Ile razy słyszeliście lub czytaliście, że "polskie morze jest świetne, ale co z tego, skoro nie ma gwarancji ładnej pogody"? Bo ja - wielokrotnie. I to prawda. Nie ma co się oszukiwać, jeżeli jedziesz w wakacje nad Bałtyk, musisz liczyć się z tym, że możesz spędzić dwa tygodnie czytając książkę w pokoju, bo będzie lać. Zresztą - wystarczy wspomnieć miniony czerwiec. Nie wiem jak wy, ale ja marzłam okrutnie zastanawiając się, kiedy wreszcie przyjdzie lato i ciepłe wieczory?
W przypadku dwutygodniowego urlopu może faktycznie lepiej trzy razy przemyśleć kierunek wojaży, ale weekend? Nawet w brzydką pogodę da się przeżyć! Kto zresztą może sobie pozwolić na częste wypady weekendowe za granicę? Nie ja. Nie mówiąc o tym, że lot gdzieś daleko, po to żeby spędzić tam tylko półtora dnia i wracać, to nie dla mnie. Podejrzewam, że taki niby weekend, góra dwa dni, dajmy na to w Rzymie, w ciągłym galopie, by wszystko zobaczyć, spróbować jak najwięcej, nacieszyć się - mogłyby mnie jedynie sfrustrować i wkurzyć. Inaczej jest z wypadami w Polsce - wiadomo, niedosyt zawsze pozostaje, ale przynajmniej jest blisko, można sobie zaplanować rychły powrót, nie rujnując budżetu domowego, a i do własnego domu można w każdej chwili wrócić, jeżeli okaże się, ze nam nie odpowiada miejsce lub pogoda zupełnie krzyżuje wszelkie plany. Same plusy!
Warmia i Mazury - na łódce lepiej mieć coś ciepłego (Fot. Natalia Sosin)Warto jednak pamiętać o jednym - przynajmniej, jeżeli jest się wrażliwym na temperatury: by spakować się trochę "na wyrost". Przekonałam się o tym przy okazji zdjęć do programu "Daleko od miasta" , w którym przybliżamy historie ludzi, którzy zdecydowali się porzucić miejskie życie i kariery, i zacząć wszystko od nowa na wsi. Praca na planie polega głównie na czekaniu - na ujęcie, światło, operatorów, aż deszcz przestanie padać, aż ustanie hałas kosiarki sąsiada, i tak dalej. I, przyznam szczerze, nie było chyba takiego wyjazdu (a kręciliśmy jak Polska długa i szeroka, a zdjęcia były w najróżniejszych porach w przedziale kwiecień - październik), na którym bym nie zmarzła.
Sasino - piękne miejsce, czyste morze, warto się wybrać (Fot. Natalia Sosin)Po kilku pierwszych wpadkach ("przecież jedziemy tylko na cztery dni na Mazury i to w lipcu, na pewno będzie ciepło!") nauczyłam się pakować do waliz już wszystko - od klapek i kostiumu kąpielowego, po ciepłą kurtkę. Nieważne - Żuławy w czerwcu, czy Bieszczady w październiku - ze dwa swetry zawsze lepiej mieć. I przede wszystkim bieliznę termiczną, taką wspaniałą, cienką, którą można założyć pod coś bardziej wyjściowego i nie marznąć.
Pamiętam, jak w środku lata, w sierpniu ubiegłego roku, na Warmii siedziałam opatulona w kołdrę, marząc o posiadaniu NapSack - takiego wspaniałego śpiworka z kapturem i otworami na ręce, żeby nie tracić możliwości robienia notatek, czy czegokolwiek innego, gdy czekasz. W sumie nadal by mi się taki przydał. W przepięknym Sasino, w okolicy, gdzie morze jest dzikie i wspaniałe, błogosławiłam możliwość palenia w małym domku drewnem w kominku. We wspaniałym Wolimierzu w duchu chwaliłam siebie za to, że zabrałam ciepłe buty i dodatkową kurtkę, choć wydawało mi się, podczas pakowania w słonecznej wówczas Warszawie, że nie ma takiej konieczności. I za każdym razem, gdy wkładałam termiczne legginsy pod spodnie, by nie marznąć na planie, przypominała mi się rodzinna anegdotka o babci, która żegnając się z moją mamą na peronie przed jej wyjazdem na wakacje z paczką przyjaciół powiedziała "tylko pilnujcie, żeby nosiła ciepłe majtki!".
Nad morzem zawsze wieje bardziej - to powszechnie znana rzecz (Fot. Natalia Sosin)Kiedyś człowiek był bardziej ograniczony - na wakacje jeździło się pociągami, nie było tylu samochodów, nie było takiego wyboru ubrań na każdą pogodę. ludzie bez wątpienia byli bardziej zahartowani, bo nie mieszkali w permanentnie przegrzewanych blokach, na wakacje brało się więc siłą rzeczy mniej. Dziś jesteśmy rozpuszczeni i mówię tutaj głownie o sobie. Wiem, że mam tendencje do pakowania się na każdą okoliczność i wiem, że czasami przesadzam. Cóż począć - jak człowiek musi spędzać sporo czasu poza domem, a nie chce wpędzać się w koszty kupując na miejscu potrzebne rzeczy, to trzeba czasem przesadzać.
Fot. Natalia SosinWyjazdy weekendowe w Polsce mają tę zaletę, że można zabrać taką walizę (pod warunkiem, że nie trzeba jej nosić!). Komu by się chciało tyle ubrań targać po brukach Barcelony, czy Neapolu, a tak - wrzucasz do samochodu, autobusu, czy pociągu - i przed siebie! Nie ma lepszego planu na weekendowy wyjazd.
Natalia Sosin, Foch.pl