki , na który zjeżdżają się całe rzesze fanów. Choć samo zwiedzanie może wtedy być utrudnione, cały rynek w Nidzicy opanowany jest przez fascynująco i zaskakująco odziane postacie. A skoro o rynku mowa, to zachęcamy także do odwiedzenia pizzerii znajdującej się w pobliżu sklepu z miodami pitnymi (polecam!).
Zamek w Nidzicy (fot. Semu/CC BY-SA 3.0/http://goo.gl/jo76q8)Choć ciężko uwierzyć, że komukolwiek został jeszcze zapas czasu, można skorzystać z alternatywnej ścieżki powrotu do Warszawy, omijając niesławną drogę numer siedem. Jeżeli pokluczycie nieco po mniej uczęszczanych dróżkach, objazd pokieruje was do stolicy przez miłe okolice Zalewu Zegrzyńskiego . Choć nie unikniecie straszliwych korków, to przynajmniej widoki nieco jeszcze mazurskie...
Tym, którym do szczęścia nie wystarczą popularne zabytki i wspaniałe krajobrazy polecamy zapoznanie się z alternatywnymi punktami na trasie. Pomocna może okazać się tu strona forgotten.pl , na której znajdziemy opisy ciekawych miejsc w całej Polsce, wraz ze wskazówkami dojazdu i opiniami użytkowników. Poszukiwanie sympatycznych miejsc do biesiadowania także może nastręczać pewnych trudności, bo choć na większym odcinku trasy nie ma większego problemu ze znalezieniem restauracji, to ciężko czasem dokonać właściwego wyboru.
Mazurskie uroki (fot.ap)Na trasie z Giżycka do Nidzicy warto zatrzymać się w Kadzidłowie , gdzie poza Parkiem Dzikich Zwierząt (doskonała atrakcja dla dzieciaków, ale dorośli spokojnie mogą ją pominąć) znajduje się fantastyczna Oberża pod Psem . Jednakże biesiada tutaj na pewno nie pozwoli na zaliczenie Nidzicy - spędza się tu czas nad wyraz dobrze i bardzo ciężko opuścić tak sympatyczne miejsce.
Cały szlak obfituje w atrakcje - niestety trudno wykorzystać wszystkie możliwości przy tak ograniczonym czasie. Na pewno jednak warto skrzętnie notować mijane miejsca w kajeciku, w końcu weekend szczęśliwie zdarza się co tydzień!
Emilia Grim - blogerka, podróżniczka i fotograf. Od lat zajmuje się układaniem tras podróży przez świat. Fanka tanich lotów i lekkiego pakowania.